Kreml od sierpnia „bierze pod kontrolę" Pokrowsk i Kupiańsk dwa razy w tygodniu nie od dobrego życia.
Z każdym dniem coraz ostrzej staje pytanie – po co to wszystko? Dlaczego to wszystko? Pilnie potrzebne są jakieś zwycięstwa.
Ostrość związana jest z nałożeniem się dwóch tendencji, które coraz trudniej ignorować.
1. Pierwsza tendencja – taktyczna.
Popularność wojny wśród rosyjskiego narodu jest uwarunkowana, między innymi, dość prozaicznymi powodami.
Obliczenia różnych ekonomistów pokazują, że pod koniec 2022 roku rozpoczął się wzrost realnych dochodów drogich Rosjan, który trwał w latach 2023-2024 i w pierwszej połowie 2025 roku.
U kogoś zupa rzadka, u kogoś – perły drobne. Ale tak czy inaczej, wzrostem dochodów objęte było 65-75% ludności.
Bezpośrednio – przez różne indeksacje, podwyżki, wypłaty. I pośrednio – przez wyścig płac w sektorach ekonomii związanych z wojną, który podbijał wydatki na personel wszędzie. Czyli co najmniej 2/3 materialnie skorzystało na wojnie.
Naturalnie byli też poszkodowani. Ale po pierwsze, jest ich arytmetycznie mniej. Po drugie, wśród nich wielu relokantów, zagranicznych agentów i innych niestabilnych elementów, których i tak się nie zadowoli. Można zaniedbać.
Wygrała klasa robotniczo-wojująca, biurokraci, w różnych proporcjach – grupy pracowników budżetowych, potem dociągnięto do nich emeryci. Czyli wsparcie społeczne reżimu było nakarmione.
Plus zalane pieniędzmi Moskwa i Petersburg, gdzie historycznie najbardziej rozpieszczona i niewdzięczna wobec władzy ludność.
Ale w drugiej połowie 2025 roku to święto zaczęło się stopniowo zwijać. Moskwa odczuje tę tendencję w ostatniej kolejności, a zwykli obywatele na peryferiach poczują w pełni już od 1 stycznia.
Do wzrostu cen i podatków doda się wzrost taryf komunalnych i różnych danin. Przy czym niektóre rodzaje okradania szerokich mas otwarcie budowane są na korzyść tych, których nie można urazić. Bo straszne.
Tak, wiele szumu narobił artykuł w „Kommiersancie", z którego wynika, że wzrost taryf na energię elektryczną może być związany z koniecznością pokrycia długów dostawców energii Północnego Kaukazu. Gdzie połowę energii po prostu kradnie się na farmy do wydobywania kryptowalut i inne cele.
Na 6 regionów Północnego Kaukazu przypada 90% długów hurtowych w systemie (63,8 mld rubli lub ponad 800 mln USD). Więc, żeby je zamknąć, zrzucą się z taryf sumienni konsumenci w całej Federacji Rosyjskiej.
Taka interpretacja natychmiast się rozeszła. Pomimo usprawiedliwień władzy, osad już jest. I takich przykładów – coraz więcej.
W sumie podgrzewają zapotrzebowanie, że czas jakoś kończyć. Jeszcze nie jest wystarczająco ujawniony, akumulacja efektu będzie mniej więcej w marcu.
2. Druga tendencja – strategiczna. Jest związana z perspektywami Rosji na pokolenia do przodu. Tylko wcześniej mówiono o tym abstrakcyjnie, a teraz coraz więcej konkretów. Bo posypały się odmowy konkretnych projektów.
Jak wizualizował się model pięknej Rosji przyszłości?
Z jednej strony zakładano, że Federacja Rosyjska będzie wykopywać z ziemi różne cenne rzeczy i sprzedawać je na premium rynku europejskim, a także do Chin, gdzie ceny są niższe, ale przepływ pieniędzy i tak idzie.
Jakąś część tych środków nieuchronnie inwestowano by w coś pożytecznego i pięknego. Typu stacja w Antarktydzie albo balet.
Z drugiej strony Chiny produkowałyby z rosyjskiego i innego surowca różne wyroby, żeby sprzedawać je na tym samym rynku europejskim. Do czego buduje się dwie trasy: „Pas i Szlak" (lądowo-kombinowany) i „Północna Droga Morska". Obie – ściśle powiązane z rosyjską logistyką.
W tym kontekście totalna klęska piernikowego kontynentu europejskiego, gdzie jest dużo pieniędzy, jest sprzeczna z interesami zarówno Chin, jak i Rosji. A zastraszanie Europy dla wyciśnięcia korzystniejszych warunków handlu – całkowicie odpowiada.
Jeśli bardzo prosto schematyzować, to istota momentu w tym, w czyim interesie Rosja straszy Europę?
Rosjanie są przekonani, że starają się dla siebie. Faktycznie działają jako chińskie proxy.
Trump też z przyjemnością korzysta z tej opcji (już teraz – w części uzbrojenia, a chciałby jeszcze obgryźć euro i napełnić UE amerykańskimi towarami).
Jeśli odrzucić wszelkie „wartości", to wygląda, że Moskwa, Pekin i Waszyngton mają jakieś zbieżności.
W wymienionych stolicach jest zrozumienie, że w zachodniej i północnej części kontynentu skupione są pieniądze. A w centralnej i południowo-wschodniej – skupione są pyszne i wyniosłe nie według dochodów narody.
Dlatego nie ma w ogóle żadnych sentymentów co do tego, żeby nieco je pogromić. I popchnąć bogatych Pinokiów do wyłożenia pieniędzy.
Towarzysz Orban dawno temu uświadomił sobie ten schemat i próbuje przejąć niszę szakala Tabaki, żeby sprzedać ją któremukolwiek z trzech użytkowników. Żeby zaczęli gromić Bałtyk-Polskę i Bałkany-Bułgarię-Rumunię, a on by jeszcze monetyzował.
Ale tu nagle nie poddała się Ukraina...
3. Gdyby stał się „Kijów w trzy dni", to skompensowałoby to koszty Rosji i dało możliwość przygotowania się do strategicznego przełomu – opanowania Arktyki. Bo w związku ze zmianami klimatu wartość obecnie zimnych regionów stopniowo będzie rosła. Tam będzie globalna bitwa.
Jednak północ Federacji Rosyjskiej w danym momencie – to pustynia w sensie infrastrukturalnym. Żeby zmonetyzować dobre warunki startowe, potrzebne są kolosalne inwestycje (pieniądze) i czas.
W ostatnich latach Rosja nieco podciągnęła jeden element w Arktyce – lotnictwo. Odświeżyła lotniska, stworzyła punkty oparcia. Na agendzie był szeroko zakrojony program rozwoju infrastruktury lądowej, który zawiera, umownie „kolonialny" i „suwerenny" komponenty.
Kolonialna część związana jest z budową logistyki w interesach Chin wzdłuż „Północnej Drogi Morskiej". Do tego potrzebna jest pewna liczba portów i baz wsparcia, żeby chińskie statki, poruszając się do Europy, czuły się pewnie.
Ale dla samej Rosji ten komponent przynosi minimalne korzyści. Moskwa występuje jako sprzedawca pestek i czebureków pasażerom statków wycieczkowych.
Znacznie bardziej korzystna część – „suwerenna". Polega ona na budowie logistyki lądem do przyszłych portów północnych z Syberii, z Dalekiego Wschodu i z Uralu. Żeby pokonać „wąskie gardła" korytarzy na zachód i wschód, wielokrotnie zwiększając eksport tego samego surowca.
I oto tutaj najciekawsze.
4. Pamiętacie, towarzysz Dmitriew proponował Amerykanom zbudować tunel z Czukotki na Alaskę? Ten projekt wyszydzono (słusznie), ale nie powstał on z niczego.
Z jednej strony Trump, jako deweloper i odpowiedzialny dziadek 11 wnuków, jest zatroskany tym, gdzie jego rodzina będzie się żywić przez pokolenie. Dlatego długoterminowe projekty są dla niego interesujące, można go na tym łapać.
Z drugiej strony już od 20 lat w Rosji na niskim starcie znajdują się porównywalne projekty, które Putin, jako nieodpowiedzialny dziadek, spuścił w toalecie z powodu swoich wojennych awantur.
Tak więc, żeby nasycić „Północną Drogę Morską" nie chińskimi, a rosyjskimi ładunkami, zakładano realizację dwóch projektów budowy linii kolejowych.
Pierwszy projekt – „Północne Przejście Szerokościowe". Jego istota – połączyć odnogą kolejową (707 km) przez terytorium Jamalsko-Nienieckiego Okręgu Autonomicznego tory dwóch filii Rosyjskich Kolei – Północnej Kolei i Kolei Swierdłowskiej – od stacji Obskaja do stacji Korotczajewa. Plus rozwinąć towarzyszącą infrastrukturę.
Jednym z elementów tego projektu miał być most przez rzekę Ob w Salechardzie. Bo w danym momencie to miasto znajduje się faktycznie na wyspie, nie ma z nim stabilnego całorocznego połączenia.
Początkowo Północne Przejście Szerokościowe oceniano na 236 mld rubli. Nawet z uwzględnieniem podrożenia trzykrotnie – to tylko 700 mld rubli. Jeszcze w 2021 roku chcieli wykorzystać na ten projekt pieniądze Funduszu Dobrobytu Narodowego, ale priorytetem uczynili rozwój dróg do Oceanu Spokojnego.
A potem nadszedł luty 2022 roku. W 2025 roku Putin oficjalnie przełożył termin zakończenia projektu na 2029 rok. Potem jeszcze trochę „przesunięto w prawo" – na lata 2027-2031, ale już teraz jasne, że pieniędzy nie ma i nie będzie...
W istocie rosyjski wódz wymienił na drobne kolej żelazną i most przez Ob, rozdał monety najemnikom, których radośnie pochował. Północna logistyka jest dosłownie rozproszona po cmentarzach Rosji.
Biorąc pod uwagę stan Funduszu Dobrobytu Narodowego, problemy Gazpromu i Rosyjskich Kolei (mieli zostać współinwestorami), inne trudności, „Północne Przejście Szerokościowe" rozpłynęło się we mgle.
Drugi projekt – cyklopiczny, imperialnej skali: Północnosyberyjska Kolej Żelazna. Która miała się składać z dwóch „promieni". Pierwszy promień miał połączyć Niżniewartowsk (Jugra) z Ust-Ilimsk (obwód irkucki). A drugi – przez Ałtaj Górski dosięgnąć chińskiego Urumczi.
Koszt projektu na oko oceniono na 50 bln rubli. Miał częściowo odciążyć Transyb, BAM i w ogóle całą logistykę do portów Oceanu Spokojnego, zapewniając przepływ ładunków do Północnej Drogi Morskiej. Teraz budowy tej kolei „nie uznają za celową".
A bez tych dwóch linii kolejowych Rosja po prostu nie ma czego wozić w Arktyce przez najbliższe 20 lat...
Tym samym z powodu ataku na Ukrainę Putin de facto pochował całą składową „Północnej Drogi Morskiej", która miała zapewnić Rosji główną marżę.
Co więcej. Biorąc pod uwagę, że morski ruch z Chin przez Cieśninę Beringa jest możliwy tylko z błogosławieństwem USA (nieznane drony już pokazały, jak nieoficjalnie wpływać na toksyczne przewozy), Putin skazał Północną Drogę Morską na całkowitą zależność od woli Ameryki i Chin.
I to wszystko – dla Pokrowsk City! Teraz rozumiecie, jakie to cenne miasto?
5. Żeby choć jakoś „zwrócić" fantastyczne „zwycięstwo", Kreml potrzebuje nie tylko kolosalnych inwestycji zewnętrznych, ale i powrotu na rynek Europy.
Jak z tym sprawy?
UE właśnie wczoraj podjęła decyzję do 2028 roku zrezygnować z rosyjskiego gazu. Ta decyzja jest sprzeczna z ekonomiczną, ale całkowicie mieści się w logice wojskowej: jeśli od 2029 roku ma być pełna gotowość do wojny z Federacją Rosyjską, to do momentu rozpoczęcia Europa nie powinna być energetycznie zależna od potencjalnego przeciwnika.
Również wczoraj poszły wiadomości o przygotowaniu do przemysłowego opracowania złóż węglowodorów u wybrzeży Namibii. Dostawy ropy na rynek oczekiwane są od 2030 roku. A jeszcze w zasadzce siedzi Wenezuela. A jeszcze zwiększa wydobycie Kazachstan, od czego Federacji Rosyjskiej drgnie oczko. Izrael coś znalazł. Turcja coś znalazła. Patrzysz – przez Syrię coś zbudują...
Podsumowanie. Jeśli spojrzeć na 5+ lat w przyszłość, uparcie Putina doprowadziło do tego, że Rosja po prostu nie będzie mogła skonwertować swoich przewag. I znajdzie się w maksymalnie konkurencyjnym środowisku na rynku węglowodorów.
Za to Kreml ma teraz ruiny Popasna City i Bachmut City...
Putin ukradł perspektywę co najmniej jednemu pokoleniu Rosjan. Z pewnością będzie próbował dalej odwracać uwagę obywateli Federacji Rosyjskiej urojonymi i realnymi sukcesami na froncie, jednak nie są one nawet blisko porównywalne z tym, co już stracono.
Drodzy Rosjanie, którzy mają coraz mniej pieniędzy w kieszeniach, a nocami jest coraz głośniej, zaczęli się rozglądać.
Niemałą część rosyjskiej klasy rządzącej martwi utrata perspektyw i sprowadzenie do roli chińsko-amerykańskiej obsługi. Chcieliby kawałek ciasta większy i stół przyzwoitszy. Ale na razie boją się...
I nie dotykałem kwestii bezpieczeństwa po obwodzie Federacji Rosyjskiej: Bałtyk, Mołdawia, Kaukaz Południowy, Azja Centralna.
Tylko szyny i podkłady...
Obiektywnie – Rosja musi przestać kolekcjonować zakrwawione ruiny, jak najszybciej wyskakiwać z wojny, płacić Ukrainie odszkodowania, sądzić zbrodniarzy i pełnowartościowo wracać do światowej ekonomii. Każdy miesiąc się liczy.
A przeczy temu pozycja Chin...
