W Rosji i wśród przedstawicieli rosyjskiej emigracji niemały taki popłoch z powodu aresztowania w Polsce rosyjskiego archeologa Aleksandra Butiagina.
Który, przypomnę, nie tylko ma oficjalnie przedstawione na Ukrainie podejrzenie o popełnienie przestępstw, ale także dwukrotnie (!) oficjalnie został objęty sankcjami (aktualne obowiązują do 2035 r.).
Tymczasowy pełnomocnik Rosji w Polsce, który odwiedził aresztowanego, w ogóle oświadczył: Butiagina "był świadomy, że władze ukraińskie podejmują jakieś nieprzyjazne działania wobec niego". I mimo to wszystko wyruszył w tournée po Europie z wykładami. Co tu dodać?
Wczoraj wiele mediów z jakiegoś powodu napisało, że Butiagina znalazł się w Polsce "przypadkowo", "przejazdem". Nie przypadkowo i nie przejazdem.
4 grudnia miał zaplanowany wykład w Warszawie, jak wcześniej w Pradze, Amsterdamie i później w Belgradzie. Jechał świadomie, będąc w pełni pewny swojej bezkarności. Prawda, teraz organizatorzy wykładu zaczęli zacierać ślady. Bo wyszło jakoś niezręcznie...
To co się okazuje?! - wykrzykują teraz ludzie z jasnymi i nie bardzo rosyjskimi twarzami. "Pod groźbą aresztowania okażą się wszyscy naukowcy, którzy pracowali na Krymie po 2014 roku?". Tak, właśnie tak. I nie tylko naukowcy. Wszystko zależy od kontekstu działań i wyrządzonej szkody.
Jeśli na Krymie od 11 lat obawiają się pracować systemowe rosyjskie firmy (bo doskonale zdają sobie sprawę z przestępczego charakteru rosyjskiej kontroli nad Krymem), to dlaczego nagle postacie, tym bardziej - finansowane z rosyjskiego budżetu, są zaskoczone?
"Każdy obywatel Rosji, który odwiedził Krym po 2014 roku, który wpłacał na pomoc armii lub cele humanitarne, który wypowiadał się na poparcie 'Specjalnej Operacji Wojskowej' lub przeciwko Ukrainie, czy po prostu ktokolwiek - może być aresztowany w Unii Europejskiej i innych nieprzyjaznych krajach?!". Cóż, nie każdy, ale zaciekli wspólnicy wojny zdecydowanie powinni zapomnieć o wyjeździe do cywilizowanych krajów.
Ciekawe, a czego się spodziewaliście?
Co mnie naprawdę zaimponowało - to oświadczenie Ermitażu.
Po pierwsze, Ermitaż udaje, że nie wiedział o planach Butiagina. Rzekomo człowiek pojechał na urlop, nie stawił się w pracy na czas. Może się upił?
Po drugie, Ermitaż potwierdza, że wszystkie wyjazdy Butiagina na Krym były formalizowane rozkazami i oficjalnymi delegacjami - to przyznanie się do winy, kolejny dowód, że Ermitaż świadomie wspiera reżim okupacyjny.
Lamentacje części rosyjskiej emigracji, że "nauka jest apolityczna, a Butiagina - pozytywna postać" - to jakieś zaprzeczające granice hipokryzji.
Powiem wam więcej. Pojedynczy "nasz chłopak", który wyruszył zabijać Ukraińców, może być całkiem niezłą osobą, dobrym ojcem i mężem, troskliwym synem. I może nawet niezbyt chcieć na wojnę. Od tego nie przestaje być mordercą i trybikiem rosyjskiej machiny wojennej.
Putin i jego kamaryla postawili ludzi przed wyborem. Część Rosjan świadomie wybrała wspieranie Putina działaniami.
Wyjazd na okupowane terytorium Ukrainy jako przedstawiciel oficjalnej rosyjskiej struktury - to otwarte wsparcie dla Kremla. Istnieje nawet termin na to - "normalizacja okupacji".
Za to prędzej czy później nastąpią konsekwencje.
Aby nie nastąpiły, konieczna jest CZYNNA skrucha PRZED tym.
