Strategia bezpieczeństwa narodowego administracji Trumpa z 2025 roku opisuje "świat takim, jakim chcielibyśmy, żeby był" - a nie takim, jaki jest. Ten werdykt padł nie z ust politycznych przeciwników, lecz dwóch byłych doradców, którzy to stanowisko sprawowali - H.R. McMastera i Jake'a Sullivana.
W podcaście World Class na Uniwersytecie Stanforda obaj byli doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego szczegółowo przeanalizowali strategię. Jak podaje "Hvylya", McMaster - który nadzorował powszechnie chwaloną strategię z 2017 roku, zmieniającą amerykańską politykę w kierunku rywalizacji wielkich mocarstw - powiedział, że nowy dokument "wpadł w tę samą pułapkę co poprzednie", tworząc wizję życzeń zamiast trzeźwej oceny zagrożeń.
Sullivan poszedł dalej. Powiedział, że odpowiedź dokumentu na pytanie, kto stanowi największe zagrożenie dla Stanów Zjednoczonych, brzmi: "w zasadzie są to imigranci, migranci." Strategia przenosi to podejście na Europę, gdzie wskazuje nie Rosję, lecz migrację prowadzącą do tego, co dokument nazywa "cywilizacyjnym wymazywaniem", jako główne niebezpieczeństwo. Sullivan nazwał to "ogromną zmianą" i zaznaczył, że "to pierwszy raz, kiedy widzę w Strategii bezpieczeństwa narodowego w nowoczesnej historii wyraźne wywieranie nacisku - może całą pięścią - na preferencje polityczne w krajach sojuszniczych." Dokument wprost popiera "partie patriotyczne" - prawicowe ruchy w Europie - co Sullivan opisał jako przemówienie JD Vance'a z Monachium przelane na papier.
W kwestii Chin obaj wskazali na radykalne zawężenie perspektywy. Strategie z 2017 i 2022 roku traktowały Pekin jako wszechstronnego rywala - na płaszczyznach wojskowej, technologicznej, ekonomicznej i dyplomatycznej. Nowy dokument nie wymienia Chin aż do strony 19. z 30 i ujmuje wyzwanie niemal wyłącznie w kategoriach ekonomicznych. Sullivan ostrzegł, że takie podejście rodzi "ogromne pytania dotyczące polityki USA wobec Tajwanu i sojuszników w regionie."
Rosji jest w nowej strategii jeszcze mniej. Prowadzący Colin Kahl zauważył, że dokument "właściwie nie opisuje Rosji jako zagrożenia" i zamiast tego stawia na stabilność strategiczną - to radykalne odejście od konfrontacyjnej postawy zarówno pierwszej administracji Trumpa, jak i administracji Bidena.
Czytaj też: Putin - genialny strateg porażki Rosji.
