Cztery lata pełnoskalowej wojny — i żadnego przełomu, który zmieniłby jej logikę. Rosja naciera, ale nie posuwa się naprzód. Putin manewruje, ale przegrywa. Zachód pomaga, lecz nie potrafi się zdecydować. W specjalnym odcinku podcastu Foreign Affairs jeden z czołowych zachodnich analityków wojskowych, Michael Kofman, wyjaśnia, dlaczego rok 2025 okazał się rozczarowaniem dla rosyjskiej armii, jak Putin zaprzepaścił szansę, jaką dawał mu powrót Trumpa, i co naprawdę kryje się za rozmowami o pokojowej ugodzie. Jego wniosek jest bezlitosny: Putin chciał tej wojny od samego początku — i nadal chce jej bardziej niż wszystkiego, co oferuje mu stół negocjacyjny.
Dan Kurtz-Felan: Jestem Dan Kurtz-Felan i to jest podcast The Foreign Affairs Interview.
Michael Kofman: Putin chciał tej wojny. Chciał jej od samego początku — już podczas negocjacji w 2021 roku, gdy stawiał swoje ultimata. Chce jej do dziś. I chce jej bardziej niż wszystkiego innego, co mu teraz proponują przy stole negocjacyjnym.
Dan Kurtz-Felan: 24 lutego mija cztery lata od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Po pierwszym natarciu Moskwy, ukraińskich kontrofensywach i powolnym posuwaniu się sił rosyjskich wojna weszła w bezwzględny rytm: wyczerpanie, adaptacja i wytrwałość. Ukraińskie miasta racjonują energię elektryczną, a ukraińskie wojsko z trudem znajduje ludzi i amunicję, by uzyskać decydującą przewagę. Tymczasem pole walki zamieniło się w piekło dronów i ognia artyleryjskiego — bez perspektyw przełomu dla żadnej ze stron.
Michael Kofman jest jednym z najbardziej przenikliwych obserwatorów i analityków tej wojny: od rosyjskiej rozbudowy wojsk pod koniec 2021 roku aż po dzień dzisiejszy. Jego teksty ukazują się na łamach Foreign Affairs i innych publikacji. Analizuje geopolityczne konsekwencje każdego nowego etapu działań zbrojnych, zagrożenie, jakie agresywna Rosja stwarza dla Zachodu, oraz sposoby, w jakie sojusznicy mogą przygotować Ukrainę na długotrwały konflikt. Teraz, gdy wojna wkracza w piąty rok, Kofman — starszy pracownik naukowy Fundacji Carnegiego na rzecz Pokoju Międzynarodowego — twierdzi, że Rosja zachowuje przewagę na polu walki, jednak nie stała się ona decydująca, a czas coraz bardziej działa przeciwko Moskwie. Zakończenie konfliktu na warunkach akceptowalnych dla Ukrainy też jednak nie będzie łatwe.
W tym specjalnym odcinku rozmawiałem z Kofmanem w środę 18 lutego o tym, gdzie po czterech latach znajduje się ta wojna i jak może się zmienić w najbliższych tygodniach i miesiącach.
Mike, dziękuję, że dołączyłeś do nas.
Michael Kofman: Cieszę się, że tu jestem.
Czwarty rok wojny: co się zmieniło, a co pozostało bez zmian
Dan Kurtz-Felan: Kilka dni temu mówiłem komuś, że właśnie po artykule, który napisałeś z Michaelem Kimmagem dla Foreign Affairs w listopadzie 2021 roku, nabrałem przekonania, że rosyjski atak na Ukrainę rzeczywiście nastąpi. Od tamtej pory opublikowałeś serię kluczowych tekstów o przebiegu wojny — ostatni, „Ukraine's War of Endurance" (Ukraińska wojna na wytrzymałość), ukazał się dosłownie kilka dni temu. Te artykuły stały się w istocie pierwszym szkicem historii wojennej. Ciekawi mnie: kiedy wojna wkracza w piąty rok — jak oceniasz wyniki czwartego? Jeśli odsunąć się od bieżącej chwili — jak scharakteryzowałbyś przebieg wojny przez ostatnie 12 miesięcy? Co się zmieniło, a co nie?
Michael Kofman: Zawsze patrzę na to z dwóch stron. Z jednej — dynamika na polu walki zmienia się co trzy-cztery miesiące. Na poziomie taktycznym stale pojawia się coś nowego: nowe techniki, nowe technologie. Jednak ogólnie przez ostatnie dwa lata wojna pozostaje wojną na wyczerpanie i walki pozycyjne. Nie jest to zaskakujące w przypadku przedłużającego się konwencjonalnego konfliktu: obie strony wzajemnie się do siebie dostosowują, lecz żadna nie jest w stanie uzyskać decydującej przewagi i wyrwać się z ustalonej logiki.
Przyczyną są cykle wyczerpania i odbudowy. Żadna ze stron nie jest w stanie zgromadzić wystarczającej nadwyżki sprzętu ani siły żywej. Technologie dają przewagi na poziomie operacyjnym, lecz strategicznie mogą nic nie zmieniać. Jeśli spojrzeć na miniony rok: na poziomie taktycznym doszło do poważnego przesunięcia. Ukraina dostosowała się do rosyjskich ataków piechoty, stawiając na drony — rozszerzyła produkcję uderzeniowych bezzałogowców i stworzyła wyspecjalizowane jednostki dronowe.
Rosyjskie wojsko zauważyło, że nie może się już posuwać ani za pomocą ataków zmechanizowanych, ani szturmów piechoty, i przeszło do dwóch taktyk. Pierwsza — infiltracja: małe grupy piechoty przesączały się przez ukraińskie pozycje frontowe, gdyż Ukraina nie miała już wtedy ciągłych linii obronnych, i próbowały wychodzić na tyły. Druga — gwałtowna rozbudowa własnych sił dronowych i elitarnych jednostek bezzałogowych.
Przez większą część minionego roku najciekawszym elementem na polu walki było przeciąganie liny o strefę operowania dronów. Ten, kto dominował w zastosowaniu bezzałogowców, dysponował inicjatywą, swobodą działania i nadawał tempo walki. Na początku roku Ukraina miała znaczącą przewagę — strefa rażenia dronami znajdowała się głównie nad pozycjami rosyjskimi. Stopniowo jednak, dzięki wysiłkom jakościowym i ilościowym, Rosja wyrównała sytuację i pod koniec roku osiągnięto przybliżony parytet.
Dlaczego rok 2025 nie był sukcesem Rosji
Dan Kurtz-Felan: Piszesz — i jest to pogląd niezgodny z powszechną opinią — że Ukraina dobrze wypadła w 2025 roku, a tempo rosyjskiego natarcia wyhamowało w porównaniu z końcem 2024. Odnotowałeś szereg rosyjskich błędów operacyjnych. Opowiedz szerzej o ukraińskich sukcesach i rosyjskich potknięciach — zwłaszcza wbrew temu, co się mówi na świecie.
Michael Kofman: Mimo negatywnych trendów taktycznych, które opisałem, jeśli spojrzeć na rok 2025 jako całość — biorąc pod uwagę rosyjską przewagę w sprzęcie i sile żywej, biorąc pod uwagę, że znacznie zmniejszyli ukraińską wyższość w zastosowaniu dronów — rok 2025 nie był rokiem sukcesu rosyjskiej armii. Natarcie postępowało głównie na kierunkach, które sama Rosja nie uważała za priorytetowe. Ukraina utrzymywała linie, dopuszczając jedynie minimalne straty terytorialne. Sam sposób prowadzenia wojny przez Rosję po prostu nie pozwala na osiągnięcie operacyjnie istotnych przełomów.
Straty rosły przez cały rok. Jesienią i zimą straty bezpowrotne zaczęły doganiać tempo poboru — armia nie była już w stanie zwiększać liczebności. Trend w zakresie dostępnej siły żywej stał się dla Rosji coraz bardziej negatywny z punktu widzenia podtrzymania aktywności ofensywnej w 2026 roku.
Sedno sprawy jest takie, że rosyjska armia konsekwentnie stawiała na pewien zakład: jeśli prowadzić natarcia o wysokiej intensywności — choć nie na dużą skalę — wzdłuż całego frontu liczącego ponad tysiąc kilometrów, to prędzej czy później ukraińska armia się załamie. Że uda się przemielić front i wywołać jego obsunięcie. Ale do tego nie doszło. Nie udało im się nawet zająć całego obwodu donieckiego — Ukraina wciąż kontroluje około 20% jego terytorium. A rosyjska armia nie zbliżyła się do osiągnięcia nawet tego minimalnego celu. Zajęcie pozostałej części obwodu zajmie dużo czasu — nawet w bieżącym roku.
Podsumowując: trudno twierdzić, że rok 2025 był pomyślny dla Rosji przy wszystkich jej przewagach. I w miarę wchodzenia w rok 2026 coraz ostrzej pojawia się pytanie: czy czas jest po stronie Moskwy? Jeśli spojrzeć na ograniczenia, skuteczność bojową i rosnące ekonomiczne obciążenie wojną — Rosja niewiele jest bliżej swoich celów niż rok temu.
Negocjacje a pole walki
Dan Kurtz-Felan: Miniony rok, zwłaszcza po inauguracji Trumpa i tej skandalicznej scenie w Gabinecie Owalnym z końca lutego, przyniósł wiele politycznych i dyplomatycznych turbulencji. Trump obiecywał zakończyć wojnę w 24 godziny — to się nie stało. Na ile cały ten dyplomatyczny dramat wpłynął na pole walki? Z jednej strony wydarzenia na ziemi rozwijają się niemal niezależnie od negocjacji. Z drugiej — obie strony walczą o pozycje i używają frontu jako elementu przetargowego. Jak pan widzi wzajemne zależności między tymi dwoma czynnikami?
Michael Kofman: Bezpośredniego wpływu na pole walki nie ma. Choć oddziałuje to na przykład na mobilizację na Ukrainie. Gdy ludzie wciąż na nowo przechodzą przez kolejne cykle negocjacji, myśląc, że wojna lada chwila się skończy, nie sprzyja to ani poborowi, ani morale. Po co zgłaszać się na ochotnika, skoro wydaje się, że USA za chwilę zmuszą obie strony do porozumienia?
Tam, gdzie to naprawdę ma znaczenie — śledzimy działania bojowe nie dlatego, że losy wojny rozstrzygną kolejne 10 kilometrów obwodu donieckiego. Wojna w ogóle nie jest o tym. Lecz działania bojowe kształtują dźwignię negocjacyjną każdej ze stron. I teraz chodzi nie tylko o taktykę czy terytoria, ale o względne pozycje stron przy stole negocjacyjnym. USA pełnią rolę katalizatora — zbliżając stanowiska Ukrainy i Europy, a w znacznie mniejszym stopniu Rosji. Jeśli spojrzeć, czyja pozycja wyłamuje się z ogólnego obrazu — kto nie dostosował swoich żądań politycznych do rzeczywistych wyników wojskowych — jest to jednoznacznie Moskwa.
Działania bojowe dostarczają informacji zarówno Rosji, jak i Ukrainie, a także zewnętrznym graczom — takim jak USA — którzy próbują być katalizatorem zakończenia wojny.
Dan Kurtz-Felan: Czy w zachowaniu na polu walki lub w zmianach taktycznych którejkolwiek ze stron dostrzega pan oznaki przygotowań do zawieszenia broni?
Michael Kofman: Szczerze mówiąc, nie. Obie strony wychodzą z założenia, że wojna będzie trwać nadal. Stany Zjednoczone nadal mają ogromne trudności z narzuceniem jakichkolwiek sztucznych terminów czy zawieszenia broni. Administracja Trumpa raz po raz próbuje ustalić ostateczny termin rozejmu — i żadna ze stron na to nie reaguje.
Oczywiste jest, że administracja Trumpa dysponuje niewystarczającymi instrumentami nacisku. I warunki jeszcze nie dojrzały. Rosyjska armia ma przewagę, lecz nie decydującą — nie taką, by Moskwa mogła stawiać żądania, które formułuje przy stole negocjacyjnym. Ukraina nie znajduje się w sytuacji krytycznej, a obrona nie jest tak krucha, by zawieszenie broni było potrzebne jutro lub by Kijów był zmuszony przyjąć jakąkolwiek umowę.
Ukraina wychodzi z dość pragmatycznej pozycji: obiektywnie jej sytuacja militarna nie jest tak zła, jak niekiedy przedstawia się to w Waszyngtonie. Być może nie tak dobra, jak niekiedy sugeruje się w europejskich stolicach. Prawda leży prawdopodobnie gdzieś pośrodku.
Putin zaprzepaścił swoją szansę
Dan Kurtz-Felan: Uderzyło mnie w pana artykule — i jest to przekonujące — że gdyby cofnąć się rok wstecz, do owego spotkania w Gabinecie Owalnym, Putin wydawał się w znakomitej pozycji. Było to prawdą nawet w sierpniu, kiedy spotkał się z Trumpem na Alasce. I Putin to wszystko zaprzepaścił. Popełnił kilka błędów w ocenie, które nie potwierdziły się. Co dokładnie Putin źle obliczył? Jak zmarnował szansę, która zdawała się być w jego zasięgu wraz z powrotem Trumpa?
Michael Kofman: Putin podjął prawdopodobnie dwa duże zakłady w minionym roku. Pierwszy — że nacisk na całym froncie doprowadzi w końcu do obsunięcia ukraińskiej obrony. Rosyjska armia obstawiała ten scenariusz od kilku lat — i nie zadziałało. Drugi — polityczny zakład, że przez dyplomację uda się wypchnąć USA z wojny, rozbić zachodnią koalicję i osiągnąć swoje cele. Bo jeśli Stany Zjednoczone odwrócą się od Ukrainy, Europejczycy oczywiście pozostaną — ale są rzeczy, które Ukraina otrzymuje od USA i których Europejczycy nie mogą łatwo zastąpić, nawet jeśli teraz zapewniają większość pomocy.
Wiosną wszystko wyglądało właśnie tak — Waszyngton uważał, że to właśnie Ukraina jest problemem w negocjacjach. Sytuacja wyraźnie zmieniła się pod koniec lata i jesienią. Ostatecznie Stany Zjednoczone nałożyły sankcje na rosyjskie firmy energetyczne. Zarówno wsparcie wywiadowcze, jak i materialna pomoc dla Ukrainy były kontynuowane — choć teraz za to płacą Europejczycy. To nie jest już bezpłatna pomoc, lecz niemniej: Europejczycy znajdą środki finansowe, my zapewniamy zdolności, wsparcie trwa.
W ogólnym obrazie minionego roku niewiele się zmieniło. Owszem, pomocy jest trochę mniej, ale nie doprowadziło to do gwałtownego wzrostu rosyjskich sukcesów na polu walki. Jeśli tak będzie przez kolejny rok — pojawia się wielkie pytanie: jaka jest teoria zwycięstwa Putina?
Jak się pomylił w kalkulacjach? Myślę, że administracja Trumpa przyszła z optymizmem: oto co możemy zaproponować Moskwie, i Moskwa będzie tego chciała bardziej niż kontynuowania wojny. Problem w tym, że nieuchronnie odkryli to, co odkryli przed nimi inni. Putin chciał tej wojny. Chciał jej od samego początku — podczas negocjacji w 2021 roku, z jego ultimatami. Nadal chce tej wojny. I chce jej bardziej niż wszystkiego, co mu oferują.
Odkryli, że zmuszenie Rosji do zgody będzie znacznie trudniejsze, gdyż nie rozumieją priorytetów Moskwy i nie doceniają roli pułapki utopionych kosztów, która często pędzi wojny daleko poza punkt, gdzie decydujący wynik jest jeszcze możliwy. Gdy przywódcy wpadają w patologię przewlekłego konfliktu, nagromadzone koszty zaczynają żyć własnym życiem. I ostatnia rzecz: przywódcy często postępują racjonalnie, lecz nie zawsze rozumnie. Gdyby Putin był rozumnym przywódcą — nie obchodzilibyśmy czwartej rocznicy tej wojny.
Dlaczego Putin nie zatrzyma się
Dan Kurtz-Felan: Mówi pan, że on chce tej wojny. Czy to przez pułapkę utopionych kosztów, czy dlatego że wojna stała się konieczna do zachowania jego władzy — biorąc pod uwagę, jak dostosowały się gospodarka i społeczeństwo w Rosji?
Michael Kofman: Świetne pytanie. W środowisku eksperckim toczy się ożywiona dyskusja. Po pierwsze, rosyjskie społeczeństwo i elity przystosowały się do wojny, a odwrócenie tego procesu byłoby prawdziwym wyzwaniem i kryzysem dla gospodarki. To może nie być powód kontynuowania ani bodziec, ale jest oczywiste: kontynuowanie wojny jest mu teraz łatwiejsze niż jej zatrzymanie — czysto z polityczno-ekonomicznego punktu widzenia. Choć rosyjska gospodarka naprawdę z trudem ją udźwignie.
Po drugie, dla niego to kwestia dziedzictwa. Osobiście Ukraina jest dla niego ważna w sposób, w jaki nie jest ważna dla wielu rosyjskich elit i rosyjskiego społeczeństwa jako całości. Rosyjskie kierownictwo jest w pewnym stopniu uwięzione w iluzjach co do perspektyw sukcesu. Wierzą: jeśli po prostu trwać — siłą woli uda się przetrzymać Zachód i coś się przełamie. To wewnętrzna narracja istniejąca od dawna.
Silna jest też tendencja do upiększania sukcesów. Kierownictwo wojskowe przez cały rok 2025 informowało polityczne przywództwo o osiągnięciach na polu walki, których w rzeczywistości nie było. Że wojna idzie znacznie lepiej, niż jest w istocie. To również odgrywa swoją rolę. Trwa ożywiona dyskusja na temat tego, jak dobrze Putin w ogóle rozumie sytuację na froncie.
Lecz ostatecznie odpowiedź jest prosta. Podjął te zobowiązania, w pewnym stopniu zmobilizował państwo na potrzeby wojny i nie chce jej kończyć, dopóki nie osiągnie minimum koniecznego. I nadal uważa, że jest to możliwe. Między jego punktem widzenia a obiektywną rzeczywistością istnieje przepaść. Mój artykuł prezentuje, jak sądzę, dość obiektywne spojrzenie — ale w Moskwie patrzy się na to zupełnie inaczej.
Zełenski uczy się pracować z Trumpem
Dan Kurtz-Felan: Wielu krytykowało podejście Zełenskiego do owego spotkania w Gabinecie Owalnym w lutym, ale od tamtej pory zdaje się, że znalazł właściwy sposób interakcji z administracją Trumpa. Jak ocenia pan jego naukę przez ostatni rok?
Michael Kofman: Ukraina z pewnością mogła działać znacznie lepiej na wczesnym etapie. Od tamtej pory nastąpił istotny proces uczenia się — w tym przy wsparciu z Waszyngtonu, Londynu i Paryża. Zmiany w interakcjach między administracją Trumpa a Kijowem podczas lata i jesieni są uderzające — jak dzień i noc.
Oczywiście tarcia się pojawiają. W listopadzie urzędnicy Trumpa przeprowadzili kampanię nacisku na Zełenskiego, czując, że z powodu problemów wewnętrznych jest on osłabiony i można go skłonić do zawarcia umowy. Lecz reakcja jest teraz zupełnie inna. Nie ma publicznych utarczek na Twitterze, nie ma tych wymienianych uszczypliwości — wszystko rozwiązuje się znacznie sprawniej.
Choć po części wynika to stąd, że Europejczycy są tak aktywnie zaangażowani w zarządzanie tymi relacjami. Stale się pojawiają — jak po szczycie na Alasce, gdy natychmiast przylecieli, by rozładować napięcia. Aktywne łagodzenie skutków stało się częścią procesu, ale i samo podejście Kijowa naprawdę się zmieniło.
I ostatnia rzecz: w Waszyngtonie też nastąpiło trwałe przesunięcie. Administracja przyszła z myślą, że Ukraina jest głównym problemem na drodze do uregulowania. Z czasem zrozumieli: nie, głównym problemem jest Rosja.
Czy Trump ma politykę wobec Ukrainy?
Dan Kurtz-Felan: Czy rozumie pan, jaka jest polityka Trumpa wobec Ukrainy? Być może jednolitej polityki nie ma, a różne części administracji mają różne poglądy. Lecz jeśli spróbować je zebrać — co z tego wynika?
Michael Kofman: Świetne pytanie. Czy w ogóle jest jakaś polityka? Myślę, że są polityki — w liczbie mnogiej. Zależy, kogo zapytać. Jedyna wyraźna dyrektywa — jak najszybciej zakończyć wojnę. Na ile administracja jest zainteresowana trwałym wynikiem lub tym, by warunki były akceptowalne dla Ukrainy — to otwarte pytanie.
I jeszcze jedno pytanie: czy istnieje odrębna polityka wobec Ukrainy, czy tylko polityka wobec wojny rosyjsko-ukraińskiej? Jeśli czytać dokumenty administracji — Strategię Bezpieczeństwa Narodowego, Strategię Obrony Narodowej... Choć zapomnijmy o tych dokumentach: obaj z panem zwątpimy, czy Donald Trump osobiście je czyta lub poświęca im wiele uwagi.
Jeśli spojrzeć na ludzi zaangażowanych w proces — niejasne jest, na ile w ogóle istnieje polityka stricte ukraińska. Ukraina wpisuje się w szerszą politykę wobec Europy: przesunięcie ciężaru zapewniania bezpieczeństwa na kontynencie europejskim na samych Europejczyków. Ta linia jest absolutnie wyraźna. I sądzę, że w przyszłości Ukraina stanie się po prostu częścią tego szerszego podejścia i kierunku polityki amerykańskiej.
Czego może dostarczyć tylko Ameryka
Dan Kurtz-Felan: Kiedy patrzy pan na wsparcie amerykańskie — co mogą zapewnić wyłącznie USA? Wywiad i obrona powietrzna — czy są inne rzeczy, których Europejczycy nie są w stanie opłacić ani zastąpić?
Michael Kofman: Tak, Europejczycy teraz pokrywają większą część kosztów — to prawda. Ale są rakiety przechwytujące do systemów obrony powietrznej, które my dostarczyliśmy i które produkowane są wyłącznie w Ameryce. Określone typy precyzyjnych amunicji. Części zamienne, serwis i podzespoły do sprzętu, który Ukrainie przekazaliśmy w toku wojny. I wsparcie wywiadowcze różnego rodzaju, w szczegóły którego nie będę wchodzić.
Nie chodzi o to, że kraje europejskie nie mogłyby zastąpić części z tego — ale z pewnością nie są w stanie zrobić tego w pełni i w wymaganej skali. Wymagałoby to poważnego okresu przejściowego. I ostatnia rzecz: Stany Zjednoczone koordynują znaczną część pomocy obronnej dla Ukrainy poprzez Grupę Wsparcia Bezpieczeństwa Ukrainy (SAG-U) w Wiesbaden. To całe miasteczko — nie tylko europejscy partnerzy, ale i zachodnie kraje działające w ramach odrębnej misji. Nadal odgrywamy rolę wiodącą i koordynującą. Nie oznacza to, że Europejczycy nie mogą w pełni to przejąć, lecz przejście będzie znaczące.
Retrospektywa: co można było zrobić inaczej
Dan Kurtz-Felan: Kontynuując wątek relacji Zełenskiego z USA — w swoim przemówieniu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa kilka dni temu celowo krytykował on decyzje Bidena: obawy przed eskalacją, groźba uderzenia nuklearnego, opóźnienia w dostawach uzbrojenia. Skoro mówimy o czterechleciu — warto się cofnąć do tamtych decyzji. Gdyby mógł pan wrócić i doradzić inne decyzje — czy znaleźlibyśmy się teraz w innym miejscu?
Michael Kofman: Ku irytacji wielu, jestem dokładnie pośrodku tej dyskusji. Pytanie brzmi: czy inne decyzje doprowadziłyby do jakościowo odmiennego wyniku, czy jedynie do różnicy ilościowej? Bo za dużo jest „gdybania". W wojnie zbyt wiele zależy od splotu okoliczności. Nie podpisuję się pod uproszczonymi narracjami: mianowicie że gdybyśmy zrobili jedną rzecz inaczej, przedłużająca się konwencjonalna wojna miałaby zupełnie inny wynik.
Niemniej: w administracji Bidena na wczesnym etapie były przesadzone obawy co do eskalacji. To opóźniło o kilka miesięcy zorganizowanie transferów uzbrojenia do Ukrainy. Choć wymiana danych wywiadowczych zmieniła się natychmiastowo z chwilą wybuchu wojny — zarówno ze strony USA, jak i krajów europejskich — i to realnie wpłynęło na przebieg działań bojowych. Lecz wsparcie materialne przyszło później.
Drugi czynnik: amerykańskie wojsko, opierając się na doświadczeniach z Iraku i Afganistanu, poważnie błędnie oceniło, ile czasu ukraińska armia potrzebuje na opanowanie zachodniej techniki. Wychodzono z założenia, że szkolenie afgańskich i irackich żołnierzy szło źle. Ale ukraińscy specjaliści, już władający dość zaawansowanymi sowieckimi systemami, przechodzili — powiedzmy z radzieckiej artylerii czy obrony powietrznej na zachodnie odpowiedniki — znacznie szybciej. To była armia zinstytucjonalizowana z dobrym przygotowaniem technicznym.
Główna krytyka, jaką można skierować pod adresem Stanów Zjednoczonych i innych krajów zachodnich: przez całą wojnę wiele systemów nie trafiało w ilościach, w których mogłyby dać maksymalny efekt — trafiały na pole walki małymi partiami. I nierzadko — nie w porę. Na przykład rakiety ATACMS dostarczono po letniej ofensywie Ukrainy w 2023 roku, a nie przed nią — by można je było zastosować przeciwko rosyjskiemu lotnictwu armijnemu. Decyzja o dostawie zachodniego sprzętu pancernego stała się przedmiotem debat w Niemczech, co kosztowało kilka miesięcy pod koniec 2022 roku.
Lecz jednocześnie: główna część decyzji dotyczących użycia sił, strategii i mobilizacji była podejmowana w Kijowie. Dosłownie kilka dni temu Wałerij Załużny, były naczelny dowódca, oświadczył, że podczas ofensywy latem 2023 roku chciał skoncentrować siły na jednym kierunku, a polityczne przywództwo zmusiło go do podzielenia ich na trzy.
Nie można patrzeć na tę wojnę wyłącznie przez pryzmat zachodniego wsparcia i zachodnich decyzji, ignorując kraj i armię, które walczyły. Tak, działały w ramach zachodnich ograniczeń, ale wiele decyzji, które wywarły największy wpływ, było podejmowanych właśnie przez Ukraińców.
I ostatnia rzecz: rozmowa o pomocy zachodniej często pomija praktyczne ograniczenia. To teoria „magicznej różdżki" dla pomocy w dziedzinie bezpieczeństwa. Budowa całej infrastruktury — szkolenia, logistyka, łańcuch dostaw — zajęła znaczną część wysiłków w 2022 roku. Trzeba to było zbudować, by potem z tego korzystać. Jak zwykle mówię: gdyby most można było zbudować w trzy dni — mielibyście most w trzy dni. Problem w tym, że nie można. Niektóre historyczne alternatywy nie działają właśnie dlatego, że nie uwzględniają praktycznych ograniczeń.
Dan Kurtz-Felan: W Monachium na sali siedzieli urzędnicy epoki Bidena, gdy Zełenski ich krytykował — i powołali się na tę samą krytykę Załużnego dotyczącą rozproszenia sił, a także na poważne, ich zdaniem, ryzyko uderzenia nuklearnego jesienią 2022 roku w przypadku obsunięcia się rosyjskiego frontu. Czy widzi pan zasadność ich stanowiska? I jak pan oceniał zagrożenie nuklearne?
Michael Kofman: Jeśli wrócić do jesieni 2022 roku — był to prawdziwy kryzys nuklearny. Choć nie sądzę, by ryzyko było wysokie, ponieważ warunki do użycia [broni jądrowej] nigdy się nie ukształtowały. Rosyjska mobilizacja ustabilizowała front — zdołali wycofać się z Chersonia. Nigdy nie doszliśmy do punktu, w którym użycie broni nuklearnej byłoby prawdopodobne. Lecz do sprawy należy podchodzić poważniej, niż jest to zwyczajem. Przy czym zagrożenie nuklearne w żaden sposób nie wpłynęło na politykę USA: Waszyngton nie ograniczał ukraińskich operacji w tamtym okresie. Wydarzenia potoczyły się tak, jak dyktowała sytuacja na ziemi. Sam byłem w Chersoniu w październiku 2022 roku.
Co do ofensywy lata 2023 roku — tak, wzajemne oskarżenia padały. Uważam, że mogliśmy działać lepiej, lecz sama koncepcja operacji była niepracująca od samego początku. Decyzja o rozdzieleniu sił i kontynuowaniu ofensywy do listopada, kiedy jej niepowodzenie było oczywiste — to była ukraińska decyzja. I jest to rozmowa, którą Ukraińcy powinni prowadzić między sobą — i coraz częściej ją prowadzą.
Wyniki tej wojny są produktem zarówno ukraińskich, jak i zachodnich wysiłków. Sukcesy i porażki powinny w pewnym stopniu należeć do obu stron. Wyniki w wojnie są na ogół wieloczynnikowe. Jestem bardzo nieufny wobec każdego, kto wskazuje na jedyną przyczynę jakiegokolwiek wyniku.
Wytrwałość Ukrainy: słabe punkty
Dan Kurtz-Felan: W nowym artykule podkreśla pan, że kluczowym czynnikiem jest teraz zdolność każdej ze stron do przetrwania i zmęczenia drugiej. Jeśli spojrzeć na stronę ukraińską — gdzie są słabe punkty?
Michael Kofman: Główny długoterminowy problem Ukrainy to siła żywa. Trudności z poborem i obniżenie zdolności bojowej na froncie. Ukraina rekompensuje to jednostkami dronowymi, technologiami, lepszą taktyką i tym, że jej siły jakościowo przewyższają rosyjską armię. Lecz wojna pozostaje pracochłonna. Walka dronami też wymaga wielu ludzi.
Inny problem — zarządzanie wojskiem powyżej szczebla brygady. Ukraińska armia z natury jest brygadowa i przez długi czas z trudem koordynowała wysiłki na wyższym poziomie. W minionym roku powołano korpusy i zaczyna to przynosić efekty. Lecz armia nadal zarządzana jest z góry w sposób centralny. Dochodzi do zderzenia kultur: innowacje oddolne, inicjatywne dowodzenie na szczeblu batalionu i poniżej — i jednocześnie kierownictwo wymagające zezwolenia przełożonych na zmianę pozycji, niedopuszczające do obrony mobilnej i wycofywania się nawet w razie niekorzystnej konfiguracji pola walki.
I trzecia kwestia — Rosja radykalnie rozbudowała kampanię uderzeń przeciwko Ukrainie przez ostatnie dwa lata. Ilość rakiet i dronów wzrosła niemal wykładniczo. To wypędza ludzi z miast, uderza w infrastrukturę krytyczną — zwłaszcza w zasilanie tej zimy. Ale cierpi też produkcja obronna, która też potrzebuje elektryczności.
Ukraina biegnie jednocześnie na dwóch bieżniach: pierwsza — naziemna wojna, amunicja, ludzie; druga — obrona powietrzna i adaptacja do ewoluującej rosyjskiej kampanii uderzeń. Zachodnia obrona powietrzna działa głównie przeciwko rakietom balistycznym — Patriot i podobne systemy — oraz rakietom manewrującym. Przeciwko dronom uderzeniowo-kamikaze, stanowiącym główną masę rosyjskich uderzeń, Ukraina rozszerza zastosowanie dronów przechwytujących.
Zima i teoria sukcesu Putina
Dan Kurtz-Felan: Nie byłem na Ukrainie od kilku lat, lecz z rozmów z ludźmi nawet w Kijowie — tej zimy odczuwa się prawdziwe wyczerpanie: mrozy, niemal brak ogrzewania i elektryczności. To wygląda jak niepozbawiona podstaw teoria sukcesu Putina: wystarczająco wielu Ukraińców przeżyje tę zimę i powie, że nie wytrzyma kolejnej bez gwarancji poprawy systemu obrony powietrznej. Czy tak jest? I czy widzi pan innowacje, które mogą ograniczyć skuteczność rakietowych i dronowych uderzeń następnej zimy?
Michael Kofman: Ta zima jest wyjątkowo mroźna i stanowi to znaczną część problemu. Dwie poprzednie były ciepłe. Lecz mimo wszelkich trudności Ukraina wykazała zdumiewającą odporność. Jeśli rosyjska kampania uderzeń nie złamie Ukrainy tej zimy — tak, ludzie cierpią, tak, w Kijowie zdarzały się dni z półtorej-dwiema godzinami prądu i ogrzewania — ale jeśli ludzie przeżyją tę zimę, pojawia się pytanie: jaka jest teoria Putina na temat tego, jak dalej zamierza złamać wolę Ukrainy? Nie widzę, by to działało — właśnie dlatego, że dotychczas nie działało.
Historycznie bombardowania niezwykle rzadko prowadziły do istotnych wyników politycznych w przypadku kraju, który nie może się posunąć naprzód ani osiągnąć przełomu na lądzie. Strategia uderzeń to słaby substytut niezdolności do przełamania impasu na polu walki. Mam niskie mniemanie o bombardowaniu cywilnej infrastruktury jako alternatywie. Rosji to się nie uda — nikomu przed nią się nie udało, choć wielu próbowało.
Dan Kurtz-Felan: A na froncie kadrowym — czy widzi pan, że debaty o mobilizacji zmierzają w kierunku rozwiązania problemu?
Michael Kofman: To będzie problem dla Ukrainy przez całą wojnę. Nigdy nie zostanie ostatecznie rozwiązany. Lecz Ukraina może znacznie lepiej zarządzać posiadanymi ludźmi — organizacja, rozmieszczenie sił. I sami to rozumieją. Można też skuteczniej walczyć z samowolnymi opuszczeniami stanowisk, które poważnie podkopują zdolność bojową jednostek.
Ci, którzy sądzą, że można po prostu zastąpić ludzi technologiami i pozostawić front bez piechoty — mylą się. Walka dronami sama w sobie wymaga wielu ludzi. Nie da się mieć pola walki złożonego wyłącznie z dronów. Jeśli stawia się wszystko na jedną przewagę, a miniony rok pokazał, że tę przewagę można odebrać — ryzykuje się znalezienie się w wyjątkowo podatnej na zagrożenia sytuacji. Jeden punkt awarii: jedna część sił dźwiga na sobie wszystko. I jeśli przeciwnik przewyższy was jakościowo i ilościowo — konsekwencje będą poważne.
Główny problem rosyjskiej armii: mimo poprawy w zastosowaniu dronów i poważnej przewagi w produkcji niektórych ich typów — nie mogą tych przewag przełożyć na przełom. Sposób prowadzenia przez nich wojny i wewnętrzne problemy nie pozwalają na konwersję tego w przełamanie frontu. Ukraina nadal utrzymuje ich na poziomie minimalnych posunięć. Przynajmniej taki był obraz roku 2025.
Chcę jednak, by słuchacze rozumieli: mamy tendencję do ekstrapolowania ostatniej fazy wojny. Jedyne, co wiemy na pewno — sytuacja się zmieni. Wojny to niestabilne systemy: zmiany zachodzą stopniowo, a potem nagle. Kto wie, jak będą wyglądać walki za trzy albo sześć miesięcy.
Rosja: gospodarka i wytrwałość
Dan Kurtz-Felan: A co z rosyjską wytrwałością w wojnie na wyczerpanie? Odnotowuje pan poważne problemy kadrowe i napięcie gospodarcze. Jedna lekcja niedawnej historii głosi, że duże gospodarki znoszą takie napięcie dłużej, niż myślimy. Jak pan ocenia perspektywy?
Michael Kofman: Z jednej strony nie widzę niczego, co sugerowałoby, że rosyjska gospodarka runie w tym roku lub że armia nagle nie będzie mogła kontynuować wojny. Widzę jednak wiele wskaźników, że czas działa coraz bardziej nie na korzyść Rosji, a wojna osiągnęła punkt malejących zwrotów — prawdopodobnie pod koniec 2024 roku.
Po pierwsze, zdołali znacznie ograniczyć straty sprzętu, lecz kosztem znacznie wyższych strat w sile żywej. Ich przewaga kadrowa wpisuje się w trend, który mówi: ludzi nie zabraknie, lecz utrzymanie tego samego tempa ofensywy w tym roku będzie trudne bez istotnych zmian w stratach lub poborze. Sposób prowadzenia wojny nie prowadzi do wzrostu skuteczności bojowej, nie prowadzi do większych efektów przy mniejszych nakładach, nie prowadzi do przełomów. Ten rok zapowiada się na powtórkę z poprzedniego. A jeśli tak — jest to skrajnie złe dla rosyjskich celów. Przypomnę: Rosja jest stroną atakującą, na niej spoczywa ciężar ofensywy, ona próbuje zająć terytorium.
Po drugie, wskaźniki gospodarcze. Niemal wszystkie są dla Rosji negatywne. Stagnacja gospodarcza. Szczególnie dotkliwe są niskie ceny ropy i wymuszone rabaty przy sprzedaży Chinom. Regionalny kryzys budżetowy bezpośrednio wpływa na pobór i premie kontraktowe. Produkcja przemysłowa dóbr cywilnych zwalnia, produkcja wojskowa też się stabilizuje lub spada. I realne pytanie: jak długo mogą wydawać 40% budżetu państwa na wojnę przy około 8% PKB? Może do końca 2026 roku. Lecz kraj staje się coraz bardziej podatny na zewnętrzne wstrząsy. I Moskwa nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie: co się stanie, jeśli guerra po prostu przechodzi z 2026 roku na 2027? Nic się nie poprawi — ani gospodarczo, ani kadrowo, ani sprzętowo.
Starlink i jego wpływ
Dan Kurtz-Felan: Inna zmiana to polityka Elona Muska. Docierały informacje, że ograniczał korzystanie z Starlinka przez Ukraińców, a teraz — że ogranicza rosyjskie korzystanie. Czy to ma znaczenie?
Michael Kofman: Ma. Pełnego efektu jeszcze nie widzimy. Dotknie to trzech rzeczy. Pierwsza — rosyjskie użycie dronów uderzeniowych, na których zaczęto instalować miniaturowe terminale Starlink. Druga — naziemne pojazdy bezzałogowe (UGV). Ukraina aktywnie ich używa do kompensowania strat na tyłach, a większość działa przez Starlink — to najtańszy sposób zapewnienia łączności. Rosja też zaczęła rozszerzać użycie UGV — znów przez Starlink. Są obejścia: mosty Wi-Fi, retransmisja — lecz Starlink był najprostszym rozwiązaniem i ono zniknęło.
Lecz najważniejsza kwestia to organizacja łączności i dowodzenia na poziomie taktycznym. Rosyjskie wojska były mniej zależne od Starlinka niż ukraińskie — przyłączyły się później. Lecz w miarę wdrażania, zwłaszcza przez ostatnie kilka lat, zależność wzrosła. I jeśli nałożyć odcięcie Starlinka na konieczność korzystania z innych środków łączności — o mniejszej przepustowości, trudniejszych do rozwinięcia, mniej mobilnych — a jeszcze rosyjskie kierownictwo zdecydowało się podkopywać własną armię, ograniczając Telegram, by przenieść wojskowych na inną platformę... Łączny efekt zakłóci rosyjskie dowodzenie i kontrolę. Czy się przystosują? Tak. Lecz czy wpłynie to na szybkość organizowania uderzeń i świadomość sytuacyjną? Prawdopodobnie. Po prostu jeszcze nie znamy skali konsekwencji.
Negocjacje: terytorium i sekwencja kroków
Dan Kurtz-Felan: Odkładając sceptycyzm co do perspektyw negocjacji na bok — jeśli spojrzeć na ich kluczowe wymiary. Zacznijmy od terytorium. Zełenski nadal oświadcza, że nie odda kontrolowanych przez Ukrainę części Donbasu — a to, zdaje się, kluczowe żądanie Putina, które administracja Trumpa w różnych momentach popierała. Jaka jest cena oddania tego terytorium?
Michael Kofman: Obronne znaczenie pozostałej w ukraińskich rękach części obwodu donieckiego — to nie jest główny problem. Sądzę, że jest ono wyolbrzymiane z powodu politycznej ceny każdego ustępstwa terytorialnego. Rozumiem, dlaczego Zełenski nie chce na to przystać i domaga się ogólnonarodowego referendum. Jak ono przebiegnie — nie wyobrażam sobie. Nikt sobie nie wyobraża.
Dan Kurtz-Felan: Tak, były sondaże, lecz sondaże pokazują jedno, a ludzie głosują inaczej. Ludzie odpowiadają w określony sposób, bo niekiedy czują, że powinni tak odpowiedzieć — ale w realnym głosowaniu nad umową pokojową wszystko może być inaczej.
Michael Kofman: Administracja Trumpa widzi to bardzo uproszczenie: terytorium w zamian za gwarancje bezpieczeństwa. Lecz wojna to znacznie więcej niż tylko terytorium czy Donieck.
Nacisk Trumpa pełni rolę katalizatora przyspieszenia negocjacji — nie zgadzam się z tymi, którzy uważają to za zwykłą fasadę. Lecz do zawarcia umowy jeszcze daleko. Sytuacja na ziemi nie skłania żadnej ze stron do podpisania niekorzystnego porozumienia.
Największy problem, który widzę: to równanie z wieloma składowymi — część rosyjsko-ukraińska, rosyjsko-amerykańska, amerykańsko-ukraińska i europejsko-ukraińska. Wiele ruchomych elementów: kto daje gwarancje bezpieczeństwa komu, kto rozmieszcza lub nie rozmieszcza sił wsparcia, co Rosja otrzymuje od USA — na przykład przywrócenie powiązań ekonomicznych lub zniesienie sankcji.
A głównym problemem jest sekwencja kroków. Może to brzmieć jak nudna część rozmowy, lecz jest ona absolutnie kluczowa. Tak, jest szansa na zawarcie umowy. Pytanie — czy zostanie ona wykonana? Bo w tym tkwi sedno historii Mińska-1 i Mińska-2. Ci, którzy chcą po prostu zawrzeć umowę, nie poświęcają wystarczająco dużo czasu na przemyślenie: czy sekwencja zadziała, czy jest zbyt skomplikowana?
Przykład prawdopodobnej dyskusji: czy najpierw zawieszenie broni, a potem wycofanie sił? Jeśli ma się odbyć referendum — jedna strona będzie żądać zawieszenia broni na jego czas. Albo: najpierw USA dają Ukrainie gwarancje bezpieczeństwa, potem Ukraina rozważa umowę dotyczącą Doniecka? Czy odwrotnie? Co idzie pierwsze?
Właśnie w sekwencji kroków i realizacji zwykle wszystko się sypie. To też pokaże, kto negocjuje w złej wierze. Mam własne twarde założenia w tej kwestii — historia daje dość jasny obraz.
Dla mnie główny problem polega na tym, że administracja Trumpa może odejść, ogłaszając: zawarliśmy umowę dla zakończenia wojny — a umowa nie zostanie wykonana. I znajdziemy się w sytuacji ani wojny, ani pokoju — w oczekiwaniu na wznowienie działań zbrojnych.
Dan Kurtz-Felan: Komu to bardziej sprzyja — Rosji czy Ukrainie?
Michael Kofman: Pod wieloma względami — Rosji. Jeśli pomyśleć o powrocie ludzi do Ukrainy, przywróceniu inwestycji, ekonomicznej przyszłości kraju... Tak, ukraińska armia jest zmobilizowana, można przez jakiś czas utrzymywać ludzi na froncie — lecz prędzej czy później będą chcieli się zdemobilizować. W najbliższej perspektywie pauza sprzyja Rosji. Na horyzoncie kilku lat, jeśli Rosja nie wznowi wojny — trudno powiedzieć. Lecz w krótkim terminie — jednoznacznie bardziej sprzyja Rosji.
Dlatego Ukraina jest tak poruszona: jaki sens podpisywać umowę, która nie jest warta papieru, na którym jest napisana? Którą Rosja może naruszyć wkrótce po podpisaniu, gdy będzie miała znaczącą przewagę nad ukraińską armią? I gdy Stany Zjednoczone przeniosą uwagę na inne problemy i uznają, że kwestia jest zamknięta?
Gwarancje bezpieczeństwa: na ile są realne
Dan Kurtz-Felan: Co z gwarancjami bezpieczeństwa? Widzieliśmy dość daleko idące propozycje zarówno ze strony Amerykanów, jak i Europejczyków: znaczące kontyngenty europejskie, amerykańskie gwarancje w stylu Artykułu 5. W Monachium europejscy politycy w prywatnych rozmowach mówili: „Czy naprawdę sądzicie, że Europa pójdzie walczyć z Rosją o Donbas?" — co świadczy o większym sceptycyzmie, niż wynika z nagłówków. Jak pan ocenia perspektywy realnych gwarancji?
Michael Kofman: Wygląda na to, że poczyniliśmy znaczące postępy jeśli chodzi o gwarancje ze strony USA dla Ukrainy. Może to być umowa na poziomie władzy wykonawczej i/lub ustawodawczej. Nie do końca traktat, lecz de facto — dość poważne polityczne zobowiązanie. Europejczycy zbierają koalicję chętnych do sił wsparcia bezpieczeństwa. Główne pytanie — czy naprawdę to zrobią? Czy tworzą pozory, by potem je urzeczywistnić? Czy tworzą pozory dla samych pozorów — by pozostać w grze?
Gwarancje bezpieczeństwa to w istocie pakiet zobowiązań: trwałe wsparcie finansowe Ukrainy i jej armii, stałe dostawy uzbrojenia i amunicji po wojnie, jakaś forma obecności wojskowej i wyraźna klauzula: co zrobią USA i inne zachodnie kraje w przypadku naruszenia rozejmu — by Ukraina nie czuła się porzucona.
Pytań jest mnóstwo: czy to część umowy z Rosją? Czy ktokolwiek zapyta Moskwę o zdanie? Większość uważa, że jest to możliwe tylko po uzgodnieniu zawieszenia broni.
Nieustannie podnoszę kwestię sekwencji kroków. Co dzieje się pierwsze? Udzielamy gwarancji? Ukraina głosuje nad umową? Kto podpisuje? W prasie coraz więcej informacji, że USA chcą od Ukrainy wyborów. Zełenski być może też chce wyborów połączonych jednocześnie z głosowaniem nad umową — to jego najlepsza szansa na reelekcję jako prezydent wojenny. Jak to wszystko się złoży?
Przepraszam, że mam więcej pytań niż odpowiedzi. Lecz oczywiste jest, że nad tym pracują od jesieni i negocjacje poważnie się posunęły — między USA a Ukrainą, między Europejczykami a Ukrainą, między USA a Europejczykami.
Na ile jest to poważne i wiarygodne? Jeśli są to realne zobowiązania obu gałęzi władzy — mają znaczenie. Ostatecznie są one tak wiarygodne, jak bardzo wierzy się, że Donald Trump jako urzędujący prezydent wypełni je w obronie Ukrainy. Lecz to zobowiązania, które niosą koszty reputacyjne. I są przekonujące dokładnie w takiej mierze, w jakiej poparte są działaniami. Czy siły są rozmieszczone? Czy opracowano plany wsparcia Ukrainy? Czy to tylko papier — jak Memorandum Budapesztańskie 30 lat później?
Choć, jeśli być szczerym, sama Artykuł 5 NATO nie mówi zbyt wiele. Stwierdza, że państwa indywidualnie i zbiorowo udzielą pomocy wojskowej. Lecz nie precyzuje, jaka ma ona być ani w jakiej formie. Dlatego właśnie istnieją plany operacyjne, przesunięte do przodu grupy bojowe NATO w krajach bałtyckich — bo sama gwarancja w ramach sojuszu nie wystarczy. Dlatego przez całą Zimną Wojnę w Europie stacjonowały duże kontyngenty USA. Dlatego odbywały się regularne ćwiczenia typu REFORGER (Return of Forces to Germany) — by zademonstrować gotowość przerzutu wojsk w przypadku radzieckiego ataku.
Oto jeden z głównych problemów, na które natrafiam jako analityk obronny: ci, którzy chcą udzielić gwarancji bezpieczeństwa, często to robią, a potem nie dopracowują planowania. Czy będą amerykańskie wojska w Europie do wykonania zobowiązań?
Bo to, co administracja Trumpa chce zrobić, jest moim zdaniem wewnętrznie sprzeczne. Chcą zmniejszyć obecność wojskową USA w Europie, jednocześnie zwiększając zobowiązania bezpieczeństwa wobec Ukrainy. Jedno z drugim nie współgra.
A ich wiara, że Europejczycy przejmą więcej... Europejczycy nie są w stanie tego przejąć — ani za siebie, ani za Ukrainę. Motywowanie sojuszników do inwestowania w bezpieczeństwo, by z perspektywą czasu sami nim zarządzali — to słuszne. Lecz jeszcze nie są gotowi. Umowa w sprawie wojny, jeśli nie zostanie zawarta w tym roku, najprawdopodobniej nastąpi w następnym — lecz nastąpi to znacznie wcześniej, niż europejskie zdolności pozwolą im samodzielnie poradzić sobie z problemem. To 100% trafna ocena.
Ukraińska teoria sukcesu
Dan Kurtz-Felan: Przed zakończeniem chcę wrócić do idei teorii sukcesu, którą pan wspominał. Od strony ukraińskiej — jaki jest najbardziej optymistyczny realistyczny scenariusz na następny rok?
Michael Kofman: Sprawić, by wojna stała się faktycznie bezperspektywiczna dla Rosji. Oznacza to: skutecznie wykorzystywać własne przewagi do stabilizacji frontu, utrzymywać Rosję na poziomie minimalnych posunięć, nakręcać rosyjskie straty powyżej możliwości ich poboru. Jednocześnie dążyć do kontroli głębokości operacyjnej i odzyskania przewagi w strefie stosowania dronów. Skalować już sprawdzone rozwiązania dla ochrony infrastruktury krytycznej przed rosyjskimi uderzeniami. Wzmocnić własne uderzenia na rosyjską infrastrukturę eksportu energetycznego w celu podniesienia kosztów. I wspólnie z zachodnimi krajami nasilać presję ekonomiczną tak, by ograniczenia rosyjskiej zdolności do prowadzenia wojny stały się głównym czynnikiem w decyzjach Moskwy w ciągu tego roku.
Uważam, że to jest realne. Ukraina zmierza do akceptowalnego zakończenia wojny, mając nadzieję na uzyskanie pozostałego przy stole negocjacyjnym — niekoniecznie przez jedne negocjacje. W minionym roku nastąpiło istotne zawężenie celów politycznych Ukrainy w stosunku do środków i zdolności wojskowych. Lecz i tak pozostawia to Ukrainę w dość dobrej pozycji — jeśli wojna zakończy się z perspektywami na przyszłość.
Co może zmienić równowagę
Dan Kurtz-Felan: Z zastrzeżeniem, które pan podkreślał — nie wiemy, jakie gwałtowne zwroty przyniosą najbliższe miesiące. Opisuje pan wojnę jako konfrontację, w której obie strony próbują wyrwać się z utrwalonej dynamiki. Czy widzi pan technologiczne lub taktyczne innowacje zdolne gwałtownie przechylić szalę?
Michael Kofman: Dla Ukrainy istnieje szereg technologii, które Zachód mógłby dostarczyć i które istotnie pomogłyby w ukraińskiej własnej produkcji, zwłaszcza środków uderzeniowych. Widzę rozwiązania technologiczne zdolne przywrócić Ukrainie kontrolę nad głębokością operacyjną. Lecz nie widzę nic, co byłoby „przełomową bronią".
Jestem głęboko przekonany: prawdziwej „przełomowej broni" w konwencjonalnej wojnie nie ma. To, co naprawdę zmienia reguły gry — to zmiany w koncepcjach operacyjnych, strukturze sił i zdolnościach organizacyjnych. Ważna nie jest sama technologia, lecz to, jak się ją stosuje i jak zorganizowane są siły wokół jej zastosowania. To wymaga czasu. Większość rzeczy, które nazywa się „przełomowymi", daje ograniczoną przewagę dla konkretnej operacji, po czym uruchamia cykl adaptacji, a przeciwnik opracowuje środki zaradcze. Poszukiwanie jednej „cudownej broni" to podejście bardzo powierzchowne do wojskowości.
Lecz z pewnością widzę szereg rzeczy, które Ukraina może zrobić w tym roku, by odzyskać przewagę i sprawić, by wojna była jeszcze bardziej bezperspektywiczna dla Rosji. Co do zachodnich zdolności — istnieją realne ograniczenia zapasów i produkcji obronnej. Nie widzę, by USA czy inne kraje dały znacznie więcej. Lecz widzę, że określone punktowe zdolności zostaną dostarczone i pomogą Ukrainie.
Wiele zależy od tego, jak używa się sił. Ukraina prowadzi kampanię przeciwko rosyjskiej „flocie cieni" — zarówno na Morzu Czarnym, jak i poza nim — co może uderzyć w rosyjskie dochody. Wojna staje się coraz bardziej regionalna — aktywność ukraińska, rosyjska, w tym działania przeciwko krajom NATO i ich przestrzeni powietrznej. Widzę potencjalne wydarzenia zdolne zmienić sytuację. Lecz widzę też, że obie strony konsekwentnie dostosowują się do siebie nawzajem i z trudem zmieniają utrwaloną dynamikę.
Najgorszy scenariusz
Dan Kurtz-Felan: Warto rozważyć też drugą stronę. Jeśli za rok sprawy potoczą się niespodziewanie źle dla Ukrainy lub niespodziewanie dobrze dla Rosji — jak to może wyglądać?
Michael Kofman: Wiele rzeczy jest niemożliwych do zrozumienia, patrząc jedynie na zmiany linii frontu — to wskaźniki z opóźnieniem. Wewnątrz obu armii toczą się liczne procesy niewidoczne z zewnątrz. Dlatego właśnie jeżdżę na Ukrainę co kilka miesięcy. Lecz i wtedy widzi się przeważnie tylko jedną stronę równania.
Zawsze trzeba brać pod uwagę: jedna strona może przeprowadzić bardziej udaną operację ofensywną, niż oczekiwano. Jedna strona może okazać się słabsza, niż się zdawało. Może dojść do efektu kaskadowego — na przykład odcięcie Starlinka dla rosyjskich sił może zadać znacznie silniejszy cios dowodzeniu, niż oczekujemy. Rosyjska kampania uderzeń może podkopać ukraińską produkcję obronną bardziej, niż wiemy — bo wybierając między zasilaniem domów a produkcją uzbrojenia, kraj wybierze jedno z dwóch.
Są też wstrząsy zewnętrzne. Na przykład jeśli USA w najbliższych tygodniach przeprowadzą zakrojoną na szeroką skalę operację uderzeniową przeciwko Iranowi — pochłonie to ogromne ilości amerykańskiej amunicji i uwagi, odrywając ją od wojny rosyjsko-ukraińskiej. Inne wojny i konflikty nie będą czekać na zakończenie waszej wojny. Są wstrząsy gospodarcze, które mogą uderzyć w rosyjską gospodarkę — jest ona bardzo na nie podatna. Zachód mógłby przystąpić do zdecydowanego ataku na rosyjską „flotę cieni", co poważnie podkopałoby dochody z eksportu. Jest wiele czynników trudnych do przewidzenia.
Dan Kurtz-Felan: Mike, dziękuję za tę rozmowę w czwartą rocznicę rozpoczęcia tej fazy wojny. Dziękuję za znakomity ostatni artykuł i za całą pracę dla Foreign Affairs przez te wszystkie lata.
Michael Kofman: Bardzo dziękuję. Dziękuję za zaproszenie.
