W sieci z entuzjazmem dyskutuje się o publikacji w bolszewickiej gazecie WSJ, która opisuje dramatyczną dominację ukraińskich wojowników na poziomie taktycznym (!) nad natowskim wojskiem.
Sam staram się nie przepuszczać okazji, by podkreślić sukcesy naszych, ponieważ bardzo często osiągnięcia toną w rutynie i negatywie. Ale każdy sukces trzeba umieścić w kontekście, szczególnie ten wywołujący euforię.
- Jakiś czas temu napisałem, że NATO nie zdąży nawet rozwinąć swojego potencjału bez odczuwalnych strat. Za co byłem krytykowany—mówili, że przesadzam. Ale jeśli nasi na poziomie brygady/batalionu rozkładają natowców, to i Rosjanie poradzą sobie nie gorzej. To jest główny wniosek. I na pewno przygotują się Z WYPRZEDZENIEM do dywersji wewnątrz UE/NATO.
W długotrwałym konflikcie i na poziomie strategicznym Rosja ma zero szans przeciwko NATO. W ogóle żadnych.
Faktem jest, że Rosja (znowu) liczy na blitzkrieg. Tym razem—na poziomie operacyjnym/operacyjno-taktycznym, kiedy natowska maszyna nie zdąży się rozwinąć, a potem dyplomacja i wewnętrzny sabotaż zwiążą jej ręce.
To znowu będzie błąd, ponieważ natowskie wojsko i społeczeństwa europejskie, przy całej naszej miłości do ich krytykowania, ze spóźnieniem, ale dojdą do formy. I rozbiją Rosjan.
Co będzie oznaczać przedłużającą się wojnę (miesiące minimum) z ofiarami i zniszczeniami. I utratę dynamiki na lata, z czego skorzystają wszyscy—od Pekinu i Waszyngtonu do Ottawy i Delhi.
W związku z tym priorytetem dla rozsądnych europejskich wojskowych i polityków jest NIEDOPUSZCZENIE wojny z Rosją. Nie zwycięstwo w gorącej fazie, ale właśnie jej niedopuszczenie.
I część dyskusji powinna przesunąć się w ten obszar. Ponieważ niedopuszczenie zakłada kompleks warunków w PRZYSZŁOŚCI. A szczerych rozmów o przyszłości unikamy (w tym z obiektywnych powodów, żeby nie rozmywać skupienia na palących potrzebach frontu).
Z tego powodu zaczynają dominować absolutnie głupie i niezgodne z interesami Ukrainy podejścia. Które podświetlił reptiloid Ischinger, gdzie Ukraina jest myślana jako wymienna „tarcza na żądanie".
Ukraina jeszcze parę lat popłonie i pomiera. W tym czasie Europa się przygotuje. Rosja oceni i będzie się bała atakować. Mniej więcej tak to widzą.
Co jest błędne.
NIEDOPUSZCZENIE agresji Rosji przeciwko Europie zależy tylko od jednego czynnika—roli i miejsca Ukrainy w architekturze bezpieczeństwa europejskiego.
Europejskie armie NIE PRZYGOTUJĄ SIĘ z wyprzedzeniem, dopóki nie wezmą udziału w prawdziwej nowoczesnej wojnie.
Jak Północni Koreańczycy, Chińczycy, Irańczycy, Kolumbijczycy i inni.
Szczególnie pikantne będzie, gdy Rosjanie rzucą przeciwko Europie zmobilizowanych na okupowanych terytoriach Ukrainy. Ocalała piechota szturmowa z Doniecka, Ługańska, a z czasem—z Zaporoża i obwodu chersońskiego, da radę każdemu Buriatowi i pożre każdego natowca. A wściekłości i motywów będzie miała co niemiara! Prawda jest taka.
Jeśli jednak Ukraina będzie w sojuszu wojskowym z Europą i gotowa wstąpić do wojny, Rosjanie na pewno się zastanowią.
Ponieważ Europejczyków uważają za słabych. A Ukraińców nie uważają za słabych. I już wiedzą, że z Ukraińcami szybko się nie uda.
Dlatego cały nacisk ich wysiłków jest skierowany na zapewnienie „neutralności" Ukrainy (choć próbują to zamazywać różnymi bzdurami).
Gdy Ukraina nie uczestniczy, opcja udanego blitzkriegu z utrwaleniem osiągnięć i negocjacyjnym zamieszaniem wygląda znacznie bardziej realistycznie.
Pojawia się niezwykle logiczne pytanie: jeśli w jakiś sposób zostanie zapewnione zawieszenie broni, to jakie motywy ma Ukraina, by znowu wchodzić w wojnę w roli „tarczy"? Szczególnie ze zrozumieniem, że na teatrze przeciwko krajom UE/NATO wojna może być szybka, a u nas znowu przerodzi się w ciągnącą się krwawą kaszę?
I tu zaczynają się przejawiać bardzo praktyczne rzeczy.
- Już wyrosła u nas bujna kultura rozbierania błędów teraźniejszości i pewnych podejść do ich naprawy. Ale kategorycznie niewystarczająco modelowania poprzez obrazy przyszłości. Co jest użyteczne jako ćwiczenie i daje pewne wskazówki.
Hipotetycznie spójrzmy przez pryzmat Charkowa. Po prostu bardzo obrazowo pokazuje trajektorię Ukrainy.
Załóżmy, że od 1 marca/kwietnia/maja/czerwca.../listopada zaczyna się zawieszenie broni. W mieście robi się bezpiecznie.
Jak pokazały w swoim znakomitym badaniu Tetiana Zub i Polina Alpatova (bardzo potrzebne jest świeże na ten temat!!!), lwia część mieszkańców Charkowa, którzy przenieśli się w obrębie Ukrainy, i niemało tych, którzy wyjechali za granicę, śnią o tym, by wrócić do domu. Po części dlatego, że po prostu chcą do domu i nie chcą być nigdzie indziej. Po części dlatego, że mają mieszkania i taniej jest przetrwać.
Także z czasem z frontu wróci dziesiątki tysięcy mieszkańców miasta.
Zjednoczą się rodziny, będzie etap bezgranicznego szczęścia, który zostanie zastąpiony etapem uświadamiania strat i określania dalszej trajektorii życiowej.
Gdzie znajdą się wszyscy ci ludzie? Około 1,5 miliona ludzi + jakaś część mieszkańców naszego obwodu i innych obwodów, którym po prostu nie ma gdzie jechać.
Jeśli wychodzimy z założenia, że Rosja to długoterminowy wróg, to Charków na przewidywalną przyszłość zamienia się w ślepy zaułek.
Można to zastąpić pięknym eufemizmem „europejska forpoczta na pograniczu". Ale dla zwięzłości i w istocie—ślepy zaułek.
Jednak ślepy zaułek-milionnik z ogromnymi nadbudowami logistycznymi, przemysłowymi, edukacyjno-naukowymi i kulturalnymi—to nonsens. Co oznacza dwa scenariusze.
Albo degradację miasta do adekwatnego zadaniu statusu centrum garnizonowego. Gdzie gnieździ się armia i obsługa armii z liczby rzemieślników, uzdrowicieli, wędrownych artystów, burdeli i różnych oszustów. Ale to zupełnie inne środowisko, inny ustrój. I inna liczebność ludności.
Wszystko to już przeszliśmy. Charków żył w takim modelu 150 lat, aż rozwinęły się jarmarki i Uniwersytet. To już było! (c)
Albo potrzebne będą zakrojone na szeroką skalę politycznie (początkowo—nie ekonomicznie) uwarunkowane inwestycje i specjalne reżimy prawne, które będą sztucznie podtrzymywać wielowymiarowe życie w mieście, tworząc miejsca pracy i jakościowe środowisko.
Wiele, wiele miejsc pracy w sektorze niewojskowym plus nowoczesny przemysł obronny—to jest kluczowe. Bez nich nie będzie możliwości utrzymania tych cywilizacyjnych nadbudów, którymi obecnie słynie miasto.
Drugie (inwestycje itd.) jest możliwe tylko pod warunkiem, że Ukraina (i Charków jako jej część) będzie zintegrowana w ogólnoeuropejską konstrukcję (lub konstrukcję kilku wiodących krajów) na długoterminowej podstawie. I znaczna część kosztów zostanie przerzucona na społeczność zewnętrzną.
Ponieważ w ślepym zaułku wszystko jest droższe i nie każdy przy innych równych warunkach będzie chciał tam żyć.
Wtedy teoretycznie można walczyć o forpocztę w formie „Seulu". Co zakłada całe spektrum warunków i praktycznych posunięć.
Najbardziej oczywiste—przywrócenie działania lotniska (co bez zgody Rosji jest niemożliwe; trzeba będzie albo zmusić, albo negocjować).
- Co mamy teraz?
Europa jest gotowa nam płacić jako „tarczy na żądanie". Cynicznie i szczerze. Ale opłata „tarczy" nie zakłada zasobów na podtrzymywanie intensywnego życia edukacyjnego, kulturalnego i naukowego w ślepym zaułku. To oczywiste, prawda?
Co będzie w związku z tym?
Nawet w warunkach pokoju brak pracy, degradacja i pogorszenie jakości życia wywołają straszne rozczarowanie i urazy.
Powstanie grunt pod wzrost nastrojów, które teraz w mieście są poniżej poziomu przypodłogowego, ale które Rosja próbuje (bezskutecznie) podsycać.
I w ciągu paru lat, które Rosja wyda na odnowienie potencjału wojskowego (Ischinger tak uważa), za pomocą „podpalenia" degradującego Charkowa można będzie wykluczyć Ukrainę z architektury obronnej Europy.
Europa nawet teoretycznie nie będzie miała „tarczy".
Staniemy się problemem i nie będziemy mogli nikomu pomóc. Zapewniając tym samym poszukiwaną przez Kreml „neutralność".
Ale to wariant łagodny. Rzeczywistość może być gorsza.
Widzimy już otwarte próby Europy zorganizowania bezpośredniej rozmowy z Rosją. I w kategoriach cynicznych reptiloidów to jest logiczne. Obiektywnie—i w Moskwie, i w stolicach europejskich jest wzajemne zainteresowanie odnowieniem współpracy, będą zachowywać i rozwijać kontakty.
W praktycznym wymiarze może to oznaczać, że Charków zamieni się w ślepy zaułek, nas będą nadal zachęcać brawami z powodu wytrwałości. Będziemy stać na murze i wymachiwać kijami w stronę dzikusów.
A warunkowy Brześć, Grodno, Wilno, Narwa odzyskają status hubów. Przez nie będzie się rozwijać handel. Z ciężarem na sercu i mentalnym wsparciem nieszczęsnych dzielnych Ukraińców, nie bez tego.
Łukaszenkę już masują. Kolesnikova już proponuje złagodzenie sankcji. No, jest mózg, żeby spojrzeć o krok dalej?
Teraz wykrzyknijcie dziesięć razy „to obraźliwe i niemożliwe!" i chodźmy dalej.
Jeśli interakcja z Rosją jest dla Europy (która w oficjalnych dokumentach pisze: Rosja to długoterminowy wróg) możliwa i nawet pożądana, to Ukraina musi otrzymać adekwatną kompensację swojego obronno-zaułkowego statusu. Nie Lwów, ale Charków powinien otrzymać (Dniepr, Zaporoże, Chersoń, Sumy, Mikołajów, Odessa itd.). Instytucjonalnie, zasobowo.
Albo nieuchronnie (!) powstanie poczucie niesprawiedliwości i impulsy do negocjowania bez Europy i nawet przeciwko Europie.
To nie większy cynizm niż wyrażenie tezy „niech Ukraina walczy, dopóki nam to opłacalne".
W tym momencie zamiast załamywania rąk i krytyki trzeba zapisywać w kolumnie ważne pozycje, które należy bronić.
- Znowu trzeba będzie wracać do 2023 i nawet 2021 roku.
Jak w praktyce może wyglądać sojusz i „gwarancje bezpieczeństwa"? Sprowadzają się do dwóch ścieżek.
Pierwsza. W konkretnych Niemczech, konkretnej Francji, konkretnej Danii i innych przyjmowane są ustawy, które dekretują na najbliższe 20 lat (minimum 7 lat, na które planuje UE) kierowanie przez budżet państwa określonego % PKB na wzmocnienie obrony i zapewnienie rozwoju Ukrainy jako inwestycji w obronę konkretnych Niemiec/.. i obronę kolektywną.
Niech to będą niemieckie, francuskie, belgijskie biznesy z ubezpieczeniem swoich stolic—ale muszą przyjść tutaj, a nie przerzucać coś przez płot.
Nie ma w ustawie, nie ma w budżecie kraju—znaczy fikcja. Dla zrozumienia: 0,25% PKB krajów UE (bez Norwegii i Wielkiej Brytanii)—to około 45 miliardów dolarów rocznie.
DŁUGOTERMINOWO i dla CZASÓW POKOJOWYCH. Nie dla krótkoterminowej opłaty „tarczy".
Naturalnie muszą być zniesione absurdalne warunki, typu zakaz wykorzystywania środków zewnętrznych do bezpośredniego finansowania ukraińskiej armii.
To można „rozdzielić" już teraz dla większej przejrzystości. Powiedzmy, zapewnienie pieniężne wojowników obrony powietrznej zapewnia warunkowy Luksemburg, DSST finansuje Belgia, logistyków—Holandia, a siły medyczne—Austria.
Ta koncepcja została wstępnie przygotowana w maju 2023 i miała polecieć od jesieni. Częściowo toczy się w formacie „opłaty tarczy". Czego za mało.
Druga. W rejonie Hoptówki (przejście na granicy z Rosją w obwodzie charkowskim) ustawiana jest piękna budka. Umieszcza się w niej najbardziej bezbronną i najbezpieczniejszą osobę na świecie, ale reprezentującą agresywne wojsko Liechtensteinu.
Z bardzo jasnym przekazem: ta osoba nikomu nie zagraża. Po prostu nie może nikomu zagrażać, jest jej zabronione patrzeć w stronę Rosji.
Ale jeśli nagle znajdzie się w niebezpieczeństwie ze strony Rosji, uruchamiany jest mechanizm jej ochrony.
I ten mechanizm polega nie na tym, że jakaś pomoc przekracza polską granicę w obwodzie lwowskim lub słowacką w Zakarpaciu. „Pomoc" włącza się od Półwyspu Kolskiego, na wszystkich międzynarodowych szlakach handlowych, na wszystkich rosyjskich obiektach poza Rosją, w globalnej sferze finansowej itd.
Koncepcja z 5 budkami (Charków, Kramatorsk, Mariupol, Chersoń, Wyspa Węży) była proponowana w 2021 roku. Ale została odebrana przez partnerów jako straszna eskalacja.
Z uwzględnieniem doświadczenia wojny lustrzanie w warunkowej Narwie ustawiana jest budka, w której umieszcza się najbardziej bezbronnego Ukraińca. Z taką samą logiką.
Wtedy to zaczyna wyglądać na NIEDOPUSZCZENIE wojny.
Ale to nie wszystko.
- Ograniczeni umysłowo demagodzy na Ukrainie przyzwyczajają obywateli do strachania się przed frazą „współistnienie z Rosją". Podobno zdrada i hańba. Tymczasem każdy wariant przyszłości, w którym Rosja magicznie nie znika—to współistnienie. A zdrada lub zwycięstwo określane jest przez „modalność", wypełnienie współistnienia.
Teraz na stole dla Ukrainy (Charkowa) jest tylko jedna modalność: nawet w przypadku zawieszenia broni—wrogość na przewidywalną przyszłość, fosa i krokodyle. Czyli agresywny ślepy zaułek.
Przy tym Europa na pewno nie widzi dla siebie takiej przyszłości. I natychmiast (!!!) po hipotetycznym zamrożeniu zacznie wściekle podejmować środki do odnowienia obecności w Rosji.
Ponieważ to będą robić Amerykanie i inni wspaniali ludzie.
W końcu będzie dokładnie tak, prawda?
Partnerzy europejscy z pozycji wysokich wartości uzasadnią tę interakcję tysiącem różnych sposobów. Dla pokoju i dobrobytu ziemian! To mądrzy i racjonalni ludzie. Plus mają w tym wielkie doświadczenie.
Ktoś myśli, że będzie inaczej? Pomyślcie jeszcze raz.
Przypominam, że po II wojnie światowej minęło tylko 10 lat, zanim byli wrogowie zawarli sojusz wojskowy (!) z RFN. Gdzie naziści masowo po prostu cofnęli się o krok, a rehabilitacja ekonomicznych filarów Rzeszy, w tym tych, którzy dorobili się majątku na odbieraniu mienia ofiarom nazizmu i niewolniczej pracy więźniów obozów koncentracyjnych, rozpoczęła się już w latach 1947-49...
A przecież przed tym w granicach życia jednego pokolenia była jeszcze I wojna światowa, gdzie wysokie strony w brudnych okopach wzajemnie eksterminowały miliony sąsiadów. Więc nie będzie długotrwałej abstynencji.
Dlatego całkiem adekwatna do tradycyjnych wartości europejskich jest formuła: jeśli Europa chce gwarancji wstąpienia Ukrainy do wojny przeciwko Rosji, ale jednocześnie liczy na odnowienie więzi z Rosją, to cała infrastruktura zapewnienia tego „współistnienia" i moderacji procesu musi być rozwinięta w Ukrainie. Konkretnie—w Charkowie, w Sumach. W handlu morskim i sankcjach—w Odessie. Itd.
Zapraszamy—odbudowujcie infrastrukturę dla swoich kwater głównych, zwożcie urzędników w przemysłowych ilościach itd. Proponujemy rozwinąć lustrzane instytucje po rosyjskiej stronie w Biełgorodzie.
Niespodziewanym partnerem w tej historii może stać się Chiny, które są zainteresowane promowaniem swoich towarów ze wschodu na zachód. Dla tego trzeba przestać strzelać, zrobić przejścia w polach minowych i zagwarantować ciszę. To korytarz lądowy o szerokości 800 km plus Morze Czarne. Godny bonus.
Nie chcecie Chińczyków? No to zrekompensujcie.
Jeśli o tym nie mówić, to taka infrastruktura i tak zostanie stworzona. Tylko w warunkowym Mińsku i warunkowym Wilnie.
I to uruchomi wszystkie te dramatyczne procesy, o których wspomniałem wyżej. Urazy. Destabilizacja. Rosja zobaczy szansę. Wojna.
Przewagą umieszczenia właśnie w Ukrainie infrastruktury zapewnienia współistnienia z Rosją (w tym trybunałów) jest to, że jak tylko zamajączy najmniejsza deeskalacja, w Europie ostro aktywizuje się przeciwdziałanie programom obronnym. Mogą nie wyjść na poziom odstraszania. Wydarzenia na Olimpiadzie o tym krzyczą.
A my na pewno nie zejdziemy. I uratujemy Europę od tego grzechu. Ponieważ ze wszystkich stron na wyjazdach z Charkowa—cmentarze z setkami/tysiącami flag na grobach...
Plus w jakiejś perspektywie da to możliwość wyjścia na dyplomatyczną ścieżkę przywrócenia integralności terytorialnej i demonstrowania innym agresorom, że agresja nie jest zachęcana, wszystko trzeba będzie zwrócić i zrekompensować szkody...
Każde inne podejście oznacza, że jego beneficjenci nie są tylko nie w Ukrainie, ale i nie w Europie.
Stawka na inne podejście—to odliczanie dla Europy...
