Rekordowa delegacja amerykańskiego Senatu na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa w lutym - nawet jedna czwarta izby udała się za Atlantyk na europejskie wydarzenie dotyczące bezpieczeństwa - nie była oznaką odnowionego globalnego zaangażowania Ameryki. Był to ostatni oddech starej gwardii republikańskiej, która prowadziła partię od czasów zimnej wojny - twierdzi analityk geopolityczny Peter Zeihan w podcaście Superpowers.

Jak podaje "Hvylya", były brytyjski minister sił zbrojnych James Heappey - który był na konferencji - opisał pozornie obiecującą scenę: dwupartyjną inicjatywę mającą zapewnić świat, że Ameryka nie porzuciła swoich supermocarstwiowych obowiązków. Odpowiedź Zeihana była brutalna. Jak pisaliśmy, neutralna Ukraina oznaczałaby gwarancję wojny w Europie - i właśnie dlatego kwestia ta jest tak paląca.

"Polityka zagraniczna w Ameryce to prerogatywa prezydenta. Kropka. Użycie sił zbrojnych przez pierwsze 90 dni to prerogatywa prezydenta. Kropka. Bez wyjątków" - powiedział Zeihan. Wskazał, że choć ustawa War Powers Act teoretycznie pozwala Kongresowi interweniować, obecna administracja po prostu kwestionuje jej zgodność z konstytucją - a do przełamania tego potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów, co jest matematycznie niemożliwe.

"To, co widzieliście w Monachium, to ostatni oddech starej gwardii republikańskiej, która prowadziła partię od początku zimnej wojny" - powiedział Zeihan. Z każdym cyklem wyborczym MAGA rośnie w siłę w Kongresie, a tradycyjni republikanie słabną. "Są już mniejszością we własnej partii. A demokraci są tak chaotyczni, że nie potrafią nic poza odruchowym sprzeciwem."

Nawet decyzja administracji o wysłaniu sekretarza stanu Rubio zamiast wiceprezydenta Vance'a była, zdaniem Zeihana, bardziej kosmetyczna niż merytoryczna. Rubio po prostu przekazał tę samą treść w przyjaźniejszym tonie. Jak ostrzegał Draghi, Europa musi się sfederalizować albo ryzykuje podporządkowanie - i konferencja monachijska dobitnie to pokazała.