Rosja planowała przeprowadzić zmasowane uderzenie na Kijów i obwód kijowski z użyciem około 800 jednostek różnego typu uzbrojenia, jednak rezultat okazał się znacznie skromniejszy od oczekiwań.
Poinformował o tym ekspert ds. energetyki Wiktor Kurczew na antenie programu Jurija Romanenki.
Według jego słów, decyzja o zmasowanym ataku na stolicę zapadła po nieudanym użyciu rakiety „Oriesznik” we Lwowie w nocy z 8 na 9 stycznia 2026 roku.
„Kiedy zaczęliśmy analizować, co to za śmiercionośna superbroń i jakie wyrządziła szkody – okazało się, że to 145 metrów kwadratowych. Nie tysięcy. Po prostu metrów kwadratowych” – opisał Kurczew rzeczywiste skutki tamtego uderzenia.
Zauważył, że odłamków „Oriesznika” szukano bardzo długo ze względu na ich rozrzut na obszarze około 40 hektarów. Udało się je znaleźć tylko dzięki kamerom termowizyjnym, ponieważ głowice pozostawały gorące po wejściu w atmosferę z prędkością około 30 tysięcy kilometrów na godzinę.
„Uderzyli tuż przy granicy, przy Europie. Oczekiwali jakiegoś efektu «wow», że wszyscy narobią w gacie ze strachu. Nasi sąsiedzi udali, że w ogóle niczego nie zauważyli. Nikt się nie przestraszył” – tak Kurczew opisał reakcję na użycie „Oriesznika”.
Według danych Kurczewa, po tym wydarzeniu Biełousow, Patruszew i generałowie Sztabu Generalnego FR odbyli naradę. To wtedy Gierasimow zaproponował „wygasić Kijów i obwód”.
„Zgodnie z danymi wywiadowczymi, którymi dysponowaliśmy, w zeszłym tygodniu wielokrotnie oblatywali dronami szeroką listę obiektów i przeprowadzili pełny wywiad satelitarny. Pod koniec zeszłego tygodnia pojawiła się wyczerpująca lista potencjalnych celów” – przekazał ekspert.
Kurczew opowiedział, że strona ukraińska przygotowywała się do uderzenia: do Kijowa i obwodu przekierowano generatory diesla i mobilne kotłownie. Nowy minister obrony Fedorow włączył się w ten proces natychmiast po nominacji.
„800 jednostek różnego rodzaju żelastwa miało polecieć na Kijów i perymetr. Doleciało mniej. Co więcej, znaczna część pocisków manewrujących wystrzelonych przez lotnictwo strategiczne w ogóle nie doleciała do linii rozgraniczenia. Po prostu spadły na terytorium Rosji” – powiedział Kurczew.
Według jego danych, w nocy ucierpiały Elektrociepłownia Darnicka (EC-Darnica) oraz EC-6, które utraciły zasilanie na potrzeby własne. Elektrociepłownię nr 5 udało się obronić. Nowy, precyzyjny „Iskander” uszkodził również jeden portal na podstacji Winnicka.
„Po cholerę tam strzelali – licho wie. Tamtejszy autotransformator od dawna jest w naprawie awaryjnej” – skomentował to uderzenie.
Po godzinie 10 rano dwa odrzutowe Shahedy trafiły w jeden z kluczowych obiektów w obwodzie kijowskim. Spowodowało to przerwy w dostawach prądu i wody w niektórych rejonach Prawobrzeża.
Kurczew zaznaczył, że strona rosyjska celowo utrzymuje stałą obecność dronów nad uszkodzonymi obiektami, aby ekipy remontowe nie mogły od razu przystąpić do prac naprawczych.
„Parafrazując rosyjskie przysłowie – rozmach był na tysiąc rubli, a uderzenie za sto. Cel nie został osiągnięty” – podsumował wyniki ataku.
Poprzednie uderzenia, zdaniem Kurczewa, również wyrządziły mniejsze szkody, niż oczekiwano. Specjaliści Kijówciepłoenergo (Kyivteploenergo) uporali się z naprawami w półtorej doby zamiast prognozowanego tygodnia.
„Rosjanie rozumieją, że okno możliwości wkrótce się dla nich zamknie, zatrzaśnie. Dlatego wszystko, co dzieje się w ostatnim czasie, w tym ataki na Ukrainę, nie może być nazwane innym słowem niż agonia. To jest agonia” – oświadczył Kurczew.
