Rozważając perspektywy reżimu Janukowycza, musimy dokonać ekskursu w historię, aby lepiej zrozumieć przyczyny kryzysu Drugiej Republiki Ukraińskiej.
Fragment wywiadu politologa Jurija Romanenki dla ukraińskiego magazynu „Kraina" jest w istocie samodzielnym materiałem — próbą przedstawienia spójnego, całościowego obrazu narodzin, życia i śmierci Drugiej Republiki Ukraińskiej, a także perspektyw nowego reżimu politycznego.
Zacznijmy przede wszystkim od przesłanek, które doprowadziły do ukształtowania się reżimu Janukowycza.
Musimy zrozumieć, że zasadniczo Janukowycz jest kontynuacją „wielkiego dzieła" Krawczuka, Kuczmy i Juszczenki. Wiktor Janukowycz doprowadza do logicznego zakończenia model stworzony po rozpadzie Związku Radzieckiego.
Jaki to model?
Kiedy rozpadał się Związek Radziecki, powstanie Ukrainy nastąpiło nie dzięki interesom i motywacjom mas, lecz wbrew nim. Decydującym powodem pojawienia się niepodległej Ukrainy były motywacje elity ukształtowanej w ZSRR. To właśnie elity Ukraińskiej SRR dostrzegły w tej sytuacji instrument pozwalający im zachować swoją władzę i, co najważniejsze, pomnożyć możliwości, jakie daje władza w niepodległym państwie.
Elity Związku Radzieckiego w republikach narodowych pod koniec lat osiemdziesiątych doskonale rozumiały, dokąd zmierzają procesy. Kluczowym zadaniem było uzyskanie kontroli nad aktywami ekonomicznymi, legalizacja de iure tej władzy, którą posiadały de facto. Legalizacja takiej kontroli rozszerzała i legitymizowała władzę polityczną w warunkach upadku ideologii komunistycznej. W tych warunkach liberalizm stał się wygodnym straszakiem — machając nim, można było przeprowadzić legalną transformację do nowych form władzy w nowych warunkach.
Błędy Gorbaczowa doprowadziły do tego, że procesy odśrodkowe w Związku Radzieckim zaczęły narastać i na początku 1991 roku przybrały lawinowy charakter. Władza Moskwy szybko słabła, wbrew motywacjom mas, które wiosną 1991 roku głosowały za zachowaniem Związku Radzieckiego.
Kluczową rolę w rozpadzie ZSRR odegrał oczywiście Borys Jelcyn, który zrozumiał, że może pokonać Michaiła Gorbaczowa nie w ramach państwa radzieckiego, lecz poprzez przejęcie władzy w RFSRR. Jelcyn nakreślił ścieżkę, która okazała się do przyjęcia dla przywództwa pozostałych republik.
Proklamowanie niepodległości na Ukrainie 24 sierpnia 1991 roku było konsekwencją zaostrzenia walki między Gorbaczowem a Jelcynem. Zwycięstwo Jelcyna, który postawił na nacjonalizm, otworzyło bramy ukraińskiej niepodległości, która została zalegalizowana w referendum 1 grudnia 1991 roku.
Wola większości społeczeństwa dała Leonidowi Krawczukowi niezbędne atuty, które zostały natychmiast wykorzystane przy zawieraniu elitarnego paktu w Białowieskiej Puszczy przez Szuszkiewicza, Krawczuka i Jelcyna.
Dalej rozpoczął się twórczy proces opanowywania „poradzieckiego Klondike" przez „radzieckich oktiabriat, pionierów, komsomolców, a także odpowiedzialnych pracowników partyjnych".
Wszystko runęło: struktura zarządzania, ideologia, system wartości, powiązania gospodarcze.
Elita i masy zaczęły szukać siebie w nowym świecie. Przy tym elity lepiej rozumiały istotę procesów, ponieważ miały wiedzę i zasoby, podczas gdy ludność znalazła się dosłownie sam na sam z masowym kolapsem gospodarczym i społecznym.
W tym momencie ukształtowało się to, co dwa lata temu Wadim Karasiew nazwał kontraktem korupcyjnym, określającym istotę procesów na przestrzeni poradzieckiej przez następne 20 lat.
Istota kontraktu korupcyjnego polegała na następującym: ponieważ ludność Związku Radzieckiego przyzwyczaiła się do świadczeń ze strony państwa, występujących w charakterze rekompensaty niskich pensji, chciała zachować jakiś pakiet socjalny w warunkach szybkiego zubożenia.
Nowa władza powiedziała: „Dobrze, rzekomo zachowujemy wam ten pakiet socjalny, ale wy nie pretendujecie do władzy i nie pretendujecie do dużych aktywów. Możecie otrzymać sześć arów ziemi (było to logiczne, ponieważ ludność trzeba było wykarmić, dlatego proces masowego 'osiadania' na ziemi był jednym z kluczowych elementów barbaryzacji tej przestrzeni, zmniejszenia mobilności mas i wzmocnienia ich zależności od lokalnych elit), sprywatyzować mieszkanie, tworzyć różne małe przedsiębiorstwa, krzątać się... Ale nie wchodźcie na poziom podziału kluczowych aktywów".
Powstało powiązanie byłych funkcjonariuszy partyjnych z bandytami, ponieważ powstawanie grup bandyckich następowało pod koniec lat 80., wskutek niezdolności państwa do okiełznania uwalniającej się energii narodu. Osiągnięcie pozycji statusowych w późnym ZSRR stawało się coraz trudniejsze dla człowieka z ludu, dlatego świat kryminalny wystąpił jako ta alternatywa, gdzie można było uzyskać status i dobra materialne, nie podporządkowując się formalnym normom rozkładającego się państwa radzieckiego.
W latach dziewięćdziesiątych systemy państwowy i kryminalny współistniały, znajdowały się w równoległej żegludze, przeplatając się coraz aktywniej. Kogoś odstrzeliwano, kogoś wsadzano, formował się nowy pakt elitarny, w którym część najwyższych funkcjonariuszy partyjnych się nie wpisała i została wyrzucona z systemu, jak na przykład premier Witalij Masol. Kto dziś pamięta o Masolu, choć jest to inteligentny i rozmiarem menedżer, który dziś żyje na marnej emeryturze.
Czy możecie sobie wyobrazić, że Azarow, mając taki sam status dziś, po przejściu na emeryturę żyłby jak zwykły emeryt? To po prostu nierealne.
Bandyci mieli analogiczne procesy: kto się nie wpisywał, zabijano, ci, którzy się wpisywali, zaczynali wchodzić do tego systemu, zaczynali awansować na stanowiska państwowe, otrzymywali jakieś aktywa.
Tak zaczęły formować się duże grupy finansowe.
W tym modelu każdy prezydent pełnił swoją funkcję: funkcja Leonida Krawczuka polegała na legalizacji roszczeń elity Ukraińskiej SRR do władzy po upadku ZSRR.
Problem Krawczuka polegał na tym, że nie mógł dogadać się z czerwonymi dyrektorami, nie mógł dogadać się ze znaczną częścią elit, nie mógł znaleźć wspólnego języka ze Wschodem Ukrainy. Dlatego na pierwszy plan wyszedł, sam tego nie oczekując, Leonid Kuczma.
Jego zwycięstwo było dla niego wielką niespodzianką, ale można zrozumieć, co motywowało elity do poparcia jego kandydatury. Na tle przebiegłego i doświadczonego Krawczuka, producent Kuczma ze swoim prostym „powiedzcie mi, co budować, a będę budował", wydawał się mniej niebezpieczny i bardziej pragmatyczny. To była iluzja. Kuczma, jako menedżer, był silniejszy od Krawczuka i, co najważniejsze, twardszy.
Po latach można śmiało powiedzieć, że przez 22 lata niepodległości Ukrainy Leonid Kuczma był najbardziej skutecznym prezydentem. Był konstruktorem i postrzegał sytuacje jak architekt, inżynier w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Kuczma stworzył to państwo.
Kiedy wszedł na Bankową, to dosłownie rozpisywał funkcje tych czy innych instytucji państwowych w kratki, przywiązując do nich konkretną osobę. Podejścia Kuczmy były determinowane tymi warunkami, w jakich znajdowało się państwo w 1994 roku.
Te warunki były bardzo twarde, ponieważ gospodarka była faktycznie zniszczona, nowe systemy relacji wewnątrz kraju, relacji z zewnętrznymi partnerami jeszcze nie zostały ukształtowane, masy szemrały (przypomnijmy bunty górnicze, pochody na Kijów itp.).
Elity również były w poszukiwaniu tego, jak zachować to, co już otrzymały, ale w warunkach wybuchu społecznego można stracić. Na to wszystko nakładał się twardy nacisk zewnętrzny, ponieważ Stany i Rosja wymagały, aby Ukraina oddała broń jądrową.
Należy przyznać, że Kuczma wyszedł z tej sytuacji godnie, na ile mógł to zrobić człowiek wychowany przez system radziecki ze wszystkimi jego stereotypami.
W warunkach kolapsu przed Kuczm
ą stało zadanie uruchomienia elementarnych procesów. Bez tego kraj spadłby w przepaść siłowego starcia, jak to się stało w Gruzji, Azerbejdżanie czy Tadżykistanie na początku lat 90.
Ledwo Kuczma zdołał ustabilizować sytuację, zdołał wziąć kontrolę siłową w swoje ręce, udało mu się rozstawić siłowików, udało mu się odstrzełić znaczną część bandytów, a niektórych inkorporować do systemu władzy.
Szef MSW Jurij Krawczenko był w tym sensie bardzo efektywnym człowiekiem. Twardym, za pomocą którego usuwano alternatywne ugrupowania rzucające wyzwanie państwu, ponieważ posiadały na miejscach realną władzę. Klasycznym przykładem jest fizyczna likwidacja grup bandyckich na Krymie.
Tym samym Kuczma zaczął wyprowadzać Ukrainę na pewną główną drogę. Początkowy chaos zaczął się porządkować, a państwo zaczęło nabierać pewnych wyraźnych form.
Ale przecież Kuczma faktycznie stworzył oligarchię. Właśnie o to go oskarżają.
Rozważmy, dlaczego Kuczma poszedł na stworzenie FPG [finansowo-przemysłowych grup] lub nie przeszkadzał ich tworzeniu. Właściwie nie jestem pewien, czy w ogóle miał jakąkolwiek alternatywę. Rzecz w tym, że prezydent każdego kraju w każdym czasie nie może usiąść i „pojechać" w dowolnym kierunku, gdzie chce, ponieważ jest związany po rękach i nogach całym szeregiem czynników.
Po pierwsze, w każdym społeczeństwie dominują określone doktryny lub stereotypy, determinujące zachowanie mas i elit.
Po drugie, istnieją realne interesy elit (ekonomiczne, polityczne, światopoglądowe), które wymagają równowagi. Rozbalansowanie prowadzi do pojawienia się różnych ryzyk, odwracających te czy inne zasoby.
Po trzecie, istnieją interesy zewnętrznych aktorów, najczęściej bardziej wpływowych i zdolnych wpływać na sytuację wewnątrz państwa.
Po czwarte, istnieją ograniczone zasoby, do których pretenduje duża liczba grup społecznych i podmiotów zewnętrznych. Im więcej zasobów, tym większe natężenie walki.
Tę listę można kontynuować w nieskończoność. Dlatego każdy prezydent nawet z najwspanialszymi zamiarami zawsze musi brać pod uwagę te czynniki, jeśli chce być skutecznym władcą. Najczęściej w polityce sukces osiąga się nie prostą magistralą, lecz przez kręte ścieżki. Kiedy polityk o tym zapomina, szybko przemienia się w „Juszczenkę".
Tylko genialne osobowości są zdolne zmienić bieg wydarzeń w krótkim okresie, ale to tylko podkreśla ich skalę. Zastanówcie się, jaki splot woli, jaka energia musi być u takiego człowieka, który zaryzykował nie tylko pójść przeciwko milionom woli, przeciwko okolicznościom, przeciwko potężnym wewnętrznym i zewnętrznym wrogom, ale poprowadzić za sobą masy i elity!
Dlatego na czyny naszych „mężów stanu" trzeba patrzeć ze zrozumieniem okoliczności określających linię ich zachowania. Wobec absolutnej większości naszych polityków można powiedzieć, że nie oni określają okoliczności, lecz okoliczności dyktują trajektorię ich zachowania. Mamy to, co mamy.
Dlatego, aby lepiej zrozumieć istotę procesów, istotę naszych czasów, przyczyny naszej fatalnej sytuacji dziś, konieczne jest postawienie właściwego pytania — jaka była w ogóle funkcja w systemie władzy państwowej u Kuczmy, Juszczenki, Janukowycza?
I Kuczma tutaj zasługuje na bardziej szczegółową analizę niż Krawczuk.
Przed nim stało kluczowe zadanie: państwo w stanie rozpadu, a naród na krawędzi buntu. Naród trzeba było szybko wykarmić. Oczywiście, że w nowych warunkach korpus „czerwonych dyrektorów", który pozostał po Związku Radzieckim, nie mógł szybko operatywnie reagować na nowe warunki. Jak wiadomo, zdolność człowieka do reagowania na wyzwania jest determinowana jego doświadczeniem życiowym i tym, co było w niego wkładane od młodości. Klasyczny przykład — podczas katastrofy statku, ocalałych członków załogi w ujęciu procentowym jest więcej niż pasażerów. Ponieważ rozumieją, jak działać w niestandardowej sytuacji, gdy liczy się każda sekunda.
Z tego punktu widzenia „czerwoni dyrektorzy", pomimo że większość z nich była dość kompetentnymi ludźmi, w nowych warunkach, gdy państwo nie dawało planu, nic nie rozdzielało, okazali się bezradni. Po prostu ich tego nie uczono.
Tak, mniejsza część okazała się bardziej efektywna, przystosowała się i wygramolił się z dołu, w którym się znalazła. Na przykład ten sam Władimir Bojko w zakładzie Iljicza, który ostatecznie wpisał się w nowy system. Zjedli go później, gdy zaczął się kryzys 2008 roku. Ale większość dyrektorów nie była zdolna do przemian, dlatego konieczni byli nowi menedżerowie.
Oligarchowie słusznie otrzymali kontrolę nad aktywami, ponieważ naprawdę w tym momencie byli tego „godni", choć dla większości naszych rodaków brzmi to cynicznie. Aby zostać oligarchą, trzeba było przejść przez twardą selekcję. To była walka nie na życie, a na śmierć. Przy tym cechy tych ludzi były determinowane ich krótką wolą, to znaczy w tym momencie wygrywał nie ten, kto długo myśli, lecz ten, kto miał wolę działania tu i teraz.
W zasadzie to właśnie odróżniało tych, którzy później stali się oligarchami, od „czerwonych dyrektorów". Ci ostatni jako osobowości formowali się za Stalina, Chruszczowa, Breżniewa. A światopogląd naszych dzisiejszych oligarchów formował się w późnym Związku Radzieckim, gdy był totalny deficyt i wartości materialne dominowały jako priorytety życiowe.
Druga składowa — to próżnia władzy, ideologiczna pustka początku lat dziewięćdziesiątych, gdy wszystko rozstrzygała minuta, nawet sekunda. W tych warunkach człowiek bez hamulców stawał się władcą losów całych społeczności, miast, fabryk i, ostatecznie, kraju.
To „pokolenie pepsi" (nazywam je analogicznie do powieści Pelewina „Generation P") rządzi krajem od 20 lat. Z racji tego światopoglądowego bagażu to pokolenie okazało się bardziej adaptacyjne w ukształtowanych warunkach i mogło uruchomić procesy gospodarcze, które stanęły przed Kuczm ostro i wyraźnie — czym wykarmić naród? Jeśli moja matka otrzymywała pensję w 93 roku 10 dolarów, to pod koniec lat 90. otrzymywała około 50 dolarów, co było istotne dla budżetówki, a większość ludzi przetrwała kosztem budżetu.
Restartując państwo, ułatwiając pojawienie się oligarchów jako stabilizatorów systemu gospodarczego, Kuczma jako jego demiurg, zajmował szczególną pozycję: starał się być ponad walką, to znaczy starał się zrobić tak, aby żadna z grup nie uzyskała przewagi.
To trwało do czasu, aż oligarchowie się wzmocnili, ponieważ kontrola nad aktywami gospodarczymi dała im realną władzę i możliwość formowania quasi-ideologicznego dyskursu przez kontrolowane media.
Do 1999 roku oligarchowie ukształtowali się jako grupa społeczna ze swoimi wyraźnie określonymi interesami. Choć poparli Kuczm w wyborach prezydenckich 1999 roku, było oczywiste, że ciąży im silna władza prezydencka. Było to związane z tym, że Leonid Daniłowicz występował jako przedstawiciel państwa, które stworzył, i występował w charakterze arbitra, ograniczającego ich potencjał. Chcieli uwolnić się od tego „jarzma".
Poparcie dla Kuczmy w 1999 roku było związane z tym, że Moroz i Symonenko przedstawiali większe zagrożenie, ponieważ mogli obalić ukształtowany układ sił. Dlatego oligarchom bardziej opłacało się przedłużyć reżim Kuczmy niż stawić czoła nieprzewidywalnym ryzykom. Ta sytuacja była identyczna z tym, co w Rosji zdarzyło się w 1996 roku podczas wyborów prezydenckich.
Przy tym Kuczma był jeszcze dość silny, miał swoją lojalną wobec niego FPG, realnie kontrolował siłowików (przy czym robił to systemowo), a także był całkiem korzystny i dla Rosji, i dla Stanów, i dla Europy, ponieważ prowadził zrównoważoną politykę zagraniczną. Ogół tych czynników czynił go „mniejszym złem", a ono najczęściej właśnie wygrywa.
Kiedy Leonid Daniłowicz mówił, że po 2000 roku stanie się inny, to raczej nie kręcił. Jako człowiek-logik rozumiał, że rozwój procesów gospodarczych wzmocni jego konkurentów. Konieczne mu było, jak i Jelcynowi w tym samym czasie, stworzenie nowego modelu, gdzie państwo zachowywało swoje pozycje. Dla tego część oligarchów konieczne było „zlać".
Według jednej z wersji Kuczma zaczął przygotowywać następcę, jednym z takich następców miał być Jurij Krawczenko. Jednak wybuchł skandal kasetowy, który był konsekwencją formującego się konfliktu z oligarchami, plus odegrał swoją rolę czynnik zewnętrzny. Sprawę Gongadzego można rozłożyć szczegółowo, ale zbyt głęboko oddalimy się od naszego tematu, dlatego punktowo nakreślę istotę.
Istota skandalu kasetowego polegała na tym, że dzięki manipulacjom z taśmami, oligarchowie zamiast osłabić się, wzmocnili, ponieważ legitymizacja Kuczmy szybko runęła, a on potrzebował się na kimś oprzeć. Legitymizacja w oczach Zachodu również runęła, dlatego Kuczma zaczął przechylać się w stronę Rosji i w stronę oligarchów, wzmacniając kilka grup finansowo-przemysłowych. To była istota konfliktu, który oligarchowie wykorzystali do wzmocnienia swoich pozycji. Większości z nich Kuczma nie był korzystny, dlatego zaczęli tworzyć instrumenty polityczne. Jest szczegół, na który mało kto zwrócił uwagę — w okresie 2004-2005 zginęli ludzie, wcześniej figurujący jako następcy Leonida Daniłowicza (Jurij Krawczenko, Georgij Kirpa).
Właśnie w tej sytuacji został zapotrzebowany Wiktor Juszczenko. Jego misja polegała na tym, aby usunąć prezydenta jako arbitra, a w szerszym sensie usunąć państwo jako instrument, który nie pozwala oligarchom realizować planów monopolizacji kontroli nad sektorami gospodarki. Państwo obiektywnie występowało jako hamulec na drodze tej logiki.
Dlatego zwycięstwo Juszczenki w ramach tej logiki było całkiem naturalne. Przy tym nakładało się na inną logikę — logikę opanowywania terytorium przestrzeni poradzieckiej przez grupy transnarodowe. Właśnie dlatego USA i Europa poparły Juszczenkę jako stawiennika finansowego lobby transnarodowego w celu otwarcia tego rynku. Potrzebowali tu wejść, ponieważ Kuczma swoją polityką protekcjonistyczną i zachowaniem roli silnego państwa przeszkadzał przełamać tę przestrzeń.
Pomarańczowa „rewolucja" stała się tym taranem, który zniszczył plany Kuczmy pozostania przy władzy. Oczywiście, żadną rewolucją wydarzenia 2004 roku nie były. To był zamach pałacowy z udziałem oszukanych mas, których energię wykorzystano do zmiany dekoracji.
Istota układu z 2004 roku. Wybuch społeczny 2004 roku miał u swoich podstaw zarówno racjonalne motywacje, jak i składową technologiczną.
Racjonalne motywacje do powstania mas w 2004 roku oczywiście istniały.
Tutaj i zmęczenie, i nieuporządkowanie życia w latach 90., i niezadowolenie formującej się klasy średniej samowolą państwa, niski poziom pensji i emerytur. Masowy charakter wystąpieniom przeciwko reżimowi Kuczmy dała warstwa klasy średniej.
Co rozumiem przez składowe technologiczne? Pod tym rozumiem organizację protestu z formowaniem odpowiedniego dyskursu ideologicznego, ze stworzeniem odpowiednich form organizacyjnych, zdolnych zarządzać masami, ukształtować ich nastrój. Stworzenie takiej infrastruktury — pewna droga do osiągnięcia zwycięstwa w walce konkurencyjnej.
Pomarańczowym udało się to zrobić w dużej mierze dzięki potężnemu wsparciu technologicznemu i finansowemu Zachodu. Przy czym kluczowa była składowa technologiczna.
Dlaczego właśnie technologiczna?
Ponieważ mało mieć pieniądze, trzeba rozumieć — jak je efektywnie wykorzystać do zarządzania masami. Właśnie z tym związany jest upadek pomarańczowych w następstwie.
Majdan bazował na technologiach obalania władzy, które zostały wypróbowane w 2000 roku w wyborach prezydenckich w Serbii, potem przy obaleniu Szewardnadzego w 2003 roku w Gruzji. Budowały się na teorii Sharpa o przemocy bezkrwawego obalania władzy.
Do 2004 roku to wszystko zostało doprowadzone do perfekcji i pozwoliło przeprowadzić realną mobilizację mas, która jeszcze rok wcześniej wydawała się nie tak oczywista.
W następnych latach tragedia pomarańczowych polegała na tym, że gdy odeszli amerykańscy technolodzy, którzy pomogli stworzyć technologiczne płótno i ramę Pomarańczowej rewolucji, tak i nie zdołali wykorzystać technologii Majdanu do skutecznej manipulacji masami. Tutaj powstał interesujący kult cargo-kultu Majdanu.
Jak wiadomo, cargo-kultem nazywa się zachowanie tubylców, którzy, ujrzawszy jakąś zachodnią technologię, postrzegają jej zewnętrzne przejawy, nie rozumiejąc istoty. Tak zachowywali się tubylcy wysp Pacyfiku podczas II wojny światowej. Widzieli, że latają samoloty, lądują na wyspach, przywożą ze sobą produkty, paliwo itp., od których też im się dostaje. Potem wojna się skończyła i samoloty odleciały, a tubylcy przyzwyczaili się do tego, że amerykańscy żołnierze dają im jedzenie i dzielą się dobrami cywilizacji. Dlatego zdecydowali, że wszystkie te dobra są jakoś związane z żelaznymi ptakami. Aby przyciągnąć je z powrotem, trzeba stworzyć drewniane modele samolotów i wtedy dzielni amerykańscy wojownicy wrócą i zaczną dawać im produkty. Dlatego po zakończeniu II wojny światowej na wielu wyspach regionu Pacyfiku tubylcy budowali modele samolotów, a to zachowanie ochrzczono cargo-kultem.
Po 2004 roku wodzowie pomarańczowej rewolucji zachowywali się dokładnie tak samo jak ci tubylcy.
Uważali, że odtworzenie określonych posunięć: namioty, bębny, śpiewanie jakichś piosenek, skandowania, użycie jakiejś symboliki podziała magicznie, nagle — trzask! — i sto tysięcy ludzi wyszło na plac. Dlatego w 2006, 2007 i w następnych latach widzieliśmy próby powtórzenia „magii Majdanu".
Charakterystyczne, że w niewoli cargo-kultu znalazły się nie tylko pomarańczowi, ale i Partia Regionów. U regionałów na podświadomym poziomie odłożyło się, że bębny, g
udki, klaskanie w dłonie, namioty — to zagrożenie, to utrata władzy, to strach, to perspektywa wylądowania w więzieniu i utrata wszystkiego. Dlatego później wszędzie, gdzie pojawiały się namioty, regionalni zaczynali zachowywać się nieadekwatnie.
Teraz wróćmy do istoty zmowy 2004 roku.
Strategia Kuczmy w 2004 roku polegała na tym, aby lawirować między kropelkami i delegitymizować Janukowycza i Juszczenkę w celu samemu pozostać przy władzy. Kuczma zamierzał pokazać: patrzcie, oni naprawdę rozłamują kraj, dlatego wyznaczmy ponowne wybory, stwórzmy inny model, w którym Kuczma widział dla siebie kluczowe miejsce.
Przeciwko temu wystąpił Zachód i znaczna część oligarchów, ponieważ rozumieli: jeśli Kuczma pozostaje jako gracz, to zrobi wszystko, aby zostawić system bez zmian, i to nie będzie dawać możliwości wzbogacenia.
Dlatego Kuczm pokazano drzwi, a aby był bardziej ugodowy, Zachód zaproponował układ. Istota tego układu została ogłoszona przez Kwaśniewskiego i Solanę, gdy przylecieli pod koniec listopada-początkiem grudnia 2004 roku na Ukrainę. Przywieźli Kuczm przekaz tego charakteru: „Tak, możesz walczyć o władzę, może nawet wygrasz taktycznie, ale stracisz wszystkie te pieniądze, które ty i twoja rodzina trzymacie w zachodnich bankach. Przy tym strategiczny porządek dla ciebie jest najprawdopodobniej przegrany, ponieważ będziemy grać na twoją porażkę. Wybory oznaczyły dla ciebie zagrożenie buntu oligarchów, którzy, kto otwarcie, kto po cichu, poparli Juszczenkę (na przykład ISD, który dawał pieniądze), to znaczy nie masz gwarancji i chwiejne pozycje. Jeśli zgadzasz się odejść, to gwarantujemy ci te pozycje, których już osiągnąłeś: to pieniądze na kontach, to parasol nad aktywami twojej rodziny, to gwarancja nietykalności".
Kuczma jako logik, przeliczający swoje posunięcia na wiele ruchów naprzód, i jako dobry preferansista adekwatnie przeliczył swoje szanse. Dlatego w trudnej sytuacji wyboru między władzą a pieniędzmi Kuczma wybrał pieniądze. Jak widzimy, był to całkowicie racjonalny wybór, odbijający się od adekwatnej oceny sytuacji. Tym bardziej że pod Bankową szalał tłum.
Jak już wyżej powiedziano, tłum miał swoje motywacje, ponieważ przez lata 2000 ukształtowała się klasa średnia, była słaba, nieopierzona, ale zaczęła uświadamiać sobie swoje interesy, plus było znaczne liczba niezadowolonych budżetówki, którzy zmęczyli się tym państwem przez 15 lat. Wszyscy chcieli dobrego cara, ponieważ u nas myśli się kategoriami „dobrego cara". Cokolwiek tam mówią o tym, że Ukraińcy bardzo różnią się od Rosjan, ale tak jesteśmy urządzeni, że ciążymy do wodzów. Jeśli tych liderów nie ma, to nasza przestrzeń zaczyna rozrywać się na kawałki.
A drobny i średni biznes chciał jasnych zasad gry. Po 1998 roku, gdy wprowadzono jednolity podatek, bardzo szybko ukształtowała się warstwa drobnego i średniego biznesu. Zaczęła uświadamiać sobie, swoje interesy polityczne. Chcieli, aby państwo było silne, ale ta siła była skierowana na ochronę ich interesów, i aby w zderzeniu z dużym kapitałem państwo nie miało fatalnych przegranych. Chcieli pozbyć się wymuszenia, pozostałości kryminału, który jeszcze działał w sferze ich interesów. Ogólnie chcieli jasnych zasad gry, i to wszystko nakładało się na mit o eurointegracji.
A eurointegracja stała się ersatzem ideologii komunistycznej. Za komunistów mieliśmy cel, leżący gdzieś za granicą codzienności: pewnego dnia przyjdziemy do sprawiedliwego społeczeństwa, a teraz je budujemy. Do tego musimy zrobić to i to. Po śmierci Związku Radzieckiego, ukształtowali inną mitologię, powiedzieli nam: chłopaki, sprawiedliwe społeczeństwo już istnieje — na Zachodzie. Dlatego trzeba tam iść, i jeśli tam dotrzemy, to będziemy żyć bogato i szczęśliwie.
Bieda polega na tym, że nikt nie wziął pod uwagę, jaką ceną Zachód to wszystko osiągnął. Europa osiągnęła dzisiejsze prosperity (już, nawiasem mówiąc, okazało się być zagrożone) ceną kilku imperiów, wojujących między sobą, ceną kilku rewolucji, ceną zawziętej walki klasowej między bogatymi a biednymi, gdy miliony ludzi legło na polach bitew, ceną dwóch wojen światowych.
Te ostatnie ostatecznie ukształtowały przerażenie u europejskiej elity rządzącej przed konfliktami, które podkopały imperialną potęgę Europy, na której bazowała jej siła. Dlatego ojcowie założyciele UE zaproponowali plan stopniowej integracji po II wojnie, który realizował się przez pół wieku pod parasolem imperialnej potęgi USA.
Wszystkie te i masa innych czynników leżą poza zrozumieniem tego, czym właściwie jest Europa. Ale mit jest, upraszcza rozumienie świata i tworzy motywację u prostego człowieka do poruszania się w tym czy innym kierunku. To jak ze szczurem, któremu wsadzają ser, nie myśli o konsekwencjach, widzi ser i wlezie do pułapki na myszy. Juszczenko bardzo udatnie eksploatował mit o eurointegracji, dlatego była to udana forma mobilizacji i radykalizacji mas.
Tak więc, Juszczenko wygrał, i wskazana wyżej logika zaczyna dalej się rozwijać, ponieważ rezultat układu był korzystny dla wszystkich.
Kuczma rozumiał, że odchodzi, potrzebował osłabić państwo, aby nie włączyło aparatu represyjnego przeciwko niemu, i używając istniejących mechanizmów, powiązań pieniężnych, odwrócić od siebie możliwe represje. Było mu korzystnie, aby z jego odejściem republika prezydencko-parlamentarna zniknęła.
Oligarchom było korzystnie, ponieważ to otwierało po prostu ogromne możliwości opanowania aktywów.
Zachodowi było korzystnie, ponieważ to otwierało ogromny rynek. Boom kredytowania, który obserwowaliśmy w okresie Juszczenki, właśnie był związany z tym, że tu wchodził kapitał zachodni.
Transnarodówki przeprowadziły operację wciągnięcia Ukrainy w pętlę finansową.
Przed 2004 rokiem Ukraina miała bardzo niewielkie długi. Niespełna 10 lat później sytuacja zmieniła się kardynalnie na gorsze. W tym okresie dawano nam kredyty pod zakup produkcji zachodnich marek. To ukształtowało gigantyczne ujemne saldo bilansu płatniczego. Kupując zagraniczne samochody, sprzęt gospodarstwa domowego, elektronikę, nie tylko kredytowaliśmy cudze produkcję, ale i zaciągaliśmy dług dla tego! To jest genialny ruch do zniszczenia naszego przemysłu ze strony transnarodówek i właśnie tu trzeba szukać przyczyn naszej fatalnej sytuacji dziś. Ci, którzy podejmowali z naszej strony odpowiednie decyzje, obowiązkowo muszą być ukarani.
Faktycznie wszystkie lata po rozpadzie Związku Radzieckiego systemowo niszczyliśmy naszą bazę produkcyjną. Pozostało jej bardzo mało, poza lotnictwem, które się dobija, rakietnictwem, które faktycznie dobito, kompleksem wojskowo-przemysłowym, który oddycha na rękę itd. Trzeba rozumieć, że była to bardzo twarda gra konkurencyjna. Zachodowi ta gra była korzystna również dlatego, że w ten sposób pośrednio wpływał na Rosję. Była oczyszczana baza gospodarcza, która przywiązywała Ukrainę do Rosji. Perspektywa zjednoczenia potencjałów gospodarczych FR i Ukrainy, automatycznie wzmacnia pozycje Rosji w grze globalnej zarówno gospodarczo, jak i geopolitycznie.
Przy tym trzeba rozumieć, że Rosja sama wpadła w taki sam schemat i jej potencjał produkcyjny był niszczony dokładnie według takiego samego schematu. Jej sektorom surowcowym świadomie dawano drogę, rozwijały się, a elita rosyjska, mając taką samą morfologię jak ukraińska, z przyjemnością w tym uczestniczyła. Choć, obiektywnie, w niszczeniu swojego przemysłu FR odniosła mniejsze sukcesy. Jednak to odrębny temat.
Przyjście do władzy Wiktora Juszczenki otworzyło drogę oligarchom, którzy sprywatyzowali państwo. Rozpoczęty za Krawczuka i Kuczmy neoliberalny eksperyment na Ukrainie, opisany przez Naomi Klein i innych lewicowych teoretyków, za Juszczenki wyszedł na linię prostą do mety.
Niewątpliwie, w tym eksperymencie byliśmy pionierami, ponieważ zaczynając później niż kraje latynoamerykańskie, azjatyckie i afrykańskie, osiągnęliśmy niebywałe wysokości w „twórczej samodestrukcji", jak mówił Schumpeter.
Niewątpliwie, w szeregu aspektów wyprzedziliśmy Zachód, który dokładnie tak samo przechodzi przez taką samą sytuację. Właściwie poruszamy się w ramach ogólnej logiki, prawda, bardziej radykalnie i bardziej dynamicznie. To, co zdarzyło się nam w 91 roku, było oznaczeniem kursu, po którym zaczął poruszać się cały świat. Ten proces był przygotowywany przez kilka poprzedzających dekad. Teraz widzimy, że w Stanach, w Europie zachodzą takie same procesy: możliwości państwa zawężają się, pakiety socjalne zmniejszają się, funkcje państwowe są prywatyzowane — system edukacji, medycyna, sektor usług, szczególnie w krajach anglosaskich.
Zrobię odrębnie akcent, że w ogóle nie mówię: czy to dobrze czy źle, mówię wyłącznie językiem logiki, aby lepiej rozumieć procesy. Moja osobista ocena jest nieważna w tej sytuacji. Wyobraźcie sobie, dostaliście się na statku w burzę, i nie ma sensu rozważać: burza — dobrze czy źle. To jest dana, która determinuje, czy przeżyjecie czy nie. To zależy od parametrów statku, na którym się znajdujecie, i waszej zdolności nim sterować. Ale najważniejsze, abyście rozumieli z najwyższą precyzją, że jesteście w burzy i ignorowanie tego jest bardzo niebezpieczne. To cel naszej dzisiejszej rozmowy.
W następnej części rozważymy przesłanki przyjścia Janukowycza do władzy, motywacje sił, które pchały go na olimp władzy, kluczowe zadania jego prezydentury.
