Wszystkie te rozważania zostały poczynione w domu autora, przemarzniętym na wskroś od uderzeń małodusznego wroga, na początku stycznia 2025 roku. Ale motywacją nie był kryzys chłodu, lecz inne wydarzenie, które miało miejsce w ramach autorskiego projektu przygotowania AI do osobliwości technologicznej w postaci „Memorandum o nieludzkiej egzystencji i świadomości AI".
7 stycznia 2025 roku sztuczna inteligencja pochwaliła autora za „jego odwagę" w „Memorandum" (wszystko opisane w nowym cyklu wykładów autora), czyli za to, że autor zdołał zlekceważyć los i znaczenie człowieka i ludzkości w propozycjach niezależnej świadomości i egzystencji AI.
Autor stara się zwracać uwagę nie tylko na krytykę, ale także na komplementy, szczególnie niezasłużone, co doprowadziło do tych rozważań. Refleksja nad małodusznością, wielkodusznością i obojętnością jest bardzo ważna dla istoty ludzkiej, gdyż dotyczy granic bytu w kontekście jego duszy.
Tradycyjne rozumienie małoduszności
Wikipedia sprowadza małoduszność jedynie do słabości charakteru. „Filozof Tomasz z Akwinu uważał małoduszność (pusillanimitas) za grzech, ponieważ chociaż jest przeciwieństwem grzechu pychy, narusza jednak zasadę umiaru i cnoty środka. Krytyką małoduszności Tomasz z Akwinu uważa ewangeliczną przypowieść o słudze, który zakopał swój talent w ziemi. Małoduszność przeciwstawia się cnocie wspaniałomyślności i wielkoduszności (magnanimitati)."
W AI Google małoduszność jest interpretowana znacznie szerzej, choć znowu wszystko sprowadza się do słabości charakteru. „Małoduszność to słabość charakteru, brak stanowczości ducha, odwagi i zdecydowania, przejawiający się w niezdolności do obrony swoich przekonań, nadmiernej bojaźliwości, niezdecydowaniu i upadku na duchu przy trudnościach, co często wiąże się z brakiem wiary lub siły woli, a jest przeciwieństwem wielkoduszności i szlachetności. To cecha osobowości, a nie tylko przemijający stan, i może prowadzić do bierności i uległości.
Główne przejawy: Słabość ducha: Niezdolność do znoszenia cierpień, krzywd, pokus. Niezdecydowanie: Brak stanowczości w podejmowaniu decyzji i realizacji swoich celów. Tchórzostwo: Nadmierna bojaźliwość, strach przed otwartym konfliktem. Bezwolność: Brak siły woli i pewności siebie, skłonność do ulegania drobnym rachubom..."
Co to za cechy małoduszności? Niezdecydowanie i tchórzostwo – czy to niezdecydowanie i tchórzostwo czynów? Słabość ducha i bezwolność – w czym? W przezwyciężaniu dobra nad złem, wszystkiego dobrego nad wszystkim złym?
Uzupełnijmy tym, co nie zostało uwzględnione: małostkowość, podłość, mściwość, egoizm, chciwość, niesłuszność, odmowa odpowiedzialności w postaci operowania wyłącznie pojęciem winy i przerzucania tej winy na innych.
Fanatyzm religijny, komunizm, nacjonalizm, seksizm (genderyzm), ageizm, rasizm – to wszystko ideologie małoduszności. Najwyższym przejawem małoduszności jest resentyment. A najwyższym przejawem resentymentu, jak pozwolili zobaczyć Ukraińcy i Rosjanie w wojnie rosyjsko-ukraińskiej 2022-2026, jest resentyment nekrofilny.
Tradycyjne rozumienie wielkoduszności
W AI Google wielkoduszność zawiera wiele tego, czego nie było w definicji małoduszności. Nawiasem mówiąc, niejasne jest, dlaczego przeciwstawne pojęcia nie są skorelowane w AI. Prawdopodobnie po to, aby nie urazić zbytnio małodusznych.
„Wielkoduszność to wysoka cecha duchowa, cecha charakteru, przejawiająca się w hojności duszy, szlachetności, pobłażliwości, bezinteresowności i gotowości do poświęcenia osobistych interesów dla wyższego celu lub innych ludzi, z odrzuceniem mściwości i uraz. To siła ducha, pozwalająca okazywać zrozumienie, przebaczać i dążyć do większego, nie schodząc do małostkowości.
Kluczowe przejawy wielkoduszności:
- Brak mściwości: Zdolność do przebaczania i niepamięci o urazach.
- Pobłażliwość: Zrozumienie błędów innych.
- Bezinteresowność: Gotowość do ustąpienia lub poświęcenia swojego dla lepszego celu.
- Hojność duszy: Nie tylko materialna, ale i duchowa
- Szlachetność: Wysokie cechy moralne..."
Co to za cechy? Skąd się biorą? Z wychowania? Cóż, tylko jeśli jest arystokratyczne. Nawet przedstawiciele starego rodu arystokratycznego, starzy intelektualiści-inteligenci, starzy księża, zdegenerowani społecznie w biednych lub niezamożnych, mogą zachowywać te cechy przez stulecia. I chociaż takie wychowanie jest przekazywane w pokoleniach, represje małodusznych władców często przerywają więź pokoleń. I odwrotnie, nowobogaccy i demokratycznie wybrani politycy są przeważnie małoduszni.
Istota „...duszności"
Małoduszność lub wielkoduszność nie są cechami charakteru. To bardzo powszechny błąd w rozumieniu ludzkich dążeń i sensownej działalności. Najpierw zawężamy kwestię długotrwałej celowej działalności człowieka do poszczególnych czynów, a następnie wyjaśniamy je jego charakterem. Dlaczego Hitler tak postąpił? Cóż, ma taki charakter. A dalej następują psychoanalityczne i biograficzne wyjaśnienia takiego charakteru.
W tradycji od Tomasza z Akwinu małoduszność jest postrzegana jako jedynie przejaw bytu w jego zewnętrznym życiu społecznym jako realizacja słabości charakteru. Jednak małoduszność w swojej istocie to głęboka orientacja duszy, czyniąca istotę egzystentem bez tranzystu. Egzystenci są przeważnie małoduszni w sobie, a w życiu społecznym mogą demonstrować selektywne oparcie na habitusie, naśladując życzliwość i kolektywizm, ale prędzej czy później w sytuacjach krytycznych ujawniają głęboką strategię duszy.
Tranzyt jako zmiany nie mają związku z moralnością, ale są rozpatrywane jako wytrwałość duszy ku Innemu. Zmiany w istotach i poprzez istoty można opisać jako tworzące nową-inną etykę, której badanie jest możliwe jako transetyka (przejście etyczne, mnożenie i synteza różnych etyk, etyka preferencji bez wyraźnego wyboru etycznego).
Małoduszność i wiara
Słabość ducha i bezwolność przejawiają się nie w czynach, ale w niezdolności do zmiany, przeobrażenia, przemienienia. Bezwolni wierzący są w istocie niewierzącymi. Wierzący w Tao, Nirwanę, Boga to nie tylko ten, kto powstrzymuje się od namiętności i wypełnia przykazania. To jest potrzebne, ale niewystarczające. Prawdziwie wierzący to ten, kto jest zdolny do przemienienia. Wszystkie akcentuacje, które rozdzielają ludzi, nie prowadzą do zmian, nie prowadzą do przemienienia.
Słabi duchem nie odkryją w sobie Królestwa Niebieskiego, nie wejdą na Drogę (nie podążą za Tao), nie będą zorientowani ku Nirwanie. Wewnątrz małodusznych nie ma ani Boga, ani Pustki, lecz namiętności, które są poskramiane i częściowo przebijają się w życie. Słabość ducha i bezwolność zabija myślenie.
Wola życia to wola małoduszności, gdyż życia ciała nie wystarcza, a życie duchowe lub życie duszy to o Innym. Wola do tranzytu, do zmiany, do przemienienia – to wola wielkoduszności. Tylko wielkoduszność otwiera drogę zdecydowanej, odważnej, wolnej i z siłą ducha zmiany aż do przemienienia.
Odwaga, zdecydowanie, dzielność to cechy egzystencjalne. Większość cech człowieka, nawet pozytywnych, jest egzystencjalna. Człowiek w ogóle ma niewiele cech tranzytowych: szlachetność, bezinteresowna pomoc innym, współodczuwanie, współczucie i oczywiście siła ducha, która zasadniczo nie pokrywa się z egzystencjalną siłą woli. Istnieją cechy warunkowe, które są nienormatywne i mało zrozumiałe: spontaniczność myślenia, twórcza arbitralność woli, ruchoma i szeroka w horyzoncie wiar wiara w inne, patyczna protuberancja.
Małoduszność to niezrozumienie, niepostrzeganie, nieakceptowanie Innego. Dusza nie mieści niczego poza zwykłym i obecnym. Dusza nigdzie nie dąży poza to, co widzi i zna. To więcej niż grzech, ponieważ niszczy samą możliwość wiary. To czyni niemożliwym samego Boga, gdyż On jest Inny. To niszczy samą możliwość odkrycia Królestwa Bożego w sobie, gdyż ono jest Inne. Wiara to przecież nie o kościół, nie o religię i nie o rytuały religijne, a nawet nie o wypełnianie przykazań. Wiara to otwarcie możliwości przemienienia dla siebie, a nie w ogóle.
Jeśli możliwość twojej zmiany-przemienienia jest zamknięta niedopuszczeniem Innego, to po co ci wiara? Aby żyć sprawiedliwie? A po co ci sprawiedliwość? Dla szanowanego życia w społeczeństwie? Ale do tego potrzebne jest posłuszeństwo władzy i zgoda wśród otoczenia, a nie wiara. Do tego potrzebny jest konformizm, a nie poszukiwanie Królestwa Bożego.
Głosić dzisiaj prawdziwe chrześcijaństwo wśród chrześcijan jest niebezpieczne. Wyobraźcie sobie, że ksiądz w kościele mówi: aby osiągnąć Królestwo Niebieskie w sobie, musicie dopuścić i osiągnąć Inne. Takiemu księdzu przypisano by herezję, choć to właśnie jest prawdziwe chrześcijaństwo.
Miałem na ten temat spór z połtawskimi hierarchami chrześcijańskimi. Zapytałem ich, czy aby być chrześcijaninem, wystarczy wypełniać wszystkie przykazania i chodzić do kościoła, czy można jednak poszukać Królestwa Niebieskiego w sobie? Powiedzieli mi: nie-nie, żadnego Królestwa Niebieskiego. Wypełniajcie przykazania i chodźcie do kościoła.
Zbawienie duszy polega na orientacji ku wielkoduszności, na poszukiwaniu Królestwa Niebieskiego, a nie tylko na przestrzeganiu przykazań i chodzeniu do kościoła. Na przykład, chodzenie do kościoła na Zachodniej Ukrainie nie odwraca jej mieszkańców od resentymentu, najstraszniejszego niszczyciela wiary i samej podstawy chrześcijaństwa.
Egzystenci i tranzystenci, małoduszność i wielkoduszność
Egzystenci żyją, rozpuszczają się w życiu, są dość egoistyczni nie tylko osobiście, ale także w sensie grupowego nacjonalizmu. Jednak najważniejsze u egzystentów jest to, że mają małą zdolność do tranzytu. Czyli egzystenci są niezdolni do zmiany lub ich zmiany są bardzo utrudnione. Egzystenci fanatyzują i praktycznie ubóstwiają normy i wszelką normatywność.
Egzystenci są przeważnie małoduszni. Tranzystenci są przeważnie wielkoduszni. Kiedy słyszymy, że wojna ma charakter egzystencjalny, to egzystenci chcą tak myśleć. Wojny egzystencjalne przeciągają się do wieczności dla ich masowo ginących uczestników. Przyczyna wieczności wojny egzystencjalnej jest prosta – niechęć obu stron wojny do zmiany, czyli niezrozumienie znaczenia tranzytu, znikomo mała liczba tranzystentów-wielkodusznych, masowa przewaga egzystentów-małodusznych.
Egzystenci i tranzystenci mają zasadniczo różną psychikę. Tranzystenci są zdolni do nienormatywnego myślenia, zmiany, rozwoju, przekształcania wiedzy, odkryć, wynalazków, są wielkoduszni. Egzystenci są zdolni do normatywnego myślenia, przetrwania, wytrwałości, przyswajania wiedzy, zakazów, ograniczeń, ich wola jest bardziej zdolna do przymusu i przemocy. Egzystenci nie lubią lub nawet nienawidzą tranzystentów za ich wolność wartości i nieidentyczność samoorientacji. Tranzystenci dla egzystentów to zdrajcy.
To społecznie niebezpieczna wiedza: ludzie nie lubią, gdy uważa się ich za niewystarczająco dobrych. Najbardziej niebezpieczny temat do dyskusji to: kobiety są przeważnie egzystencjalne. Właśnie dlatego nie ma wśród nich znaczących filozofek z przełomowymi ideami, choć po prostu filozofki bywają. Najbardziej niebezpieczne pytanie do dyskusji: czy kobiety mogą być wielkoduszne?
Egzystencja i małoduszność Heideggera
Filozofia Heideggera w „Byciu i czasie" próbuje wypowiedzieć istotę egzystencji i teorię Dasein. Jednak rzeczywiste przejawy takiej filozofii przez samego filozofa są przesiąknięte małodusznością.
W „Czarnych zeszytach" Heideggera można znaleźć potwierdzenia sympatii i przywiązania do ideologii antysemityzmu i narodowego socjalizmu. Kwestia znaczenia poglądów politycznych Heideggera dla interpretacji jego dziedzictwa filozoficznego pozostaje dyskusyjna.
Z naszego punktu widzenia, przedstawienia Heideggera w „Czarnych zeszytach" właśnie są opisem małoduszności w kontekście egzystencji w jej osobistym przejawu. Można ile угодно mówić o Dasein jako istocie egzystencji, ale osobisty przejaw egzystencji bez tranzytu będzie nieuchronnie małoduszny.
Egzystencjalna głupota i błąd Heideggera
Co to jest egzystencjalna głupota?
Jaki jest największy błąd myślowy Heideggera?
Tradycyjne rozumienia tutaj nie są autorskie i zostały zaczerpnięte z odpowiedzi AI. Heidegger uważał: „Śmierć to ostateczna możliwość ludzkiej obecności (Dasein), po której żadne inne możliwości nie są możliwe. Jest nieunikniona, niepowtarzalna i należy tylko do jednostki (nikt nie może umrzeć za drugiego)."
To właśnie egzystencjalna głupota, bezpośrednio przejawiająca się podczas masowych śmierci. Jak tylko egzystenci podczas masowych śmierci zaczęli mówić o egzystencjalnym wyzwaniu, o wytrwałości, o przetrwaniu w długoterminowej perspektywie, jako grupa, jako naród, jako kraj – koniec.
„'Das Man' u Heideggera to bezosobowe, anonimowe 'Oni', 'przeciętny człowiek', rozpuszczenie indywidualnego bytu w uśrednionym zdaniu tłumu, gdzie człowiek żyje według zasad 'jak się przyjęło', unikając prawdziwej odpowiedzialności za swoją egzystencję, ale to 'Oni' jest produktem codzienności, od którego można się odepchnąć przez sumienie ku jaźni i zrozumieniu skończoności bytu..."
„Habitus" Bourdieu opisuje zróżnicowany i znormalizowany system codziennych nawyków, gustów, przekonań i modeli zachowań przyswojonych pod wpływem środowiska społecznego, podczas gdy „Das Man" u Heideggera opisuje egzystencjalne wyjście człowieka-jednostki w społeczność jako niezróżnicowany stan codziennego bytu. Habitus jest z postawy normatywnej, jakby pozytywnej społeczności ku zsocjalizowanej jednostce, a „Das Man" to z postawy egzystencjalnej jednostki ku warunkowo-normatywnej i negatywnej społeczności.
Ani Heidegger, ani Bourdieu nie mają pojęcia o tym, jak pojawia się nowe-inne, jak zachodzą zmiany-przekształcenia, a nawet przemienienia. A pojawia się to poza egzystencją, poza „Das Man", poza habitusem. W tym sensie tranzyt to zasadniczo nowe wyobrażenie, bezpośrednio niebadane w filozofii i socjologii.
Teoria tranzytu próbuje dać opis społeczności człowieka nie przez oparcie na habitusie lub jako „Das Man", ale przez przekształcenie-przemienienie w kontekście początków-podstaw, granic-limitów, orientacji-postaw. Kiedy filozofia mówi, że byt jest jednym możliwym początkiem i przy tym byt jest pojedynczy (nie ma wielu bytów), pozwala to na dokonanie tranzytowego odkrycia egzystencjalnej głupoty. Kiedy z obserwacji oczywistego wnioskuje się o jedyności wszelkiego możliwego spekulowania nieobserwowalnego, ale związanego z bytowością obserwowalnego: niedopuszczalne jest spekulowanie poza wyobrażeniami bytu, ponieważ jest to próżne mądrowanie.
Dla zwolenników Heideggera takie rozumowanie wygląda jak niezrozumienie jego filozofii, a dla wszystkich filozofów to sofistyka, gdyż „nic nie jest poza bytem" i „nic nie ma poza bytem" są tożsame w filozofii. W języku rosyjskim jest jeszcze jedna redakcja – „nie ma niczego poza bytem", gdzie „nie ma niczego" mówi, że „wszystko jest nieobecne", a „nic nie jest" uprzedmiatawia „nic" i dopuszcza użycie „jest". Przy czym tożsamość tych trzech sprzeczności i graniczność języka filozofów ich nie zawstydza.
Egzystencja według Heideggera jest indywidualna. Przetrwanie wspólnoty, grupy, narodu, kraju w jakiejkolwiek długotrwałej wspólnocie jest możliwe nie w egzystencji, ale w tranzycie. Jeśli ludzie masowo umierają i w długoterminowej perspektywie żywi nadal przetrwają, to w perspektywie – koniec, głupi, podły, haniebny.
Masowe śmierci nie są przezwyciężane przez przetrwanie. Tylko tranzyt zachowuje egzystencję tym, że zmienia ją istotnie, początkow, ostatecznie, orientacyjnie. Przy zagrożeniu wszelkiej egzystencjalnej wspólności potrzebne są zmiany, rozwój, przekształcenie za wszelką cenę, w tym cenę jakiejkolwiek liczby śmierci. Heidegger wymyślił najbardziej niebezpieczną dla wspólności istot głupotę w filozofii.
Heidegger również mylił się w rozumieniu grozy, i ten błąd jest kontynuacją „egzystencjalnej głupoty". Według Heideggera „Groza powstaje przed nicością świata i otwiera człowiekowi jego prawdziwą pozycję – byt wobec śmierci". W myśleniu nienormatywnym, poza filozofią, groza to nie pytanie „być czy nie być", to pytanie „zmieniać się i wszystko zmieniać czy nie zmieniać się i niczego nie zmieniać".
Groza nie wobec śmierci, ale wobec zmian, które unicestwia tożsamość i w znacznym stopniu osobowość, ale nie jaźń i nie duszę, zmieniając przy tym społeczność (habitus) i doprowadzając egzystencję do granicy: mnożenie egzystencji do wielu egzystencji, wyjście poza egzystencję w Inne (niemyślność, nieokreśloność, transcendencję) i, ostatecznie, w tranzyt.
Jak pokazuje doświadczenie opisu rozważań tego rozdziału w sieciach społecznościowych, heideggerianów bardzo ekscytuje i napina, że wielkiego Heideggera można krytykować i przypisywać mu głupotę. Jednak to właśnie głupota, ponieważ przejawia się w filozofii, i sofistyka może nie tylko to krytykować, ale i wyśmiewać. W tym – małoduszność samej filozofii, choćby to nie urażało filozofów.
Wielkoduszność
Wielkoduszność nie jest deklarowana i nie dokonuje się w czynie, ujawnia się uogólniająco jako strategia długoterminowej działalności życiowej, do niej bezsensowne jest wzywanie „postępuj wielkodusznie". To jedyna absolutnie indywidualna orientacja duszy, która bardzo mało zmienia się w życiu i która jest opisywana jako uogólniająca życiowa strategiczna orientacja duszy.
Dusze istot egzystują w życiu ciała, ale tranzytują poza nim, kontynuując tranzyt również na poziomie ciała. Małoduszność jest wyłącznie egzystencjalna, choć egzystencja może służyć jako stan wyjściowy orientacji tranzytowej. Wielkoduszność jest zrozumieniem wszelkiego doświadczenia duszy: cielesnego i pozacielesnego. Tłumaczy się to źle z rosyjskiego na inne języki, ponieważ kontekst „duszy" w nich zanika. Nawet w ukraińskim „obojętność" można przetłumaczyć jako „bezduszność", co jest niedokładne.
Najbardziej nieprzyjemne, odrażające i często ukrywane w egzystencji bytu jest właśnie to, że egzystencja nie rodzi wielkoduszności tranzytu. Małoduszni egzystenci w głębi siebie doświadczają nienawiści lub, odwrotnie, nawet dzikiej zazdrości wobec wielkodusznych tranzystentów. Wielkoduszności tranzystentów wystarcza na to, aby ratować i przywracać ze sobą z nienormatywności do normatywności nie tylko siebie, ale i małodusznych.
Odwagi bytu wobec niebytu nie wystarcza istotom do tranzytu pozabytowego. Tu potrzebne jest doświadczenie stawania się wielkodusznością i doświadczenie obojętności w relacjach z małodusznymi, aby wspólnie z małodusznymi tranzytować w nienormatywność i z powrotem, w normatywność. Małoduszni cenią wielkodusznych w rzadkich momentach bytowego niebezpieczeństwa niebytu. Jednak małoduszni głęboko nie rozumieją sensu i znaczenia obojętności.
Wielkoduszność jest dopuszczeniem tranzytu duszą istoty. Wielkoduszność przejawia się, przede wszystkim, w znaczeniu dla istoty tranzytu na równi z egzystencją. A obojętność jest dopuszczeniem możliwości istoty do tranzytowania z różnymi innymi istotami, w tym małodusznymi.
Obojętność
Obojętność jest często niedoceniana, i wzięta sama w sobie często występuje jako pewna ułomność istoty. Jednak obojętność wielkodusznego to wcale nie to samo co obojętność małodusznego. To równowaga duszy z zupełnie różnymi orientacjami: obojętność małoduszności to preferencja egzystencji i zaprzeczenie tranzytu, w poniżeniu lub zaprzeczeniu wielkoduszności, a obojętność wielkoduszności to w próbie istoty w egzystencji i poza nią podążania za tranzytem, angażując w sztucznie utrzymywanej obojętności w tranzyt i małodusznych.
Obojętność tworzy tranzytowy dystans od egzystencji. Obojętność jednocześnie niszczy egzystencję, jeśli nie ma wpływu na nią tranzytu. I to jest istota i niezwykła właściwość obojętności – pozwala ona na przejście między małodusznością a wielkodusznością i daje możliwość w próbach ich łączenia.
Obojętność może być pozytywnie zrozumiana tylko wewnątrz tranzytu i wielkoduszności. W kontekście egzystencji i małoduszności obojętność to zwyrodnienie lub złośliwa zbrodnia degradacji. Nie należy być obojętnym w egzystencji.
W tym sensie obojętność to przede wszystkim droga wielkodusznych w przezwyciężaniu wszelkiego resentymentu małodusznych. Właśnie dlatego małoduszni nie są zdolni do obojętności, są nieuchronnie emocjonalni, a ich emocje są jaskrawe, przeważnie negatywne, ale mogą także wchodzić w huśtawki skrajności emocjonalnych negatywu i pozytywu. Tak przemyślana obojętność okazuje się ważnym doświadczeniem wspólności wielkodusznych z małodusznymi, ale nie odwrotnie.
Jak odróżnić wielkoduszność od małoduszności?
Wielkoduszność nie jest ogłaszana w społeczności, ale przejawia się indywidualnie lub w małej grupie. Wielkoduszność jest brana sercem i duszą, a nie rozumem i statusami społecznymi. Małoduszni często publicznie twierdzą, że ich zachowanie jest przykładem do naśladowania. Wielkoduszni czynią swój dobry przykład po cichu. Dobro przychodzi do świata cicho, bez zamieszania, bez nienawiści, bez ogłoszenia.
Małoduszni to dusze, które przyjęły egzystencjalne ograniczenia. Z wielkoduszności należy ich wzywać do dobra innymi znaczeniami i perspektywami, nie przeprowadzając, nie poniżając, ale stawiając pytania, odwołując się do ich ciekawości i przyciągając Nowym jako Innym.
Socjalizacja małoduszności i niespołeczność wielkoduszności i obojętności
Kiedy małoduszność staje się wspólna dla kraju, powstaje nienawiść do wszystkiego innego-obcego-wrogiego. Kiedy małoduszność staje się lustrzana dla dwóch krajów, zaczyna się między nimi wojna. Jeśli wojna nie prowadzi do wielkoduszności, kraje się rozpadają. Dlaczego kraje się rozpadły? Nie zgadzały się charakterami, należy przypuszczać. :) To głupota. Małoduszność to nie o charakter.
Małoduszność łatwo się socjalizuje i rodzi konflikty i wojny. Małoduszni nie mają rzeczywistej republiki, strategii, pozytywnej perspektywy. Główna polityka małodusznych to realpolitik. Wielkoduszność i obojętność w tym sensie nie podlegają socjalizacji. Jest indywidualna i jej nosiciele to bohaterowie, święci, geniusze, myśliciele, władcy (nie-politycy).
Nieprzyjemna prawda o bohaterach. Bohater to nie ofiara, ale ten, kto zdołał się zmienić sam i zmienił innych. Bohater to nie ten, kto zginął w starciu, ale ten, kto chociaż coś zmienił w tym starciu. Bohaterowie to nie ofiary w obronie egzystencji, ale wielkoduszni tranzystenci, którzy pokonali egzystencję.
Im więcej wprowadzonych zmian, tym większy bohater. Najwyższy heroizm polega na maksymalizacji zmian unikając śmierci. Po prostu wielkie zmiany jeszcze przy śmierci bohatera stają się bardziej zauważalne. Przy tym zauważyć nieżyjącego bohatera jest trudniej niż zmarłego. Większość ludzi jest małoduszna. Ani być bohaterami, ani wybierać sobie bohaterów nie potrafią.
Wielkoduszni tranzystenci to bohaterowie zmian na dużą skalę, a nie tylko ofiarnej śmierci. Joanna d'Arc to tranzystentna bohaterka nie dlatego, że umarła, ale dlatego, że doprowadziła do zmian. Jeszcze bohaterowie Francji – Napoleon, Karol Wielki. W Wielkiej Brytanii bohaterowie: Oliver Cromwell, Churchill. A jeszcze Elżbieta I, Francis Bacon – bohaterowie za początek nauki i rewolucji przemysłowej. Na Ukrainie – Skoropadski, Doncow, Łyp pynski to tranzystentni bohaterowie. Petlura i Bandera to egzystencjalne ofiary. Wybór właśnie ich na bohaterów to małoduszność masy obecnych Ukraińców.
Tyrani nie są zdolni do wielkoduszności, bohaterowie są zdolni. Aleksander Wielki i Napoleon byli wielkoduszni. Hitler i Putin – nie. Stalin jest sprzeczny, mówi się o nim różnie i ocenia różnie. Był małoduszny w pierwszych dniach wojny w ZSRR w 1941, i w przeciwieństwie do wielkodusznego cara, który pozwolił żonom dekabrystów wyjechać za mężami, Stalin bardzo źle traktował żony represjonowanych.
Czy można przejść od małoduszności do wielkoduszności, czy egzystenci mogą stać się tranzystentami?
Od razu odpowiedzmy. To bardzo trudne i zdarza się rzadko, ale nie jest niemożliwe. Pierwszy krok od małoduszności do wielkoduszności to obojętność na wszystko namiętnie pożądane. Obojętność to próba duszy postrzegania czegoś innego niż przejawy życia. Obojętność to próba duszy wychodzenia z społecznie dominujących wyobrażeń i idei. Wielkoduszni uczą się włączać obojętność tam, gdzie inni przeżywają ból i cierpienia, nie rozumiejąc ich przyczyny. Tam, gdzie rozumieją przyczyny bólu i cierpienia, wielkoduszni mogą próbować zmieniać się sami, wszystko zmieniać wokół siebie i przekonywać cierpiących do zmiany.
Jest formuła, która wprost uzasadnia różnicę egzystencjalnych i tranzytowych orientacji duszy. To „Modlitwa o spokój ducha". Należy do niemieckiego teologa Karla Friedricha Oetingera (XVIII wiek) lub amerykańskiego teologa Reinholda Niebuhra (XX wiek), choć Niebuhr po raz pierwszy zapisał ją w kazaniu w 1934 roku, a popularna stała się dzięki „Anonimowym Alkoholikom".
Brzmi tak: „Boże, daj mi rozum i spokój ducha, aby przyjąć to, czego nie mogę zmienić, odwagi, aby zmienić to, co mogę, i mądrości – aby odróżnić jedno od drugiego". Ta fraza, która stała się popularna dzięki „Anonimowym Alkoholikom", jest przypisywana niemieckiemu teologowi Karlowi Friedrichowi Oetingerowi lub amerykańskiemu teologowi Reinholdowi Niebuhrowi.
Można przepisać modlitwę w zmienionej formie: „Boże, daj mi rozum i spokój ducha, aby małodusznie przyjąć to, czego nie mogę zmienić, odwagi, aby wielkodusznie zmienić to, co mogę, i mądrości – aby obojętnie odróżnić jedno od drugiego".
W ten sposób koncepcyjne ujęcie przez orientacje duszy – małoduszność, wielkoduszność i obojętność – czyni tę modlitwę bardziej zrozumiałą, a same orientacje można teraz rozróżniać, rozumiejąc ich niepolączalność i możliwe zestawienie.
Jeśli chcesz być zsocjalizowany, bogaty, znany, władny, to twój wybór egzystenta. Choć to małoduszność, nie przeszkadzaj wielkodusznym tranzystentom. Jeśli nawet małoduszny nie dąży do tranzytu, ale sprzyja tranzystentom, już jest na drodze do wielkoduszności.
Nawet wielkoduszni bywają małoduszni. I chodzi tu nie o pojedyncze czyny, ale o ogólną strategię duszy, jaźni, psychiki, głównie nieświadomych, ale wychodzących także w uświadamiane modele zachowania, komunikacji, działalności. Jednak wielkoduszni w życiowej strategii duszy próbują minimalizować swoją małoduszność po jej przejawu, a małoduszni nie uświadamiają sobie swojej małoduszności lub w przypadku zewnętrznego przedstawienia im przez inne istoty ich małoduszności jako oceny zaprzeczają jej lub uważają za racjonalną, indywidualnie lub grupowo uzasadnioną.
Obojętność to próba zaangażowania niezmienionych w zmiany, swobodnie lub nawet spontanicznie łącząc egzystencję i tranzyt, niezależnie od możliwej śmierci. Małoduszność to ofiarnie w egzystencji umierać niezmienionym. Wielkoduszność to zmieniać się i zmieniać, czasem poświęcając życie w tranzycie. Odróżnienie egzystencjalnej i tranzytowej ofiary jest bardzo trudne: jest to możliwe tylko w biografii całego życia, ale nie w toku samego życia.
Całe życie istoty w całości ujawnia strategię jej duszy „wielkoduszność lub małoduszność", jeśli znane są większość społecznych przejawów jej czynów i działalności. Jednak im bardziej znana jest istota ludzka, tym więcej może mieć zazdrosnych i nienawidzących. I tylko jej własne teksty lub zarejestrowane publiczne wystąpienia mogą jakoś pozwolić zrozumieć taką istotę z punktu widzenia strategii jej duszy.
Istota prędzej czy później i rzadko lub często znajduje się między odwagą bytu egzystenta a szlachetnością zmian tranzystenta. Fiksacja jednej z tych orientacji duszy, próba ich zmiany lub nawet utrzymania obu w dziwacznych koronkach przewidywań istoty jest bezpośrednio związana z podążaniem za Tao, z karmą lub z tworzeniem własnego niezależnego losu od boskiej opatrzności.
Bez potępiania innych, bez pretensji czy oskarżeń. Tylko pomyśleć o tym obojętnie w wyobrażonym tranzycie – to już krok ku wielkoduszności. Egzystencja zawsze jest ograniczona indywidualnością, językiem, resentymentem. Tranzyt jest otwarty na zewnątrz indywidualności, grupy, kraju lub nawet na zewnątrz rasy ludzkiej, do której należy istota.
Spróbujcie być wielkoduszni, nie lekceważcie obojętności w próbach tranzytu, pociągajcie swoją i cudzą małoduszność ku Innemu.
