Jurij Romanenko poświęcił swój monoefir szczegółowej analizie dymisji Andrija Jermaka ze stanowiska szefa Biura Prezydenta – wydarzenia, które stało się kulminacją przedłużającego się kryzysu politycznego w ukraińskiej władzy. "Jak wiecie, dziś odwołano Jermaka. Dokładniej mówiąc, sam napisał podanie o dymisję, Zełenski natychmiast je przyjął, a to wszystko wskazuje na to, że bardzo trudne okoliczności naciskają na prezydenta" – rozpoczął politolog, od razu określając skalę problemu.

Romanenko zacytował artykuł Reutera, który precyzyjnie sformułował istotę tego, co się dzieje: "Zełenski nadal cieszy się szeroką popularnością, ale odrzucenie bliskiego sojusznika mogłoby pomóc wzmocnić poparcie w kraju i za granicą w momencie, który sam prezydent nazwał najtrudniejszym dla Ukrainy". Za tymi skąpymi charakterystykami, zdaniem analityka, kryją się bardzo poważne problemy w polityce zagranicznej, które pojawiły się po rozpoczęciu skandalu Mindicz-gate.

Mindicz-gate: szok kulturowy dla Zachodu

Skandal korupcyjny stał się spustem katastrofy reputacyjnej dla ukraińskiego kierownictwa w oczach zachodnich partnerów. Romanenko podkreślił fundamentalne niezrozumienie przez ukraińską elitę zachodnich realiów: "Biuro i nasza elita, i sam prezydent do końca nie rozumieli, że na Zachodzie bardzo cenią reputację, a kapitał reputacyjny, który jest zlewany jednorazowo, jak to się dzieje na Ukrainie, dla zachodniego polityka, dla zachodniego człowieka oznacza śmierć. Śmierć polityczną."

Politolog wyjaśnił zasadniczą różnicę w postrzeganiu skandali korupcyjnych: "Na Zachodzie nie ma czegoś takiego, że po takim wielkim, poważnym ciosie, którym obfituje ukraińska polityka, człowiek się podnosi. Z reguły, jeśli reputacja się rozpada, to koniec. A na Ukrainie przyzwyczajono się, że no cóż, pomyśl sobie, wszczęto sprawę karną, zamknięto sprawę karną. A co tam szczekają w prasie? Ogólnie tak sobie. Dziś szczekają, jutro w ogóle zamkną gębę."

Ta praktyka ciągłego przenoszenia wewnętrznych reguł gry na świat zewnętrzny zagrała okrutny figiel z ukraińskim kierownictwem. "Zachodni politycy i interesariusze po prostu nie rozumieją, jak to może być" – stwierdził Romanenko. Mindicz-gate rozkręcił spiralę pytań, które pojawiają się u zachodnich partnerów, i trzeba na nie odpowiadać. Dlatego, chociaż Zełenski obiecywał, że z Jermakiem będą razem od początku do końca, prezydent musiał podjąć ten krok.

Synchronizacja uderzeń: NABU jako instrument nacisku

Romanenko poświęcił szczególną uwagę koordynacji działań NABU z procesami politycznymi wokół negocjacji rozejmowych. "NABU jubilersko ładuje się właśnie pod kontekst wahań myślowych odnośnie losów rozejmu, które pojawiają się u Zełenskiego, Jermaka i najbliższego otoczenia" – zauważył politolog, podkreślając, że takie uderzenia pojawiają się nie po prostu w rozwiniętym łańcuchu wydarzeń, "ale pojawiają się w synchronii z tym, co mówią i robią nie tylko nasi zachodni partnerzy, ale nawet Rosjanie."

Jako przykład uderzającej koordynacji Romanenko przytoczył przypadek publikacji na lenta.ru informacji o rzekomo zamówionym dla szefa SAP Kłymenki rosyjskim paszporcie – dosłownie w przededniu rewizji NABU u Jermaka i wicepremiera Kuleby. "Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności. No to znaczy po prostu od słowa wcale nie wierzę" – kategorycznie stwierdził politolog.

Użył żywej metafory polowania: "NABU działa jak myśliwy, który wykłada czerwone chorągiewki po bokach, żeby wilk biegł we właściwym kierunku. I przez takie chorągiewki ogrodzają kierunek wektora ruchu: patrz, tam jest taki a taki w silnej pozycji, oto uderzenie w niego, tamten w silnej pozycji, oto uderzenie w niego. I w konsekwencji słuchaj tego, co ci się mówi."

Romanenko zauważył, że Kijów to małe miasto, gdzie wszyscy wiedzą o wszystkich: "Moja żona dosłownie słyszała w jednym z supermarketów, jak urzędnicy tam rozmawiali jeszcze w zeszłym tygodniu. No dosłownie, po prostu własnymi uszami słyszała, jak urzędnicy mówili: no wszystko, w przyszłym tygodniu będzie w ogóle dupa, wszyscy się przygotowują". To znaczy doskonale rozumieli, w jakiej logice się znajdują.

Odnośnie sprawy Mindicza, jak przypomniał analityk, już pod koniec maja – na początku czerwca wszystkie te nagrania krążyły pełną parą, i wszyscy sobie nawzajem opowiadali w różnych wariacjach te wątki. "Wierzcie mi, to jeszcze nie wszystkie wątki, które pokazano, jest ich tam bardzo wiele, bo to wszystko było pisane latami, przed rozpoczęciem wojny na pełną skalę, i dlatego tam jest ogromna masa informacji na wielkie klastry elity politycznej" – ostrzegł Romanenko.

Kluczowe pytanie: dlaczego właśnie teraz?

"Kluczowa rozmowa w tym wszystkim to dlaczego to wszystko przejawia się właśnie dziś" – postawił pytanie politolog. Zauważył, że NABU można pochwalić za to, że pracują i robią swoją sprawę, dokładnie tak samo jak SBU-owcy, którzy dokumentują ze swojej strony tych, których NABU nie dokumentuje. "Na niektórych urzędników, polityków, biznesmenów są kompromaty, nie wykładają ich, bo są ze swojej piaskownicy" – wyjaśnił mechanizm wewnętrznej konkurencji służb specjalnych.

Co cieszy Romanenko w tej sytuacji to powrót do równowagi: "Zaczynamy wracać do procesu politycznego, bo z zrozumiałych powodów kraj z niego wypadł. I jak widzimy, proces polityczny jest niezbędny do korygowania pozycji, bo niemożliwe jest bez polityki i niemożliwe bez procesu wyborczego również."

W obecnych realiach, w których istnieje Ukraina, niemożliwe jest radykalne lub istotne zmienianie błędów, które zostały popełnione, czyli próba ich naprawienia, bez procesu politycznego. "Kiedy mówiliśmy, że trzeba przeprowadzić wybory – za to też nas hejtowano wtedy, że oto piąta kolumna chce, żeby przeprowadzono wybory, jak wybory są teraz możliwe. No opóźniali, opóźniali i w rezultacie doszli do sytuacji, wszyscy, komu nie leniwy, wywalają pytania odnośnie legitymizacji" – przypomniał politolog o swoich ostrzeżeniach.

Problem legitymizacji jako atut przeciwników

Oprócz Rosjan i Putina, który to robił wczoraj i robi regularnie, problem legitymizacji stał się jedną z fiszek odnośnie tego, że nie chce się układać z Zełenskim. Chociaż Pieskow też oświadczył: "My, chociaż uważamy Zełenskiego za nielegitymnego, ale jeśli już tak się ułożą gwiazdy, to pójdziemy na to, żeby podpisywać się z nim."

Romanenko podkreślił: "Jeśli robisz wszystko w zarządzalny sposób, po prostu myślisz z wyprzedzeniem, to oczywiście, działając wyprzedzająco, zdejmowałbyś kwestie związane z legitymizacją, z możliwością wyrzucania wszelkich toksycznych polityków, toksycznych jednostek ze swojego ekosystemu. To, co mąż stanu powinien robić zawsze."

Politolog sformułował złotą zasadę zarządzania państwem: "Zawsze musi utrzymywać równowagę w taki sposób, żeby toksycznych wyrzucać, zdolnych i efektywnych podciągać i w ten sposób utrzymywać efektywność i stabilność systemu."

Pułapka zamkniętego ekosystemu władzy

Zełenski, zdaniem Romanenko, popełnił fundamentalny błąd, kiedy ograniczył się do pięciu-sześciu menedżerów i stworzył "ekosystem zatęchły, nieprzenikniony, bardzo trudno było tam przenikać ludziom, którzy nie należeli do tej drużyny, z jakimiś pomysłami, jakimiś rozwiązaniami."

To doprowadziło do tego, że nawet swoi, nawet w "Słudze Narodu" zaczęli szemrać. Romanenko zacytował wymowny komentarz Hetmancewa: "Prawidłowo, choć spóźniona, decyzja prezydenta o rozładowaniu BP. To jest zwolnienie Andrija Jermaka." Politolog nie omieszkał zauważyć: "Samego Hetmancewa trzeba było już dawno odsunąć i nie tylko odsunąć. Po prostu zmęczyłem się mówieniem o tym temacie."

Ale istota komentarza Hetmancewa jest inna: kiedy mówi "choć do diabła spóźniona", wewnętrznie chciał powiedzieć "Aleksandrowiczu, dawaj go spychaj". To znaczy był między nimi konflikt, i to się przejawiło w słowach rzekomo poparcia dla prezydenta.

Arachamija też złożył oświadczenie wspierające decyzję Zełenskiego. Romanenko opisał Arachamię jako wielotwarzową osobę, "którą to usuwają, to sadzają, to malują jako lidera wewnątrzpartyjnej w słudze narodu opozycji, to możliwego sygnatariusza porozumień pokojowych po to, by potem przepaść bez wieści."

Kryzys kadrowy i odmowa profesjonalistów

Pojawiła się informacja o możliwym mianowaniu Fedorowa premierem, a Swyrydenko – szefem Biura Prezydenta. Romanenko sceptycznie ocenił te perspektywy: "W rzeczywistości ta roszada będzie dokładnie w tym samym kluczu, jak była letnia zmiana rządu, bo wszyscy doskonale wiedzą, że Swyrydenko jest powiązana z Jermakiem, i była wygodną dla Jermaka figurą, za pomocą której można było realizować te lub inne decyzje w rządzie, kiedy biuro faktycznie zarządzało rządem, a rząd był niesubjektywny."

Politolog wyraził swoją wizję jak należy działać: "Na miejscu prezydenta działałbym tak: konieczne jest przywrócenie subiektywności rządu i subiektywności parlamentu po to, żeby zaczęły przyjmować na siebie decyzje, bo pułapka 5-6 menedżerów doprowadziła do tego, że nie ma kogo mianować, nikt nie chce iść do rządu, bo wszyscy rozumieją – jesteś kamikadze."

Wewnętrzna dyskusja z Fedorowem odnośnie mianowania była bardzo ostra. "Fedorow nie chciał, i myślę do tego momentu nie chce iść na premiera, bo rozumie, że to po prostu dupa. Zostać dziś premierem to po prostu dupa" – przekazał Romanenko nastroje potencjalnego kandydata.

Szukać ministrów, szukać ludzi do zespołów, w ministerstwach, które okresowo się trzęsą, a przecież dopiero 4 miesiące temu przeładowano – "w warunkach takiego ostrego limitu czasu, kiedy nie ma czasu i ograniczone zasoby, dziś to jeszcze to zadanie. Dlatego nikt z nowych figur nie chce teraz iść do rządu."

Powody są jasne: "Jeśli jesteś tam obcy dla zespołu najbliższego otoczenia, to zostaniesz poświęcony, scalony i to wszystko, wyleciałeś. Dlatego nikt nie chce się podstawiać, rozumiejąc wszystkie ryzyka."

Konieczność rozszerzenia bazy politycznej

Romanenko postawił kluczowe pytanie: "Skąd, skąd brać te, z jakiego rękawa wyciągać te asy, które są niezbędne do przeładowania systemu jako takiego?" Odpowiedź widzi w radykalnej zmianie podejścia: "A to jest niemożliwe, jeśli nie włączysz parlamentu na pełną moc i nie przejdziesz do formowania koalicji narodowego ratunku, o której też już mówiliśmy."

Tylko w ten sposób można znaleźć inne figury, w tym efektywne, zapewnić sobie poparcie parlamentu i przezwyciężyć słabość mini-większości, "która z mono-większości stała się mini-większością". Faktycznie część deputowanych ze "Sługi Narodu" odeszła, i trzeba zawierać sytuacyjne sojusze z frakcjami typu OPZSz czy "Zaufanie". "To znowu zawęziło kadrową podstawę do manewru i ogólnie nie jest bardzo dobrze w naszych realiach" – stwierdził politolog.

Żeby iść do przodu, konieczne jest pokazanie szerokiej legitymizacji. "I myślę, że Zachód również będzie naciskał na to, żeby to się stało" – jest przekonany Romanenko.

Psychologia Zełenskiego i nieuchronność zmian

Romanenko przeanalizował stan psychologiczny prezydenta: "Zełenski, biorąc pod uwagę cały swój psychotyp i ten model polityczny, który sam sformował i który ciąży, oczywiście dla niego to obrzydliwe. Oczywiście Jermak jest dla niego ważny, żeby był ciągle obok i jako ten menedżer, który ciągle rozwiązuje wszystkie sprawy, które są."

Politolog nie wierzy, że prezydent może kimś zastąpić Jermaka: "Nie sądzę, żeby mógł go w ogóle w zasadzie kimś zastąpić, dlatego w tym względzie myślę, że prezydent nie kręci, kiedy mówi, że tam będą do końca razem, po prostu teraz po to, żeby odwrócić cios od Zełenskiego, Jermakiem trzeba było poświęcić."

Nawet jeśli Jermak będzie z głębi grał dalej – a Romanenko jest w 100% pewny, że tak będzie – elita patrzy na sygnały: "Patrzy za tym, z punktu widzenia tej sygnalizacji, którą widzi: tak, konstrukcja zaczyna się rozsypywać, w konsekwencji wszyscy zaczynają myśleć, co będzie, jeśli konstrukcja się rozsypie, co będzie, jeśli konstrukcja się przekształci, co będzie, jeśli tam ta grupa się wzmocni, a ta osłabnie i tak dalej."

Wszyscy już liczą, znajdują się w sytuacji przeliczania swojej perspektywy politycznej i podejmują odpowiednie decyzje.

Nieuchronność "haniebnego pokoju"

Romanenko nie ukrywał swojej oceny: "Naprawdę pachnie haniebnym pokojem. Można przypomnieć Surkowa, który o pokoju brzeskim tak mówił. W naszym przypadku to będzie nasz pokój brzeski. Nie miejmy żadnych iluzji – będzie zły, i nikogo nie zadowoli, ale będzie, i to jest wyraźnie widoczne."

Według jego oceny, rachuba idzie na tygodnie i miesiące. Nawet Rosjanie mają zmęczenie, i nawet jeśli przeciągną wojnę do końca zimy, jak pisała prasa brytyjska, "to już perspektywa zakończenia, oto ona znowu wyraźna."

Wszystkie międzynarodowe gwiazdy się zbiegają: "Gwiazda Trumpa, która nie chce, żeby ten konflikt trwał do końca przyszłego roku, kiedy mają wybory śródokresowe." Trwa proces formowania nie tylko pozycji negocjacyjnych, gdzie Ukraina z Europą coś manewruje, Europa realizuje swoje cele, Ukraina realizuje swoje cele, "ale wszyscy już myślą o tym, jaka będzie konfiguracja po wojnie."

Ostry ultimatum Europy

W kontekście procesów antykorupcyjnych Romanenko zacytował oświadczenie Michaela McGratha, komisarza europejskiego ds. sprawiedliwości w Unii Europejskiej: "Rządy europejskie nie będą wspierać przystąpienia Ukrainy do UE, jeśli nie będzie w stanie udowodnić, że ma skuteczny system ścigania przestępczości w najwyższych warstwach społeczeństwa."

"To taka groźna reprymenda, której w ogóle nie rozumiem, dlaczego nigdy nie skorelowała się w głowach naszych władców" – wyraził zdziwienie politolog. Przypomniał swój postulat: "Jesteś tym, od czego zależysz. To znaczy twoje zależności określają granice twojego manewru. I dlatego im bardziej jesteś ograniczony, im bardziej jesteś skrępowany, tym bardziej jesteś przewidywalny, bardziej zrozumiały, i tym w słabszej pozycji się znajdujesz, bo na te pozycje można naciskać, można jeszcze wzmocnić nacisk na ciebie, i będziesz robił to, czego chce podmiot, od którego zależysz."

Iluzja ukraińskiej elity o możliwości szantażu

Romanenko wyraził zdziwienie odnośnie zachowania rządzącej elity: "Naszym elitom wydawało się, że ta zależność, która pojawiła się w Unii Europejskiej i Stanach od Ukrainy, pozwoli bez końca szantażować zarówno Stany, jak i Europę wojną." Jednak to właśnie komponent reputacyjny w tej grze, szczególnie dla europejskich polityków, którzy bardzo głęboko zainwestowali i przywiązali się do ukraińskiej historii, okazał się krytyczny.

Politolog przypomniał swoje ostrzeżenia z lat 2011-2013: "Trzeba było słuchać Romanenko: kto się z Ukrainą związał, temu koniec." W 2013 roku mówił: "Janukowycz to nasz Herostrates, a Ukraina to globalny Herostrates, który rozpoczyna drogę do Wilna, po której zapłonie cała planeta, bo nie widzimy, co czynimy."

"Taka nasza karma – kto się z nami wiąże, ten zawsze dostaje. I to bezlitośnie, niezależnie od tego, czy przyjaciel, czy wróg – kto się z nami związał, na pewno dostaniesz, będziesz cierpieć, bo my znajdujemy w tym jakąś sadystyczną przyjemność" – stwierdził Romanenko, dodając: "I jednocześnie sami cierpimy. Jest tu też masochizm, sadomasochistyczny, żeby poprawnie powiedzieć. I jednocześnie sami dostajemy przez to wszystko w ciągu całej naszej nieszczęśliwej historii."

Absurd zależności i arogancji

Romanenko wyraził zdziwienie: "Zawsze mnie dziwiło, jak można zależeć, mieć zależność 60% budżetu, który jest wypełniany przez zachodnich sojuszników, a zachowujesz się jakbyś był, no nie wiem, Mohammed bin Salman, który ma ogromny skarbiec i działający aparat państwowy i mnóstwo połączeń na poziomie globalnym i wiele więcej. I odpowiednio możesz sobie pozwolić na mówienie jako równy z równym."

Podał przykład ostatniej wizyty bin Salmana u Trumpa: "Tam próbowali go podkłuć, a on bardzo godnie odpowiedział, że rozwiązuję interesy państwowe i o co wam chodzi." Ale Ukraina nie ma takiej pozycji.

"Pozycja szantażu nigdy nie jest stabilna, bo kiedy ktoś rozumie, że jest szantażowany i że to szkodzi jego interesom, to będzie szukał pretekstu, żeby zeskoczyć z tego szantażu" – podkreślił politolog.

Szok w Brukseli i konsekwencje dla wsparcia

Romanenko podzielił się informacją z europejskich kuluarów: "W Brukseli był stan szoku u wielu urzędników i u wielu generałów związanych z Ukrainą ze względu na charakter ich działalności w ciągu ostatnich lat. I teraz myślą, jak to w ogóle może na nich wpłynąć."

Stąd wypływa ważny wniosek: "Im lepiej Ukraina rozprawę się z tymi skandalami i im bardziej prawidłowo zatopi te tematy, póki wojna się nie skończyła, tym lepiej wpłynie to na nasze wsparcie w okresie resztkowym wojny."

Metafora narkomanii: Ukraina jako uzależniony kraj

Jednym z najjaśniejszych i najostrszych fragmentów transmisji była rozwinięta metafora, w której Romanenko porównał ukraińską elitę i państwo do narkomanów. Odpowiadając na komentarz, że Amerykanie demontują wertykal władzy, osłabiając Ukrainę przed negocjacjami, politolog wydał ostrą odpowiedź.

"Żeby was nie osłabiano, nie należy kraść. Punkt numer jeden. Punkt numer dwa: żeby cię nie osłabiano, musisz patrzeć na swój kraj jako na miejsce, gdzie będziesz żył do końca życia, i twoje dzieci tam będą żyć. Odpowiednio, jeśli tak patrzysz na kraj, to będziesz myśleć o tym, jak tu wszystko lepiej zrobić, jak go zabudować, jak poprawić infrastrukturę, jak zrobić normalne wykształcenie, jak go przede wszystkim chronić" – sformułował politolog podstawowe zasady odpowiedzialnego zarządzania.

Następnie postawił pytanie retoryczne: "Jaka osoba przy zdrowych zmysłach dopuściłaby stworzenie organów antykorupcyjnych lub w ogóle jakichkolwiek organów zarządzanych z zewnątrz, które pozwalają cię kontrolować? No trzeba być idiotami, żeby na to pójść."

Romanenko zaproponował eksperyment myślowy: "Wyobraźcie sobie, że w waszej rodzinie, nawet nie krewnym waszym, ale po prostu jakimś zewnętrznym bogatym ludziom, którzy mają jakiś interes wobec was, dajesz możliwość zaglądania do waszej toalety, do waszej kuchni, sporządzania raportów w każdym momencie. W waszym mieszkaniu przebywają jacyś ludzie, którzy obserwują wasze życie i ciągle wysyłają te raporty tym bogatym krewnym. I na podstawie tych raportów ci bogaci krewni podejmują wobec was pewne działania, włącznie z sankcjami. Czy w waszym życiu popełnilibyście taki czyn w swojej rodzinie? Wprowadzilibyście kogoś innego, kto ma na was taki wpływ?"

Odpowiedź jest oczywista dla normalnej osoby. "Ale jeśli jesteś narkomanem na rehabilitacji, albo po prostu w permanentnym locie twórczym, to pójdziesz za dawką, pójdziesz na wszystko" – wyjaśnił Romanenko zachowanie ukraińskiej elity.

Mechanizm państwowej narkomanii

"Cała nasza elita to narkomani, którzy tak się zachowywali. Bo kiedy chcesz dawki, a co to jest dawka? To zastrzyk strumieni finansowych z MFW, z innych struktur. To w zamian za dawkę i możliwość dalszego kradzenia wszystkiego, co tam widzisz, ale przy tym pełniąc pewne funkcje dla tych donorów, którzy dają ci dawkę i na korzyść których też kradniesz, bo to, co kradniesz, potem biegniesz i kładziesz w ich banku lub w lombardzie, który do nich należy. Oto mniej więcej tak wygląda schemat" – opisał politolog mechanizm zależności.

Wniosek jest ostry: "Odpowiednio, czemu się dziwić, że narkoman znalazł się w skrępowanych okolicznościach. Narkomani zawsze są w skrępowanych okolicznościach, ktoś ich zawsze kontroluje. Kontroluje ich dealer, kontroluje ich policja. Kontrolują ich odpowiednie władze, które wiedzą, że w ich dzielnicy jest narkoman, i narkomanowi okresowo trzeba coś dać, żeby był pod kontrolą. Albo przestajesz być narkomanem i przestajesz wieszać te wszystkie kluski o babciach."

Historia przekształcenia w narkomana

Romanenko wyjaśnił, jak kraj stał się "narkomanem": "Stał się narkomanem w ramach troski o babcie, które tak cierpią. Dla tej fałszywej miłości do babć prowadzono taką politykę, że ciągle demoralizowano naród, rzucano te jałmużny, kiedy wprowadzano jakąś dotację na hrywienę, a rabowano na 10 hrywien, bo przepiłowywano budżet jak w ostatni dzień."

W rezultacie wyszło, że "zrobili z narodu narkomanów, i państwo jest narkomanskie, i elita jest narkomanską, bo bez tego karmienia po prostu nie może żyć. Nie może się normalnie realizować nigdzie indziej. Tylko na rabieniu, w formacie społeczeństwa myśliwych i zbieraczy. Takie są pasztety."

Psychologia władzy: cień na ścianie

Rozważając dynamikę władzy i możliwość ostrych zmian, Romanenko zacytował dialog z "Gry o Tron" między Varysem a Tyrionem Lannisterem o naturze władzy: "Władzę ma ten, kto wydaje się silny. Każda osoba rzuca cień na ścianę. I oto mały człowiek może mieć ogromny cień, i odpowiednio, kiedy ludzie wierzą, że masz siłę, nawet jeśli jej nie masz, to ci się podporządkowują."

Problem obecnego rządu polega na tym, że mogą rozpocząć się lawinowe procesy: "Ten cień, który był ogromny na ścianie, nagle kurczy się po prostu do jakiegoś małego karła, a potem znika. I każdy, kto ma władzę, musi o tym zawsze pamiętać."

Politolog przytoczył cytat ze swojego ulubionego serialu "Boss": "W polityce ważne jest nie tylko to, co faktycznie jest, włącznie nie tylko to, co faktycznie jest, ale także to, jak to wygląda. To jest właśnie ten cień. I dlatego, kiedy to wszystko wygląda jak porażka lub utrata władzy, to wszystkie czułe nosy już zaczynają węszyć po bokach i myśleć, w którą stronę biec."

Scenariusz dymisji Zełenskiego

Odpowiadając na pytanie o możliwą dymisję Zełenskiego przed podpisaniem porozumień, Romanenko przyznał realizm takiego scenariusza: "Prawdopodobnie, to jeden ze scenariuszy, leży on na powierzchni. I co więcej, dla Wołodymyra Ołeksandrowycza to też akceptowalny wariant, żeby odsunąć się na bok z Jermakiem, powiedzieć, że jakby jestem zmęczony, odchodzę. Żeby uratować Ojczyznę, żeby usunąć zagrożenie przeciągania wojny, zwolnimy pole, wchodźcie tam."

Jednak byłaby to pułapka dla wszystkich polityków narodowych, "bo jest całkiem oczywiste, że tam jest pułapka Republiki Weimarskiej, pierwszych trudnych lat istnienia, kiedy była hiperinflacja, i zamieszki, i lewica, i prawica tam radykalne ścierały się w brutalnych walkach, sam pucz piwny Hitlera w 1923 roku jest tego wart."

Romanenko nawet zasugerował możliwy manewr kadrowy: "Na miejscu Zełenskiego spróbowałbym wprowadzić Załużnego. Gdyby to się stało, to dla Załużnego byłaby to pułapka, ale myślę, że doskonale to rozumie." Faktycznie jest wiele opcji manewrowania nawet w tej trudnej sytuacji.

Normy prawa międzynarodowego i siła

Odpowiadając na komentarz, że Zachód i USA powinny kierować się normami prawa międzynarodowego, a nie tym, co dyktuje Rosja, Romanenko wyraził realistyczne stanowisko: "To prawda, ale normy prawa międzynarodowego są zawsze dyktowane siłą. Wszelkie normy rodzą się siłą i istnieją w tej równowadze sił, dopóki siły, które je stworzyły, istnieją. Kiedy znikają, pojawiają się nowe siły, pojawiają się inne normy prawa międzynarodowego, które są modernizowane, przekształcane i tak dalej."

"Niestety, dziś Stany same torpedują normy prawa międzynarodowego, co było podstawą ich polityki wcześniej, dzięki Trumpowi" – stwierdził politolog.

Perspektywy powojennej Ukrainy

Romanenko podzielił się prognozą odnośnie wielkości Sił Zbrojnych Ukrainy po wojnie i obciążenia finansowego budżetu: "Myślę, że raczej nie będziemy w stanie utrzymać czegoś więcej niż 250-300 tysięcy, jeśli na własny koszt. I to nawet biorąc pod uwagę pensje, które powinny być, to będzie dla nas poważna suma."

Zacytował ocenę Ustenki, że biorąc pod uwagę potrzeby na armię, wypłaty dla weteranów, ich rehabilitację i całą infrastrukturę dla rannych "będziemy mieli 37 procent redystrybuowane przez budżet, to znaczy na wszystko zostanie nam 3 procent lub około 6 miliardów." To będzie temat osobnej transmisji z Ustenką, gdzie spróbują szczegółowo policzyć wszystkie te cyfry.

Powrót uchodźców i polityka europejska

Na pytanie, czy UE natychmiast zwróci Ukraińców do Ukrainy, Romanenko dał pragmatyczną odpowiedź: "Oczywiście, że tak. Tych, którzy przynoszą pieniądze i przynoszą wpływy do budżetu, w ogóle nie zwróci. I zrobi wszystko, żeby nie wracali. Albo zrobi program na jeszcze rok. Nie, nie sądzę, że zrobi program na rok. Po prostu od razu odeślą tu emerytów. Ale dzieci z rodzicami, którzy płacą podatki i którzy pokazują perspektywy, że będą płacić, bo oni... Na przykład wiem z Niemiec, jak bardzo oceniają ludzi, że jeśli pokazujesz dobry wynik, mogą ci pomóc zdobyć wykształcenie, i polecisz."

Wezwanie do odpowiedzialności elity

W odpowiedziach na pytania widzów Romanenko wielokrotnie wracał do tematu odpowiedzialności elity. Na pytanie, dlaczego skradziono zwycięstwo, odpowiedział: "Bo nie myśleliśmy, no mówię teraz o społeczeństwie jako całości, trzeba było mniej bawić się emocjami, z resentymentem, z polityką historyczną i ogólnie bezmózgową polityką odnośnie tego Shustera, wiecznego Shustera." Przez "Shustera" ma na myśli medialny strumień zasłonowy, który przykrywał kradzież i idiotyzm.

"Problem nie jest nawet w kradzieży, ale w idiotyzmie, bo kradną wszędzie, nawet w Stanach. Ale problem jest w idiotyzmie, który tworzy bezgraniczne kradzieże, które ogólnie wychodzą na poziom jakiegoś maniactwa. Jak działają seryjni maniacy" – wyjaśnił politolog.

"Zwycięstwo skradziono w momencie, kiedy ludzie przestali myśleć, no elity przynajmniej przestały myśleć o długofalowych konsekwencjach swoich działań. I to wszystko. Od tego momentu żadne zwycięstwo nie jest możliwe. Bo to ciągle jakiś wiór, który niesie nie wiadomo dokąd, a statek nigdy nie przypłynie do właściwego brzegu" – podsumował Romanenko.

Prognoza: Rosja i jej własny 1917 rok

Odpowiadając na komentarz rosyjskiego widza, że Ukraińcy czekali na 1917 rok w Rosji, ale dostaną go na Ukrainie, Romanenko dał ostrą odpowiedź: "Myślę, kolego rosyjski, że Rosja nieuchronnie przejdzie przez swój własny 1917 rok, bo całe to bydło, które zapędzano na SMO, wasze tak zwane, jak to nazywacie, bez wojny, po walce przez prawie ponad 4 lata, trzeba będzie jakoś skanalizować. Setki tysięcy ludzi, którzy przyzwyczaili się żyć w bezprawiu. I dlatego myślę, że Rosję czekają niewiarygodne przygody. Dlatego to jest właściwie kolejny powód, dla którego tak długo nie zeskakiwali z wojny."

Wniosek: kryzys systemowy wymaga systemowych rozwiązań

Podsumowując swoją analizę, Romanenko stwierdził, że Ukraina znajduje się w krytycznym punkcie transformacji politycznej. Dymisja Jermaka to nie tylko przetasowanie kadrowe, ale objaw głębokiego kryzysu systemowego, który objął cały wertykal władzy.

Nacisk ze strony Zachodu, nieuchronność "haniebnego pokoju", niedobór kadrowy, straty reputacyjne i fundamentalne niezrozumienie przez elitę zachodnich reguł gry stworzyły idealną burzę. Pozycja szantażu okazała się niestabilna, zależność 60% budżetu od zachodnich donorów określiła granice manewru, a iluzja możliwości bez końca szantażowania partnerów wojną rozbiła się o rzeczywistość polityki reputacyjnej.

Jednak w tym kryzysie politolog dostrzegł również możliwość odnowy: powrót procesu politycznego, przywrócenie równowagi gałęzi władzy, formowanie koalicji narodowego ratunku, usunięcie toksycznych figur z systemu zarządzania. Najważniejsze, żeby wyciągnięto wnioski, a mężowie stanu nauczyli się myśleć z wyprzedzeniem, działać wyprzedzająco i utrzymywać efektywność systemu poprzez ciągłe odnawianie kadr.

Ukrainę czekają trudne próby, ale nie ma alternatywy dla transformacji systemowej. Albo kraj przejdzie przez bolesną, ale konieczną odnowę, albo będzie kontynuował degradację w formacie "społeczeństwa myśliwych i zbieraczy", gdzie elita-narkoman zależy od zewnętrznych donorów i nie jest zdolna do samodzielnego rozwoju.