Wołodymyr Zełenski kategorycznie odrzucił ideę oddania ukraińskich terytoriów w zamian za zawieszenie broni, ostrzegając, że Rosja się nie zatrzyma i nieuchronnie będzie kontynuować agresję po odbudowaniu sił.

Jak przekazuje "Chwyla", donosi o tym BBC po wynikach obszernego wywiadu z głową państwa w kwartale rządowym Kijowa.

Według prezydenta Władimir Putin już rozpoczął III wojnę światową, a jedyną właściwą odpowiedzią jest intensywna presja wojskowa i ekonomiczna na dyktatora. Komentując żądania Moskwy oddania 20% obwodu donieckiego, a także terytoriów obwodu chersońskiego i zaporoskiego, Zełenski podkreślił, że byłby to fatalny błąd.

"Nie patrzę na to po prostu jak na ziemię. Widzę w tym pozostawienie — osłabienie naszych pozycji, pozostawienie setek tysięcy naszych ludzi... I jestem pewien, że ten 'odwrót' podzieliłby nasze społeczeństwo", — podkreślił ukraiński lider. Dodał, że Putinowi teraz po prostu potrzebna jest pauza na oddech: "Według opinii naszych europejskich partnerów może to zająć od trzech do pięciu lat. Moim zdaniem będzie mógł się odbudować nie dłużej niż w ciągu paru lat. Dokąd by poszedł dalej? Nie wiemy, ale to, że będzie chciał kontynuować wojnę — to fakt".

Jednocześnie Zełenski przyznał, że próba odzyskania wszystkich terytoriów do granic z 1991 roku wyłącznie drogą wojskową właśnie teraz będzie kosztować życie milionów Ukraińców z powodu liczebności rosyjskiej armii i niedoboru zachodniej broni. "Czym jest ziemia bez ludzi? Szczerze mówiąc, niczym", — wyjaśnił.

Odpowiadając na oświadczenia prezydenta USA Donalda Trumpa, który żąda od Kijowa szybkiego zasiadania do stołu negocjacyjnego, i na plotki o gotowości Białego Domu zmuszenia Ukrainy do ustępstw terytorialnych, Zełenski odpowiedział retorycznym pytaniem do dziennikarza: "Gdzie pan teraz jest? Dziś jest pan w Kijowie, jest pan w stolicy naszej ojczyzny... Czy przegramy? Oczywiście nie, bo walczymy o niepodległość Ukrainy".

Na oskarżenia ze strony Trumpa, że ukraiński prezydent rzekomo jest "dyktatorem, który rozpoczął wojnę" (co powtarza rosyjskie narracje), Zełenski tylko się roześmiał. "Nie jestem dyktatorem i nie rozpoczynałem wojny, to wszystko", — uciął.

Mówiąc o gwarancjach bezpieczeństwa, głowa państwa podkreślił, że Ukrainie potrzebne są nie sytuacyjne obietnice, a porozumienia na 30 lat, które obowiązkowo muszą być ratyfikowane przez Kongres USA: "Nie będą głosowane w Kongresie po prostu tak. To nie tylko prezydenci. Potrzebny jest Kongres. Bo prezydenci się zmieniają, a instytucje pozostają".

Dopiero po otrzymaniu żelaznych gwarancji bezpieczeństwa Kijów będzie gotów omawiać przeprowadzenie wyborów prezydenckich, na których nalegają partnerzy. Zełenski podkreślił, że jeszcze nie zdecydował, czy będzie kandydował ponownie, ale przypomniał o milionach uchodźców i mieszkańcach okupowanych terytoriów, których głosy muszą być uwzględnione. "Jeśli chcecie przeprowadzić wybory... przeprowadźcie je tak, aby ukraiński naród uznał je w pierwszej kolejności. I sami musicie uznać, że to są legalne wybory", — oświadczył prezydent.

Osobno Zełenski skrytykował partnerów za niechęć do przyczyniania się do wzmocnienia ukraińskiego przemysłu obronnego. "Dziś problem numer jeden to obrona przeciwlotnicza. Niestety nasi partnerzy do tej pory nie udzielają nam licencji na samodzielną produkcję systemów, na przykład Patriot, lub nawet rakiet do systemów, które już mamy", — powiedział. Na pytanie o przyczyny takiej odmowy prezydent odpowiedział: "Nie wiem. Nie mam odpowiedzi".

Podsumowując, Zełenski oświadczył, że dla Ukrainy sukcesem będzie efektywne zatrzymanie Putina, dodając, że Kijów gra w skomplikowane szachy z wieloma światowymi liderami, a nie tylko prowadzi walkę z Rosją.