Porażka Rosji na Ukrainie udowodniła: zimna wojna się zakończyła, a świat już nigdy nie będzie taki sam. Tak uważa George Friedman — założyciel firmy analitycznej Geopolitical Futures i jeden z najbardziej znanych prognostyków geopolitycznych na świecie. W nowym odcinku podcastu analizuje przemówienie kanadyjskiego premiera Marka Carneya o „sojuszu mocarstw średnich" — i wyjaśnia, dlaczego ta piękna idea jest skazana na porażkę. Przy okazji rozważa, po co Trumpowi Kuba, dlaczego USA i Kanada nie mogą się rozstać, nawet gdyby chciały, oraz czym serial zagrożeń różni się od serialu konfliktów.


Christian Smith: Przemówienie Marka Carneya na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos w zeszłym miesiącu niektórzy nazwali jednym z najważniejszych przemówień geopolitycznych tego stulecia. Premier Kanady oświadczył, że dawny porządek światowy nie powróci. Że weszliśmy w epokę rywalizacji wielkich mocarstw, a mocarstwa średnie powinny się zjednoczyć, aby przeciwstawić się dominacji twardej siły.

Pytanie oczywiście brzmi: jak wyglądałby taki kolektyw mocarstw średnich i czy w ogóle by zadziałał? Dziś w podcaście Geopolitical Futures rozpatrujemy rolę mocarstw średnich w zmieniającym się świecie geopolitycznym, a także stosunki, które wywołały całą tę dyskusję — stosunki między Kanadą a Stanami Zjednoczonymi.

Ponadto chcemy przyjrzeć się relacjom Ameryki z jej południowym sąsiadem — Kubą — i ocenić, czy tamtejszy reżim jest w stanie wytrzymać narastającą presję.

Nazywam się Christian Smith, jestem waszym gospodarzem, a dołącza do mnie jak zawsze założyciel i przewodniczący Geopolitical Futures George Friedman. Witam, George.

George Friedman: Witam. Jak się masz?

Christian Smith: Wszystko dobrze, dziękuję. George, co sądzisz o idei mocarstw średnich? Takie kraje jak Kanada, Australia, Japonia, Wielka Brytania, znaczna część UE, a być może i inne — niektórzy wymieniali Indie, choć są bardzo duże. Chodzi o to, że te mocarstwa mogą się zjednoczyć i stworzyć własny porządek światowy.

Arytmetyka mocarstw średnich

George Friedman: Zacznijmy od tego. Stany Zjednoczone to jedna czwarta światowej gospodarki. Chiny — 20%. Oznacza to, że na wszystkie pozostałe mocarstwa przypada 55%, nieco ponad połowa. Jeśli liczyć kraje z PKB powyżej biliona dolarów, takich jest około ośmiu. Dzielą między siebie połowę światowej gospodarki. To stosunkowo małe kraje. A jeśli rozszerzyć listę, gospodarki staną się jeszcze mniejsze.

Innymi słowy, idea, że te kraje mogą się zjednoczyć i przeciwstawić jednocześnie USA i Chinom, stworzyć nowy system ekonomiczny, zakłada, że mocarstwa średnie same pochłoną cały ten eksport i zapewnią sobie wzajemne przetrwanie ekonomiczne.

Kanada na przykład kieruje około 75% eksportu do Stanów Zjednoczonych i około 15% do Chin. Jeśli straci oba rynki, będzie musiała znaleźć wystarczająco duże alternatywy. A wśród krajów z PKB powyżej biliona — około ośmiu. Dzielimy połowę światowego rynku na te osiem krajów — żaden z nich osobno, ani wszystkie razem, nie stanowią wystarczającego rynku dla reszty świata.

Po pierwsze, liczby się po prostu nie zgadzają. Po drugie, te mocarstwa są rozrzucone po całym świecie. Niemcy nazwałbym mocarstwem średnim. Koreę Południową też. Rosję — według tego kryterium — również. I oto pytanie: jak Niemcy zapewnią bezpieczeństwo Korei Południowej, która znajduje się obok Chin? Wspaniały pomysł. Nieracjonalny, niemożliwy, ale brzmi pięknie.

Christian Smith: A jeśli spojrzeć nie przez pryzmat twardej siły, nie z wojskowego punktu widzenia? Carney użył terminu „podobnie myślący" — raczej jedność ekonomiczna i być może wartościowa.

George Friedman: Wartości Korei Południowej i Niemiec zasadniczo różnią się od kanadyjskich. W pewnym sensie „podobnie myślący", ale kulturowo — zupełnie inni. Zresztą nie chodzi o twardą siłę. Ekonomia to nie twarda siła, ale jest absolutnie niezbędna dla krajów eksportowych, a Kanada i większość innych to właśnie takie kraje. Potrzebują rynków.

Sedno sprawy jest następujące: USA i Chiny kontrolują prawie połowę światowej gospodarki. Te kraje muszą znaleźć zamiennik dla apetytów Chin i Ameryki. Zadanie trudne do wykonania. Dodajmy do tego, że bez bezpieczeństwa nie ma gospodarki. Nie ma nic niebezpieczniejszego niż bycie bogatym i słabym — przyjdą po ciebie. Nie siadaj do stołu pokerowego, wykładając kupę pieniędzy, jeśli nie umiesz grać.

W gruncie rzeczy chodzi o to, że te kraje mogą się wzajemnie zrównoważyć, a następnie zrównoważyć wielkie mocarstwa — Chiny i USA. Z ekonomicznego punktu widzenia jest to arytmetycznie absurdalne. I jednocześnie, jakkolwiek byś rozważał miękkę siłę, potęga militarna jest warunkiem koniecznym. Jeśli masz gospodarkę, musisz umieć ją chronić. Na świecie są drapieżniki.

Więc ci ludzie, zgromadzeni razem, stanowiliby interesujące towarzystwo, regularnie jadające razem kolacje. Ale czy mogą istnieć poza dwoma największymi mocarstwami, nie mając z nimi relacji ekonomicznych, a tym bardziej wojskowych — w to trudno uwierzyć.

Scenariusz wspólnej odpowiedzi na cła

Christian Smith: Z niecierpliwością czekam na spory o menu na tych kolacjach — na szczytach UE menu jest zawsze politycznie wyważone, więc tu może być ciekawie. Zaproponuję ci scenariusz, George. Znaczna część tej dyskusji powstała z powodu retoryki Trumpa w sprawie Grenlandii. Co jeśli szereg krajów zjednoczy się w odpowiedzi na groźby celne ze strony USA? Powiedzmy: „Wprowadzimy cła wobec Korei Południowej", a Korea Południowa odpowiada: „Jeśli to zrobicie, Niemcy, Wielka Brytania, Kanada i Australia zrobią to samo".

George Friedman: Wszystko zależy od wielkości ich rynków. Z ekonomicznego punktu widzenia — czy Korea Południowa może zrekompensować utratę chińskiego i amerykańskiego rynku kosztem niemieckiego? Im większa gospodarka, tym więcej może pochłonąć i wyeksportować. A to małe, sfragmentowane gospodarki, bardzo dalekie od siebie. Łączy je tylko jedno, jeśli tak się stanie: niezadowolenie z wielkich mocarstw. Ale zależność od nich — ekonomiczna i strategiczna — nigdzie się nie podział.

To odwieczne marzenie: gdy istnieją wielkie mocarstwa — a wielkie mocarstwa zawsze istnieją — pojawia się iluzja, że można się bez nich obejść, jednocząc się. Ale liczby się nie zgadzają. Rynek jest prawie w połowie skoncentrowany w rękach dwóch krajów. Jeśli to ekonomiczna i finansowa rzeczywistość — trzeba się z nią liczyć.

Christian Smith: A co z ideą, że te kraje mogą zmniejszyć zależność od USA lub w ogóle się od nich zdystansować? Mam na myśli kraje zachodnie — europejskie, Koreę Południową, Japonię. Kraje silnie zależne od USA, zwłaszcza w planie wojskowym, które teraz mogą próbować zmniejszać ryzyko, ponieważ już nie uważają Ameryki za niezawodnego partnera. Jakie jest ryzyko?

George Friedman: Ryzyko polega na tym, że Korea Południowa znajdzie się obok Chin bez amerykańskiej ochrony. I na tym, że żaden rynek nie zastąpi amerykańskiego pod względem wielkości. Dystansowanie się ma dwie strony. Pierwsza: „Nie chcę zależeć od kaprysów USA". Druga: „Chcę znaleźć alternatywę dla Ameryki". Druga przekreśla pierwszą. Znalezienie alternatywy dla Stanów Zjednoczonych i Chin razem jest niemożliwe. Chiny nawet nie kupują w pobliżu tego, co Ameryka.

Wszystko sprowadza się do pragnienia, aby wielkie mocarstwa nie dominowały nad małymi. Aby małe mocarstwa się zjednoczyły — jakkolwiek daleko by się od siebie nie znajdowały, jakkolwiek by nie konkurowały o eksport na rynki wielkich mocarstw, jakkolwiek by nie zależały od jednego z wielkich mocarstw w kwestiach bezpieczeństwa.

Niemcy bez wątpienia chciałyby nie zależeć od Stanów Zjednoczonych. Ale Niemcy mają też kwestię bezpieczeństwa i trudności ekonomiczne. Eksportują samochody i wiele innych produktów do USA. Częściowo do Chin, choć te mają własny przemysł. A jeśli zsumować wszystkie te kraje, razem nawet nie zbliżą się do gospodarek USA i Chin. Bo za nimi stoją jeszcze trzydzieści-czterdzieści krajów z małymi gospodarkami.

Kalkulacja jest taka: „Pozbędziemy się dwóch wielkich mocarstw ekonomicznie, ale zachowamy potrzebne nam rynki eksportowe i aktywa finansowe. I jednocześnie będziemy bezpieczni". Niemcy na przykład powiedzą: „Jestem mocarstwem średnim. Sam zapewnię sobie bezpieczeństwo". USA wstaną i zaaplaodują: „Świetny pomysł! Bądźcie bezpieczni bez nas". A Niemcy odpowiedzą: „Ale jednak chcemy eksportować wam nasze towary". Na co Stany powiedzą: „Dobrze. Ale wtedy od nas zależycie. I nie będziemy kupować waszych towarów, jeśli nie jesteście naszym sojusznikiem".

Wielkie mocarstwa są właśnie dlatego wielkie, że mogą wywierać kolosalny wpływ — i karać tych, którzy z nimi zrywają. Przemówienie Carneya to w duchu: „Jest nas siedmiu, jesteśmy silniejsi niż dwóch szkolnych łobuzów". Ale do tego trzeba być absolutnie zjednoczonymi i gotowymi na samobójstwo. Zazwyczaj to nie działa. Marzenie, nadzieja, życzenie. Wspaniałe przemówienie. A teraz — rzeczywistość.

Rozłam czy przejście?

Christian Smith: Uważasz, że przeżywamy rozłam, jak powiedział Carney, czy raczej przejście? Patrząc na historię geopolityki ogólnie.

George Friedman: Spójrz na rok 1945. Wszystkie normy poprzedniego stulecia runęły. Imperia europejskie rozpadały się. Europa przestała być centrum siły, bo wyczerpała się wojnami światowymi. Dwa kraje, które nie były mocarstwami światowymi — Stany Zjednoczone i Związek Radziecki — wyszły na pierwszy plan.

Europejczycy mogli marzyć o powrocie do statusu wielkich mocarstw, próbować utrzymać imperia, które czyniły ich wielkimi — ale to było niemożliwe. Powstał radykalnie inny system geopolityczny — zimna wojna. Albo jesteś proamerykański, albo proradzicki, albo neutralny. Oto twoje opcje, innych nie ma.

Teraz spójrz na Ukrainę. Rosja nie mogła jej zająć przez miesiące, nawet przez cztery lata — i stało się oczywiste, że nie stanowi zagrożenia inwazji na Europę. Oznacza to, że zimna wojna się zakończyła. Oznacza to, że powstała nowa rzeczywistość. Stany Zjednoczone nie muszą już pozostawać na półkuli wschodniej, prowadząc tajną walkę z Rosjanami. Mogą wyjść z tego niebezpiecznego okresu.

Amerykanie teraz się wycofują. W dwóch wymiarach: wojskowym — próbując ograniczyć obecność, i ekonomicznym — potwierdzając swoją niezależność od istniejących systemów, jednocześnie kontynuując aktywny handel.

Systemy geopolityczne się rozpadają. W 1945 roku, myślę, Europejczycy nie zdawali sobie sprawy, jak bardzo stracili znaczenie dla porządku światowego. Nie myśleli, że stracą swoje imperia. Dawne normy zostały zniszczone. Teraz widzimy coś podobnego. Z zakończeniem zimnej wojny, po tym jak Rosja pokazała swoje granice, powstaje zupełnie nowy system geopolityczny, a stare zasady już nie działają. A ci, którzy zyskali na starych normach, gorzko odbierają to jako zdradę.

Pamiętam, w trakcie rozpadu Imperium Brytyjskiego — jeśli poczytać świadectwa z tamtych czasów — w Anglii panował głęboki szok: jak mogli znaleźć się w sytuacji, gdy musieli polegać na Amerykanach, aby utrzymać, powiedzmy, Bliski Wschód? To kryzys psychologiczny, niechęć — zwłaszcza kierownictwa, które dorastało w poprzedniej epoce — do spojrzenia w oczy rzeczywistości. System geopolityczny zimnej wojny odszedł po 80 latach. Rodzi się nowy system.

USA i Kanada: małżeństwo, którego nie można rozwiązać

Christian Smith: Spójrzmy na stosunki między USA a Kanadą. Przemówienie Carneya, jak niedawno napisałeś, George, wyrosło z poczucia zdrady w Kanadzie. Kanada nie była w centrum uwagi geopolitycznej przez ostatnie 80 lat, ale teraz się to zmienia. Jaka jest głęboka natura stosunków między USA a Kanadą?

George Friedman: Te relacje są zbyt bliskie i absolutnie nierozerwalne. Postrzegam je jako małżeństwo. Nie mogą się rozwieść — zbyt dużo pieniędzy i wszystkiego innego. I nie mogą się naprawdę pogodzić. Ale rozwód jest niemożliwy.

Kanada dużo eksportuje, a 75% tego eksportu trafia do Stanów Zjednoczonych. Może znaleźć inne rynki, ale nie dla takiej ilości towarów. Ponadto ta produkcja była tworzona dla rynku amerykańskiego i może nie znaleźć popytu gdzie indziej.

Jednocześnie Stany Zjednoczone krytycznie zależą od Kanady w sensie wojskowym. Każdy atak rakietowy szedłby przez bieguny. Teraz zagrożenia wojskowe przychodzą przez Arktykę — widzieliśmy to z Grenlandią. Kanada jest głównym buforem między Stanami Zjednoczonymi a potencjalnymi zagrożeniami. Podczas zimnej wojny istniał system wczesnego ostrzegania DEW Line, który śledził radzieckie rakiety. NORAD (Dowództwo Obrony Powietrzno-Kosmicznej Ameryki Północnej) zawsze było kierowane przez Amerykanina, a zastępcą dowódcy był Kanadyjczyk.

Jeśli USA stracą relacje z Kanadą, ich pozycja znacznie osłabnie. Jednocześnie pozycja Kanady stanie się skrajnie podatna na ataki. Jeśli odrzucić retorykę i urazy i spojrzeć na rzeczywistość — więzi ekonomiczne między dwoma krajami są całkowicie splecione, a bezpieczeństwo narodowe — zjednoczone. Rozdzielenie ich jest niemożliwe.

Kanadyjczykom oczywiście nie podoba się zachowanie Trumpa — jak wielu innym. Ale w rzeczywistości ich opcje — na przykład zwrócenie się do Korei Południowej o pomoc w obronie — po prostu nie istnieją. W geopolityce trzeba patrzeć na dwie rzeczy: rzeczywiste zagrożenia, potrzeby, imperatywy — i możliwości. Bez Stanów Zjednoczonych możliwości Kanady byłyby ostro ograniczone — zarówno w bezpieczeństwie, jak i w gospodarce.

Christian Smith: Ciekawe w kwestii alternatyw. W tym tygodniu pojawiła się wiadomość — Politico poinformowało, że francusko-niemiecki program myśliwca nowej generacji FCAS faktycznie się rozpadł. To pokazuje, jak trudno oddzielić się od USA.

I cała ta dyskusja o Kanadzie bardzo przypomina sytuację z Brexitem w Wielkiej Brytanii. Niezależnie od tego, czy Brexit ci się podoba, czy nie — nie o to chodzi, ale to, co się dzieje, pokazuje, jak trudno jest przekierować swoje rynki eksportowe, jeśli trzeba to zrobić. Żadna ze stron nie może tego zrobić. Ale może być gorzej. Jak złe mogą stać się stosunki między dwoma krajami?

George Friedman: Nawet jeśli będziemy się wyzywać przez granicę i tłuc naczynia, Kanada i tak kieruje 75% eksportu do Stanów. Stany nadal zależą od Kanady w kwestiach bezpieczeństwa. I jakąkolwiek niechęć odczuwamy, potrzebujemy siebie nawzajem. Jesteśmy spleceni. Nie możemy się rozejść.

Jest różnica między tym, co czujemy do siebie, a tym, jak bardzo siebie potrzebujemy. Unia Europejska jest pełna narodów, które się nawzajem pogardzają. Francuzi — Niemcami, Niemcy — Polakami, Polacy — wszystkimi, a Brytyjczycy stoją z boku z wyniosłym wyrazem twarzy. Jednocześnie nie mogą żyć bez siebie. Niemożliwe.

W geopolityce nie zajmują się towarzystwami wzajemnego podziwu. Patrzą na konieczność: gdzie się znajdujesz, jaką masz moc, jaką ma drugi, w sensie ekonomicznym i wojskowym, i żyją z tym.

Czy Kanada wystąpi z NORAD? To się nie stanie. Czy USA wyrzucą Kanadę z NORAD? Boże, to byłaby katastrofa. Potrzebujemy Kanady także dla gospodarki. Nie mamy dokąd od siebie uciec. To jak złe małżeństwo, gdzie nie ma dokąd się przeprowadzić. Trzeba jakoś przetrwać. Za to dla polityki wewnętrznej wzajemna pogarda to doskonałe narzędzie narodowej spójności. Wszyscy świetnie się czują.

Czy Kanada przygotowuje się do obrony przed USA?

Christian Smith: Parę tygodni temu do kanadyjskiej prasy przeciekły informacje — oczywiście celowy wyciek z rządu — że Kanada przygotowywała strategię obrony przed amerykańską inwazją, jakiś plan wojny partyzanckiej. Jasne, że nikt poważnie tego nie rozważa jako realne prawdopodobieństwo. Ale po co wypuścili tę wiadomość? Czego próbowali osiągnąć?

George Friedman: Podsycanie strachu. Politycy chcą wyglądać na silnych. Zdecydowanych. Obrońców narodu. Im więcej zagrożeń są w stanie sobie wyobrazić — zagrożeń, które się nie zmaterializują — tym potężniejsi czasem wyglądają. Bardzo ważne jest, aby nie zwracać uwagi na słowa polityków, bo są politykami, ale patrzeć na rzeczywistość.

Po co Stanom Zjednoczonym najeżdżać Kanadę? Poszlibyśmy na to tylko wtedy, gdyby Kanadyjczycy wyszli z naszego systemu obrony. A tak nawiasem mówiąc, bardzo im się podoba stanowisko zastępcy dowódcy NORAD.

Kuba: punkt bez powrotu

Christian Smith: Skoro już tu jesteśmy, porozmawiajmy o tym, co się dzieje na drugim końcu Stanów Zjednoczonych — o Kubie. Po tym jak 3 stycznia 2026 roku amerykański odział specjalny schwytał Nicolasa Maduro w Wenezueli, presja na Kubę gwałtownie wzrosła. Ropa z Wenezueli praktycznie przestała płynąć. Teraz to nie jest najprzyje miejsce. Jak Kuba sobie radzi — politycznie, ekonomicznie, geopolitycznie?

George Friedman: Jej gospodarka leży w gruzach — i znajduje się w takim stanie już od dawna. Kubańska administracja, komunistyczna ideologicznie czy nie, poniosła porażkę. Ta wyspa mogłaby prosperować. Ale nie prosperuje. Odcinając dostawy z Wenezueli, Stany Zjednoczone częściowo dążyły właśnie do tego, żeby odciąć Kubę od ropy. Teraz na wyspie jest kolosalny deficyt. Rosja może mogłaby coś dostarczyć. Ale sytuacja wewnątrz Kuby jest katastrofalna.

Przypomnijmy sobie: od XIX wieku Stany Zjednoczone obawiały się okupacji Kuby przez obce mocarstwo. Wtedy była to Hiszpania i strach, że może projektować siłę na USA lub okoliczne wody. Dlatego John Kennedy, który z pewnością nie był Donaldem Trumpem, prowadził niezwykle napięte stosunki z Kubą. Inwazja w Zatoce Świń (nieudana próba inwazji na Kubę siłami kubańskich emigrantów przy wsparciu CIA w 1961 roku) to przykład.

Chcielibyśmy widzieć Kubę w innej sytuacji. Myślę, że naród kubański też. Codzienne życie tam jest nie do zniesienia. Jest też wewnętrzny konflikt: poczucie, że jesteś częścią tego narodu i musisz podzielić jego los, konkuruje z poczuciem „już nie mogę".

Myślę, że Stany Zjednoczone próbują sprowokować wewnętrzne powstanie przeciwko reżimowi. Reżim ma potężny wewnętrzny system bezpieczeństwa. Robienie takich rzeczy jest niebezpieczne. Ale ostateczne pytanie brzmi — co będzie z Kubą? USA chcą transformacji: przekształcenia wrogiego mocarstwa w względnie pokojowe. A w obecnych okolicznościach jedyne możliwe rozwiązanie mogłoby przyjść od Rosji.

Ale rosyjska gospodarka nie jest w stanie wzmocnić kubańskiej. A to, że Rosja podejmie działania wojskowe w sprawie Kuby, jest skrajnie mało prawdopodobne. Kubańczycy są zamrożeni w miejscu. Gospodarka się wyczerpuje z powodu braku ropy, a była w złym stanie już wcześniej. Poziom życia, i tak niski, nadal spada.

Myślę, że USA chcą wywołać powstanie na Kubie. Niezadowolenie jest ogromne. Czy się uda? Inną opcją jest interwencja wojskowa. Stany Zjednoczone mają wystarczającą moc, żeby złamać Kubę, ale to niełatwe. Kuba jest duża. Zapominamy, jak bardzo jest duża. Rozciąga się od Nowego Jorku do Chicago. Okupowanie tego terytorium — nawet stosunkowo wąskiej wyspy — to niezwykle trudne zadanie wojskowe.

Trump próbuje unikać bezpośredniej interwencji wojskowej. Woli działać przez pośredników. Nawet z Maduro była to operacja specjalna: wejść, schwytać i wyjść.

Teraz główne pytanie brzmi — co się stanie wewnątrz Kuby? Czy dojdzie do zmiany reżimu? I czy Stany Zjednoczone są gotowe wydać wojska i życie na inwazję? W tej chwili, po wydarzeniach w Wenezueli, strategia to izolowanie Kuby, nasilanie cierpień Kubańczyków, nadzieja na jakiś bunt i być może rozważanie działań wojskowych na lądzie. Ale blokada wydaje się najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Inwazja jest mało prawdopodobna.

Christian Smith: Gdzie twoim zdaniem jest krytyczny próg dla Kuby? Punkt przełomowy, kiedy coś naprawdę może się wydarzyć? W końcu kubański reżim zawsze wyróżniał się żywotnością.

George Friedman: Pod wieloma względami dawno temu przeszliśmy ten punkt. Reżim był odporny, ale nie dzięki wsparciu — dzięki skutecznemu tłumieniu niezadowolenia. Wielu Kubańczyków wyjechało do USA, odniosło tam sukcesy, utrzymuje kontakty z krewnymi na wyspie. Ale wyjazd z Kuby stał się trudny — władze rzadko na to pozwalają. A USA teraz nie są zainteresowane napływem Kubańczyków. Ludzie są w pułapce. Próg nieznośności został przekroczony wiele lat temu. Reżim utrzymywał się dzięki bezlitosnym siłom bezpieczeństwa wewnętrznego.

Teraz coś musi się załamać. Myślę, że zamysł Trumpa to postawienie Kuby w beznadziejnej sytuacji, żeby reżim się rozpadł, a potem wykorzystanie Kuby i jej rozwój — tak jak to robiono przez stulecia przed Castro.

Co do inwazji — to bardzo trudne. Będzie nas to drogo kosztować. Kubańska armia nie błyszczy, ale do obrony nie trzeba wiele, żeby zadawać straty.

Seryjne zagrożenia Trumpa

Christian Smith: Z Trumpem przyzwyczajamy się do tego, że wydarzenia zmieniają się z ogromną szybkością: od Ukrainy do Rosji, od Grenlandii do operacji z nielegalnymi migrantami i dalej. Być może w przyszłym tygodniu będziemy omawiać Iran. Co twoim zdaniem jest następne w jego agendzie? Trwają negocjacje z Iranem, kontynuowana jest presja na Kubę. Co wymaga największej uwagi w tej chwili?

George Friedman: Zauważ: głównie rozmawia. Z Rosjanami — żadnych znaczących działań wojskowych. W Iranie — tak, zbombardowali obiekty nuklearne w Fordow, Natanz i Isfahan w ramach operacji „Midnight Hammer" latem 2025 roku, ale żadnej próby okupacji.

Kiedy mówisz, że przeskakuje z miejsca na miejsce — w przeciwieństwie do zimnej wojny, kiedy armie rzeczywiście były przerzucane z regionu do regionu, tutaj wszystko dzieje się na poziomie rozmów. Przełącza się z jednego na drugie. Weźmy Wenezuelę: narkotyki z pewnością odegrały rolę, ale celem była także izolacja Kuby od źródła energii. To była operacja wojskowa — ale bardzo mała i bardzo skuteczna. Nie idzie od bitwy do bitwy. Po kolei bierze się za różne regiony.

Kiedy wymieniasz — Iran, Ukraina, Kuba, Wenezuela — nie robi tak dużo. W Wenezueli — minimum działań. Interesujące, że jest bardzo ostrożny w użyciu siły wojskowej — chyba że jest pewien, że obejdzie się minimalnymi lub zerowymi stratami. Jednocześnie wykorzystuje amerykańską potęgę do izolowania krajów, do tworzenia dyskomfortu. Ale to nie są seryjne konflikty, jak u innych prezydentów. To seryjne zagrożenia.

Christian Smith: George, jak zawsze, bardzo dziękuję za udział w podcaście. Dziękuję również wam, słuchacze. To wszystko na dziś. W przyszłym tygodniu wrócimy z nowym odcinkiem podcastu Geopolitical Futures. A tymczasem — dbajcie o siebie. Do widzenia.