Pomimo pojmania Nicolása Maduro przez jednostkę specjalną USA, Delcy Rodríguez, ogłoszona tymczasową głową Wenezueli, wezwała Waszyngton do pojednania i współpracy. O. pełniącą obowiązki prezydenta oświadczyła to w niedzielnym orędziu wideo w mediach społecznościowych. Sądząc po tonie wypowiedzi, Rodríguez zajęła łagodniejsze stanowisko wobec administracji Donalda Trumpa po wcześniejszych deklaracjach o gotowości rządu do "obrony kraju" przed USA. "Zapraszamy rząd USA do wspólnej pracy nad programem współpracy, mającym na celu wspólny rozwój w ramach prawa międzynarodowego oraz wzmocnienie trwałego współistnienia we wspólnocie" - czytamy w oświadczeniu Rodríguez.
Zatem proces transformacji władzy w Wenezueli rozpoczął się. Choć Caracas i Waszyngton mogą mieć różne wyobrażenia o jego wyniku, można stwierdzić, że reżim zostanie skorygowany, a USA wzmocnią swoją pozycję w kraju. Żaden globalny gracz nie posiada tam "złotej akcji", dlatego to właśnie Trump będzie określał kontury "współpracy".
ZACHOWANIE LEGITYMIZACJI REŻIMU: PODSTAWA PRAWNA
Po uprowadzeniu Maduro, późno w nocy 3 stycznia, Sąd Najwyższy Wenezueli wydał orzeczenie o tymczasowym powierzeniu uprawnień prezydenckich wiceprezydentce i ministrowi ropy Delcy Rodríguez. Jako uzasadnienie sąd podaje argument o "wymuszonym charakterze nieobecności prezydenta", choć według wenezuelskiej konstytucji nieobecność głowy państwa może być zakwalifikowana jedynie jako tymczasowa (na przykład w związku z podróżami) lub ostateczna - w przypadku śmierci, dymisji, odwołania decyzją Sądu Najwyższego, fizycznej lub psychicznej niezdolności potwierdzonej przez komisję lekarską i zatwierdzonej przez parlament, lub opuszczenia stanowiska.
W zależności od tego, który z tych wariantów zostanie ostatecznie uznany - tymczasowy czy ostateczny, określone zostaną dalsze kroki.
- Jeśli nieobecność Maduro zostanie uznana za ostateczną, w ciągu 30 dni muszą odbyć się wybory, a dopóki nowy prezydent nie zostanie wybrany i nie obejmie urzędu, obowiązki głowy państwa pełni wiceprezydent.
- Jeśli zaś zostanie uznane, że nieobecność ma charakter tymczasowy, wiceprezydent zastępuje prezydenta na okres do 90 dni z możliwością przedłużenia tego okresu o kolejne 90 dni decyzją parlamentu. Jeśli tymczasowa nieobecność przekroczy 90 dni, parlament większością głosów swoich członków decyduje, czy należy to uznać za nieobecność ostateczną.
Prawdopodobnie nieobecność Maduro zostanie uznana za tymczasową - dzięki temu rząd tymczasowy i administracja Trumpa będą miały więcej czasu na określenie dalszego scenariusza rozwoju wydarzeń.
DLACZEGO NIE OPOZYCJA? STOSUNEK TRUMPA I LOGIKA DZIAŁANIA
Podczas konferencji prasowej po operacji w Wenezueli, na pytanie dziennikarzy, dlaczego USA nie przekazują władzy opozycji, w szczególności noblistce Maríi Corinie Machado czy kandydatowi w wyborach prezydenckich 2024 roku Edmundo Gonzálezowi Urrutii, który według twierdzeń opozycji wygrał wybory z Maduro, Trump odrzucił taką alternatywę, stwierdzając: "Będzie jej (Machado) bardzo trudno zostać liderem. Nie ma ona wsparcia ani szacunku w kraju".
Niektóre zachodnie media takie podejście Trumpa do Machado wyjaśniają jej decyzją o przyjęciu Pokojowej Nagrody Nobla, o którą prezydent USA otwarcie zabiegał. Choć Machado później oświadczyła, że dedykuje nagrodę Trumpowi, sam fakt przyjęcia wyróżnienia był "najcięższym grzechem", co przesądziło o stosunku prezydenta USA do niej.
Istnieje jednak również całkiem racjonalne wyjaśnienie działań Trumpa. Prezydent USA i szef Departamentu Stanu Rubio od początku nie darzyli wenezuelskiej opozycji sympatią. Nie bez powodu uważali ją za nieskuteczną (impotentną) oraz produkt nieudanej inżynierii politycznej amerykańskich demokratów, co częściowo odpowiada rzeczywistości.
Trumpowi 2.0 ukazuje się widmo skompromitowanego "tymczasowego prezydenta" Wenezueli Juana Guaidó. Przypomnijmy, że to właśnie Trump 1.0 23 stycznia 2019 roku uznał Guaidó za "legitymowanego lidera" Wenezueli. Ale zamiast wzniecić powstanie i przejąć władzę w swoje ręce, lokalna opozycja pokłóciła się między sobą, wyszły na jaw fakty korupcji samego Guaidó, a administracja "tymczasowego prezydenta" została łatwo zdyskredytowana przez Maduro. Trump nie chciał więcej powtarzać takiego doświadczenia.
Być może właśnie dlatego na kilka tygodni przed uprowadzeniem Maduro amerykańskie służby specjalne pomogły Machado potajemnie opuścić Wenezuelę, rzekomo po to, by pojawiła się w Norwegii na ceremonii wręczenia Pokojowej Nagrody Nobla, a w rzeczywistości - po to (jak pisze Timothy Snyder), by usunąć rywalkę do władzy. Innymi słowy, Machado usunięto z kraju świadomie, planując już operację porwania Maduro.
DOGADYWANIE SIĘ TRUMPA Z ELITAMI POSTMADUROWYMI
Zatem od samego początku USA weszły w zmowę z częścią rządzącego reżimu. Po pierwsze, wskazuje na to uznanie Delcy Rodríguez za tymczasową przywódczynię Wenezueli. Nawet jeśli prawdą jest, że Rodríguez nie było w kraju w momencie operacji (pisano, że była w Moskwie) i nie można było jej zlikwidować ani porwać fizycznie, Trump mógł po prostu ją zignorować. Stało się jednak zupełnie inaczej. Rubio do niej dzwoni i rozmawia o transformacji władzy.
Po drugie, podczas operacji porwania Maduro w stronę helikopterów jednostki "Delta" nie oddano ani jednego strzału z systemów obrony przeciwlotniczej. Cały system został albo sabotowany, albo punktowo w porę zniszczony. Na ziemi istniały "zielone korytarze", wolne od przypadkowych blokad i zbłąkanych patroli "colectivos" wokół samej rezydencji Maduro. Faktycznie Maduro został wydany przez własne służby siłowe. Wydany w zamian za udział w postmadurowej architekturze zarządzania krajem.
Trump i jego zespół nie chcą wprowadzać demokracji ani zajmować się ręcznym sterowaniem w Wenezueli. Dobrze wiedzą, czym jest lokalny reżim i dlaczego jakikolwiek narzucony z zewnątrz lider byłby nieskuteczny bez zapewnienia kontroli na miejscu. Dlatego kontrolę zapewnią byli chaviści.
Sytuacja bardzo przypomina historię obalenia reżimu Trujillo w Republice Dominikańskiej w latach 60. XX wieku. Po zabójstwie dyktatora USA mogłyby natychmiast usunąć powiązanego z trujillizmem Joaquína Balaguera i narzucić innego prezydenta. Jednak tego nie zrobiły. Joaquín Balaguer pozostał formalną głową republiki, ponieważ uosabiał ciągłość instytucjonalną reżimu bez Trujillo, co pozwoliło zmniejszyć napięcie, uniknąć wojny domowej i zagwarantować, że aparat państwowy się nie rozpadnie. Liderem nastrojów opozycyjnych tamtego czasu nie był Balaguer, lecz Juan Bosch. Jednak Bosch doszedł do władzy później, w drodze wyborów w 1962 roku, gdy system był już minimalnie ustabilizowany. Chociaż niewiele mu to pomogło, gdyż już w drugiej połowie 1963 roku został usunięty przez tych samych Amerykanów z powodu zagrożenia "lewicowością".
Gdy upada reżim personalistyczny - czy to poprzez pojmanie jego lidera, jak stało się z Nicolásem Maduro, czy przez jego fizyczną eliminację, jak przydarzyło się Rafaelowi Leónidasowi Trujillo w 1961 roku - nieuchronnie pojawia się pytanie: dlaczego od razu nie narzuca się najpopularniejszego lidera opozycji? Odpowiedź tkwi nie w czynnikach moralnych czy ideologicznych, lecz w geopolityce i kontroli ryzyk.
W Wenezueli Stany Zjednoczone miały materialne możliwości, by zneutralizować Delcy Rodríguez lub nie uznać jakiejkolwiek ciągłości chavizmu i wymusić bezpośrednie przekazanie władzy opozycji. Jednak tego nie zrobiły. Przeciwnie, tolerowały (przynajmniej tymczasowo) fakt, że Delcy Rodríguez, postać organicznie związana z reżimem, znalazła się na czele aparatu państwowego. Nie oznacza to poparcia politycznego, lecz jest klasyczną decyzją strategiczną: zachować ciągłość administracyjną, kontrolę nad siłami zbrojnymi, łańcuch dowodzenia i minimalną stabilność na czas opracowywania okresu przejściowego.
ANATOMIA REŻIMU POSTMADUROWEGO I GRUPY WPŁYWU
Wielokrotnie przedstawiałem analizę reżimu (tutaj, tutaj, tutaj), który ukształtował się w Wenezueli za Nicolása Maduro. Był to symbiotyczny reżim służb siłowych i kartelu narkotykowego, który przenikał wszystkie struktury zarządzania i korzenie samego społeczeństwa. Reżim można było zmienić jedynie przekupując część elity i usuwając służby siłowe, nie dopuszczając do realnego oporu wojskowego. Opozycja nie jest do tego zdolna. Dlatego USA poszły na układ z częścią przedstawicieli reżimu. Nie oznacza to, że ta część opanowała dziś sytuację w kraju i zagwarantuje Trumpowi potrzebną mu transformację władzy w Wenezueli. Jest to jednak wystarczające dla zwiększonej zdolności negocjacyjnej Caracas.
Spróbujmy scharakteryzować główne grupy wpływu w Wenezueli:
1. Grupa Delcy Rodríguez (administracja cywilna). Sama Delcy Rodríguez to postać znacząca dla wenezuelskiej polityki. Jej ojcem był założyciel maoistowskiej Ligi Socjalistycznej Wenezueli, Jorge Antonio Rodríguez, który został porwany i zabity przez agentów służb specjalnych DISIP w 1976 roku. Ważne, że Liga Socjalistyczna stała się później częścią rządzącej partii chavistowskiej - Zjednoczonej Socjalistycznej Partii Wenezueli (PSUV). Ojciec Delcy stał się częścią mitologii politycznej reżimu chavistowskiego, wizerunkiem "prekursora" wenezuelskiego socjalizmu, ofiarą samowoli i represji marionetek jankesów.
Delcy Rodríguez piastowała stanowiska wiceprezydenta i ministra ropy. The Economist nazywa ją wykształconą ekonomicznie w porównaniu z większością członków reżimu. Wykształcona we Francji, pomogła przeprowadzić reformy rynkowe i nieformalną dolaryzację gospodarki w 2019 roku, co przyniosło Wenezueli pewną stabilność.
Jej rodzony brat, Jorge Jesús Rodríguez Gómez, stoi na czele parlamentu kraju - Zgromadzenia Narodowego Wenezueli. Choć jego przewodnictwo ma wątpliwą legitymację, kwestionuje je Dinorah Figuera, którą w 2023 roku opozycja wybrała na następczynię Juana Guaidó i która przebywa w Hiszpanii na emigracji politycznej.
Jorge Rodríguez to postać dość kontrowersyjna. Zdążył być wiceprezydentem Wenezueli, ministrem informacji i propagandy oraz przez niemal dekadę burmistrzem Caracas. Hiszpański El País nazywał go nawet prawdopodobnym następcą samego Maduro, gdyby ten zrezygnował z kolejnej kadencji. Najprawdopodobniej tak jest, ponieważ inne ośrodki siły nie mogły, z różnych powodów, pretendować do najwyższego stanowiska.
Wokół duetu Rodríguezów i ich krewnych (to cały klan) uformowała się nowa elita ekonomiczna, która wzbogaciła się na operacjach importowo-eksportowych i szarej strefie obłożonego sankcjami handlu zagranicznego. Wśród ich partnerów biznesowych wymienia się braci Abu Nassif, którzy posiadają sieć firm budowlanych, nieruchomości, kontrolują import żywności itp. Kolejną postacią jest Majed Khalil Majzoub, beneficjent kontraktów na import energii elektrycznej i żywności. Nie powinny dziwić nazwiska, gdyż to właśnie Libańczycy byli niemal monopolistami za czasów Maduro w sferze aktywności zagraniczno-ekonomicznej.
Również wokół Rodríguezów zjednoczyli się przedstawiciele administracji cywilnej reżimu (część gubernatorów, średnich urzędników, liderów partyjnych, prorządowego zależnego biznesu), którzy starają się przetrwać i nie podpaść pod lustrację oraz ściganie karne w przypadku zwycięstwa opozycji. To właśnie ta grupa jest najbardziej zdolna do negocjacji i może z łatwością wymienić swoją władzę administracyjno-partyjną na pieniądze i aktywa.
2. Wojskowi (lub grupa Vladimira Padrino Lópeza). Padrino to minister obrony Wenezueli. Kontroluje on siły zbrojne kraju. Dowódcą Dowództwa Operacyjno-Strategicznego Boliwarińskich Narodowych Sił Zbrojnych (CEOFANB) jest generał Domingo Hernández Larez.
Ogólnie armia zachowuje względną lojalność wobec reżimu. W swoim czasie Hugo Chávez i Nicolás Maduro dołożyli wielu starań, by armia broniła reżimu. Większość wyższych oficerów armii objęta jest osobistymi sankcjami USA. Mają wiele do stracenia. Ich bezpieczeństwo i dobrobyt zależą bezpośrednio od reżimu.
Główny zrąb kadry oficerskiej i sierżanckiej Boliwarińskich Narodowych Sił Zbrojnych (Fuerza Armada Nacional Bolivariana - F.A.N.B) oraz Boliwarińskiej Milicji Narodowej (Milicia Nacional Bolivariana) przeszedł wychowanie ideologiczne w Boliwarińskim Uniwersytecie Wojskowym Wenezueli (UMBV). Na czele tej uczelni stoi znany ideolog socjalizmu chavistowskiego, generał Félix Guzmán (Félix Ramón Osorio Guzmán). W istocie jest to szkoła wojskowo-polityczna, gdzie odbywa się ideologiczna obróbka kadetów w duchu wierności boliwarińskiej rewolucji i testamentowi Cháveza. Według relacji insiderów, w ciągu ostatniej dekady UMBV wyszkolił około 2/3 kadry dowódczej organów siłowych Wenezueli.
Należy również zauważyć znaczącą rolę kubańskich specjalistów wojskowych, którzy sprawują dowództwo operacyjne nad zdolnymi do walki jednostkami sił zbrojnych Wenezueli. Samego ministra obrony Wenezueli Padrino opozycja nazywa nie inaczej niż "generałem brygady kubańskich wojsk okupacyjnych".
Wojskowi deklarują wierność reżimowi i gotowość do walki o ideały boliwarińskiej rewolucji, jednak ich zachowanie podczas porwania Maduro świadczy o czymś przeciwnym. Ogłoszenie mobilizacji i rozwinięcie wojsk służy bardziej jako rytualna przykrywka i pozycja przetargowa niż gotowość do odparcia drugiej fali operacji specjalnej Trumpa, jeśli do tego dojdzie.
3. Kartel "los Soles" (hiszp. Cártel de los Soles) / grupa Diosdado Cabello. Właściwe tłumaczenie to "kartel słońc" (w liczbie mnogiej), ponieważ słońce widnieje na dystynkcjach wyższych oficerów wenezuelskiej armii. Jest to sieć przestępcza, która powstała na początku lat 90. w ramach Boliwarińskich Narodowych Sił Zbrojnych Wenezueli, składająca się z wysokich rangą wojskowych i polityków zaangażowanych w międzynarodowy handel narkotykami, przemyt paliwa, kontrolę nad nielegalnym górnictwem w Wenezueli oraz przemyt złota, kamieni szlachetnych i innych kopalin. W Wenezueli mówi się po prostu, że "to biznes Słońca/słońc".
W marcu 2020 roku Departament Sprawiedliwości USA opublikował oficjalne oświadczenie, w którym jako liderów "kartelu Słońc" wskazano Nicolása Maduro i Diosdado Cabello, oferując nagrodę do 50 milionów dolarów (najwyższą w historii programu nagród za informacje o handlarzach narkotyków) za informacje przyczyniające się do ich aresztowania (Ciekawe, kto zarobił te pieniądze?). Rządy Argentyny, Ekwadoru, USA, Paragwaju, Peru i Republiki Dominikańskiej uznały "kartel Słońc" za organizację terrorystyczną.
Mimo zaprzeczeń i sceptycyzmu niektórych ekspertów, kartel naprawdę istnieje i funkcjonuje jako ugrupowanie przestępcze z ekosystemem gangów ulicznych ("colectivos"), swoimi ludźmi w strukturach siłowych, siłach zbrojnych, sądach, polityce i sieci fikcyjnych firm. Mimo że "los Soles" jest symbiontem administracji, armii i bloku siłowego, przenikając je na poziomie komórkowym, wciąż nie kontroluje wszystkiego. Pozostają klastry, w których dominują inne grupy wpływu.
Dziennikarz Héctor Landaeta, który badał kartel, pisze, że zjawisko to zaczęło się, gdy handlarze narkotyków zaczęli sprowadzać kokainę do Wenezueli przy użyciu skorumpowanych jednostek wojskowych stacjonujących w strefie przygranicznej z Kolumbią. Rebelianci FARC-EP wykorzystywali terytorium Wenezueli jako trampolinę do wysyłania narkotyków do Europy i USA, a z czasem stali się częścią "los Soles". Później Chávez i Maduro postawili handel narkotykami na szeroką skalę i zaangażowali w jego ochronę organizacje państwowe i struktury siłowe. Stało się to częścią zysków do równoległego budżetu, który dzielą między sobą uczestnicy kartelu, od generałów po szeregowych. Szacuje się, że rocznie przez Wenezuelę przechodzi ponad 200 ton kokainy, co stanowi około 40% światowego spożycia.
Wśród liderów kartelu amerykańskie służby specjalne wymieniają Diosdado Cabello. Jest on towarzyszem broni Hugo Cháveza z pierwszej nieudanej próby zamachu stanu i zapewniał całą "brudną robotę" zarówno dla Cháveza, jak i dla Maduro.
Do 2020 roku Cabello dzielił władzę w kartelu z Clíverem Alcalá Cordonesem, który został później zatrzymany przez amerykańskie służby antynarkotykowe. Niektórzy twierdzili, że Alcalá był bardziej wpływowy niż Maduro i Cabello razem wzięci. Było to wynikiem połączenia jego segmentu handlu narkotykami z kartelem Guajira. Ożenił się z Martą González, siostrzenicą Hermágorasa Gonzáleza, lidera kartelu La Guajira. Maduro i Diosdado wyeliminowali Alcalá, ponieważ stał się zagrożeniem dla ich władzy i dominacji kartelu jako całości. W 2020 roku Alcalá skontaktował się z opozycją, podjął próbę buntu i poparł Guaidó, przegrał i poddał się Amerykanom. Właściwie złagodziło mu to karę w USA.
Od 2020 roku Diosdado Cabello jest jedynym liderem kartelu "los Soles". Obecnie oficjalnie jest ministrem spraw wewnętrznych, sprawiedliwości i pokoju oraz sekretarzem generalnym Zjednoczonej Socjalistycznej Partii Wenezueli (PSUV). Pod oficjalną kontrolą Cabello znajdują się Boliwarińska Gwardia Narodowa (GNB), Korpus Śledczy Naukowy, Karny i Kryminalny (CICPC) oraz Boliwarińska Narodowa Służba Wywiadowcza (SEBIN). Siły te zostały oskarżone o liczne naruszenia praw człowieka, w tym egzekucje pozasądowe, wymuszone zaginięcia, tortury, arbitralne zatrzymania i korupcję. Cabello nazywany jest "cieniowym prezydentem" Wenezueli, który umownie kontroluje kartel, bezpieczeństwo wewnętrzne, milicję i "colectivos". W 2017 roku został również oskarżony o przygotowywanie zamachu na senatora Rubio, który domagał się wówczas nowych sankcji wobec Maduro i radykalnych działań wobec kartelu.
Uważa się, że najbardziej na zmianie reżimu w Wenezueli ucierpi właśnie grupa zorientowana na Cabello. Kartel musi albo zalegalizować się w ten czy inny sposób, albo zostanie rozerwany przez uczestników układu z Trumpem. Miejsca dla Diosdado w nowej architekturze władzy nie przewidziano. W ogólnym rozrachunku kartel jest głównym problemem dla Trumpa. Choć ten ostatni stara się zrzucić ten problem na Rodríguezów i spółkę. "Rozwiążcie to po rodzinnemu, własnymi rękami. Masakra jest mile widziana".
- Trzecia strona. Opozycja i konkurencyjne kartele (Tren de Aragua). Opozycja może liczyć co najwyżej na przeprowadzenie częściowo demokratycznych wyborów po pewnym czasie, w których ta sama Machado (lub inny kandydat konsensusu) może wygrać. Ostatecznie, po jednym lub dwóch cyklach wyborczych, opozycja pozbędzie się dziedzictwa Maduro i będzie mogła istotnie oczyścić państwo. Ale nie tym razem.
Moje źródła twierdzą, że Delcy Rodríguez rozpoczęła już dialog z opozycją o powołaniu gabinetu jedności narodowej i wycofaniu oskarżeń karnych. Jako wzajemny gest dobrej woli żąda od opozycji rezygnacji z konstrukcji postguaidowskich (równoległych instytucji władzy, na których legitymację kładzie nacisk opozycja).
Istnieje jeszcze jedna siła, od której zachowania nieco zależy przyszłość - to czysto gangsterski kartel "Tren de Aragua" (hiszp. Tren de Aragua, TdA), którym kieruje Héctor Rusthenford Guerrero Flores, znany pod pseudonimem "Niño Guerrero". Uważa się, że w jego skład wchodzi ponad 5000 członków. Działają oni nie tylko w Wenezueli, ale także w USA, Chile, Peru i Kolumbii. Przez długi czas kartel ten kontrolował więzienie Tocorón, które służyło mu za kwaterę główną. Kartel posiada sieć bojowników ulicznych, którzy wielokrotnie brali udział w starciach, raz po stronie opozycji, innym razem walcząc przeciwko opozycji wspólnie z "colectivos". "Tren de Aragua" są zdolni do rozpętania ulicznego terroru w Caracas i sprawienia, że przeciętny mieszkaniec zacznie z nostalgią wspominać porządek za czasów Maduro. Obecnie o nich nie słychać, ale nie należy o nich zapominać, gdyż odejście "los Soles" z ulic stworzy możliwości dla "Tren de Aragua" i innych.
GRACZE ZEWNĘTRZNI
- Rosja. Straty i bezradność. Według szacunków agencji Reuters, od 2006 roku Rosja udzieliła Wenezueli pożyczek na kwotę 17 mld dolarów (w tym 6 mld dolarów w formie zaliczek, które zapłacił "Rosnieft" za dostawy wenezuelskiej ropy). W swoim czasie "Rosnieft" podpisał kontrakt na 20 mld dolarów z kierownictwem wenezuelskiego monopolisty PDVSA na wspólną wydobycie surowca. W 2017 roku Maduro porozumiał się z Putinem w sprawie rosyjskich inwestycji o wartości ponad 5 mld dolarów we wspólne projekty naftowe oraz 1 mld dolarów - w przemysł wydobywczy. Według stanu na koniec marca 2019 roku, wenezuelska państwowa firma naftowa PDVSA była winna "Rosnieftowi" 2,3 miliarda dolarów z tytułu przedpłat za dostawy ropy. Kolejne około 3 miliardy dolarów przypada na udzielony Wenezueli rosyjski kredyt państwowy. Do dziś Moskwa kontrolowała 13% całego biznesu energetycznego Wenezueli. Caracas jest największym nabywcą rosyjskiej broni w Ameryce Łacińskiej. I oto to wszystko Rosja straci. Rosjanie będą musieli pogodzić się z porażką w Wenezueli, a ich aktywa zostaną w większości sprywatyzowane przez USA i ChRL.
Putin nie ma czym grać i nie ma nic do przeciwstawienia USA w Wenezueli. Wieszanie rosyjskich flag na tankowcach przewożących objętą sankcjami wenezuelską ropę? Na którym statku ta "ochrona flagowa" zderzy się z amerykańskim niszczycielem? Nawet kraje bałtyckie już zatrzymują rosyjskie statki.
Według informacji ukraińskiego HUR (wywiadu), w Wenezueli przebywa rosyjski kontyngent liczący ponad 120 wojskowych. Kieruje nimi generał pułkownik Oleg Makarewicz - dowódca tak zwanej grupy operacyjnej "Ekwador" Ministerstwa Obrony FR. Pełnią oni rolę doradców wojskowych i instruktorów. To szkolenie piechoty, jednostek specjalnych, operatorów BSP, a także praca z wywiadem i łącznością. Odpowiadali oni również za obronę przeciwlotniczą i mieli pełnić dyżur w dniu porwania Maduro, ale nie oddano ani jednego strzału OPL. I to nie jest "układ" Putina z Trumpem. Rosjanie nie mieli możliwości strzelać, zostali po prostu sabotowani przez miejscowych. Ich osławione GRU przespało amerykańską operację specjalną i nawet nie ostrzegło Maduro ani kubańskich przyjaciół. Ostrzegli Chińczycy i rzekomo, według pewnych informacji, proponowali wariant honorowego wygnania, ale Maduro nie uwierzył. Teraz występuje w sądzie w Nowym Jorku.
- Chiny. Odwrót i rekompensata. Dla Caracas Pekin to drugi importer po Indiach i główny eksporter po USA. Wenezuela utrzymuje dodatni bilans handlowy z Chinami, eksport przewyższa import trzykrotnie. Jednak dla Chin Wenezuela nie jest kluczowym partnerem handlowym w regionie. Udział Wenezueli w obrotach handlowych ChRL z Ameryką Łacińską wynosi zaledwie 2%. W 2016 roku między Caracas a Pekinem przebiegł "czarny kot". Maduro banalnie oszukał swojego patrona, zaczynając flirtować z Delhi, Moskwą i Waszyngtonem. Przedsiębiorstwa i projekty infrastrukturalne, w które zainwestowali Chińczycy "zawisły", skorumpowana biurokracja zjadła wszystkie pieniądze. Pekin zaczął wystawiać rachunki, a Wenezuela odmawiała zapłaty. I od 2016 roku Chiny przestały kredytować Wenezuelę. Xi postawił Maduro "na pauzę". Dopiero w maju 2023 roku Pekin wznowił dialog na wysokim szczeblu.
Chińska narodowa korporacja naftowa China National Petroleum Corp. na początku kwietnia 2023 r. zwiększyła wydobycie w swoim wspólnym z Wenezuelą przedsiębiorstwie Sinovensa niemal dwukrotnie - do 90 tysięcy baryłek dziennie. Wydobycie wciąż jest o około 40% niższe od historycznego poziomu 160 tysięcy baryłek dziennie z 2015 roku.
Jednak przez ostatnie pół roku Pekin nie spieszył się z inwestowaniem pieniędzy w Wenezueli, rozumiejąc ryzyko inwazji Amerykanów.
W ubiegłym roku wenezuelska ropa stanowiła około 4% importu ChRL, jednak jej ciężki, wysokosiarkowy surowiec ma krytyczne znaczenie dla produkcji bitumu, używanego w budownictwie i infrastrukturze drogowej. Właśnie dlatego cieszy się on popytem wśród niezależnych chińskich rafinerii - tak zwanych "czajniczków", przede wszystkim ze względu na znaczne zniżki.
Mimo że Wenezuela posiada największe na świecie udowodnione zasoby ropy, obecnie zapewnia mniej niż 1% globalnej podaży. Choć Sinopec i China National Petroleum Corporation mają historyczne roszczenia do eksploatacji wenezuelskich złóż, według szacunków Morgan Stanley, deklaracja Trumpa o odbudowie sektora naftowego przez amerykańskie firmy stawia pod znakiem zapytania przyszłą rolę chińskich firm. Jednak swoją część ropy w Wenezueli Chiny mimo wszystko otrzymają, w przeciwieństwie do Rosji i Iranu.
W celu ochrony swoich pozycji Chiny już aktywowały swoich klientów w klasie politycznej Wenezueli. Moje źródła mówią, że Chińczycy operacyjnie starają się sformować coś w rodzaju partii prochińskiej, która będzie targować się z Trumpem o swoje zachowanie u władzy. Pod chińskimi gwarancjami, oczywiście.
- Kubańczycy i sąsiedzi. Kto następny? Kuba przyznała, że jej wojskowi bronili Maduro i zginęli podczas amerykańskiego ataku (ponieważ swoim służbom nie ufał), a prezydent Miguel Díaz-Canel Bermúdez oświadczył, że kubańska armia jest gotowa walczyć za Wenezuelę. Hawana była nie tylko współuczestnikiem, ale niemal głównym beneficjentem chavistowskiego reżimu Maduro. Kubańczycy wysyłali nauczycieli i lekarzy dla ambitnych planów socjalnych Cháveza, później czyścili armię i blok siłowy z nielojalnych wobec reżimu, byli komisarzami i kontrwywiadem Maduro. Za to Kuba otrzymywała tanią / darmową ropę. W warunkach totalnego deficytu energetycznego stało się to podstawą przetrwania kubańskiej gospodarki.
Oczywiście Kubańczycy mogliby wysłać do Wenezueli kilka dziesiątek tysięcy ochotników, ale Hawana nie jest pewna, czy sami nie staną się kolejnym celem amerykańskiej interwencji. Kuba jest symbolem historycznej porażki USA w basenie Morza Karaibskiego. Trump nie odmówiłby sobie rewanżu. Pytanie tylko w tym, że Kuba nie ma ropy ani metali ziem rzadkich. Stamtąd nie płyną już dziesiątki tysięcy migrantów i nie ma nadmiernych zagrożeń. A gdy Díaz-Canelowi przykręca się ogon, wykazuje on cuda zdolności negocjacyjnej z Waszyngtonem.
Sąsiedzi Wenezueli na kontynencie, mimo lewicowych rządów, sami nie są zachwyceni reżimem Maduro. 8 mln migrantów osiadło właśnie w Meksyku, Chile, Kolumbii i Brazylii. Żaden z tych krajów nie życzy sobie nowej fali. Rządy tych państw z oburzeniem zareagowały na amerykański atak i potępiły naruszenie suwerenności. Ale żaden z nich prawdopodobnie nie poprze jakiegokolwiek oporu przeciwko USA. Zamiast tego wolą "pilnować własnego tyłka", jak rekomendował Trump prezydentowi Kolumbii Gustavo Petro.
WNIOSKI
1. U podstaw przekazania władzy leży pragmatyczny układ, a nie legitymacja demokratyczna. Postmadurowa transformacja w Wenezueli została zainicjowana nie w celu zaprowadzenia demokracji czy przekazania władzy opozycji, lecz w wyniku strategicznego porozumienia między administracją USA a częścią byłej elity rządzącej. Wykorzystanie postaci Delcy Rodríguez jako tymczasowej przywódczyni, kazuistyka prawna Sądu Najwyższego oraz usunięcie popularnej liderki opozycji Maríi Coriny Machado świadczą o tym, że głównym priorytetem Waszyngtonu jest kontrolowana stabilność. USA wybrały klasyczną strategię zachowania ciągłości administracyjnej poprzez byłych chavistów, co pozwala uniknąć chaosu i zapewnić przewidywalność, nawet za cenę tymczasowego kompromisu z przedstawicielami starego reżimu.
2. Główną intrygą wewnętrzną stanie się los udziału we władzy oraz "biznesu" "kartelu Słońc", co określi długoterminową stabilność. Największym zagrożeniem dla jakiegokolwiek nowego ładu pozostaje potężna przestępcza symbioza służb siłowych, polityków i handlarzy narkotyków pod wodzą Diosdado Cabello. To właśnie ta struktura, a nie formalna opozycja polityczna, jest głównym rywalem USA i tych elit, które idą na układ. Likwidacja lub neutralizacja kartelu, czy to poprzez wewnętrzną rzeź, czy przez zewnętrzną presję, będzie najtrudniejszym i najkrwawszym etapem transformacji. Od sukcesu tej walki będzie zależało, czy Wenezuela stanie się funkcjonującym państwem, czy pozostanie "narkopaństwem" pod nowym kierownictwem. Trump zaakceptuje również przekazanie handlu narkotykami pod amerykańską kontrolę.
3. Konsekwencje geopolityczne oznaczają porażkę Rosji, ostrożny odwrót Chin oraz nową rzeczywistość dla regionu. Kryzys wenezuelski demonstruje radykalne przeformatowanie wpływów w Ameryce Łacińskiej. Rosja, która zainwestowała miliardy i miała znaczące pozycje, poniosła całkowitą i bezsilną porażkę, prawdopodobnie tracąc inwestycje, obecność wojskową oraz wpływy polityczne. Chiny, które zawczasu zmniejszyły zaangażowanie, będą starały się dyplomatycznie ratować swoje interesy ekonomiczne, ale ich rola zostanie istotnie ograniczona przez dominację USA. Sąsiednie kraje, mimo retorycznych protestów, de facto zaakceptują nową rzeczywistość, ponieważ usunięcie Maduro zdejmuje presję kryzysu migracyjnego. W ten sposób operacja ugruntowała pozycję Waszyngtonu jako bezspornego arbitra bezpieczeństwa regionalnego na półkuli zachodniej.
