Po zakończeniu wojny na Ukrainie, niezależnie od jej wyniku, Rosja stanie przed zagrożeniem masowej wewnętrznej eksplozji z powodu powrotu milionów uzbrojonych ludzi. Aby uniknąć wojny domowej, Kreml będzie zmuszony "skanalizować" agresję na zewnątrz, a jedynym dostępnym celem staną się kraje bałtyckie.

Taką prognozę na antenie z redaktorem naczelnym "Chwyli" Jurijem Romanenką przedstawił analityk Tigran Awakian.

Według eksperta głównym problemem Moskwy po wojnie będzie zdemobilizowana "horda".

"W Rosji pozostaje ogromna masa ludzi z bronią. To setki tysięcy, być może milion osób, którzy przeszli przez wojnę, którzy mają złamaną psychikę, którzy przyzwyczaili się zabijać i grabić. Gdzie ich podziać? Jeśli wrócą do domu – to wybuch społeczny. To "Bandycki Petersburg" pomnożony przez sto. To wojna domowa. Putin musi ich gdzieś skanalizować" – podkreślił Awakian.

Analizując możliwe kierunki nowej agresji, ekspert wskazał na państwa NATO. Według niego droga na Południe (Kaukaz) jest zablokowana przez sojusz Turcji, Azerbejdżanu i Armenii pod "parasolem USA", a na Wschód (Azja Środkowa) nie wpuści Chiny.

"Xi Jinping jasno dał do zrozumienia: "To moja strefa". Jak tylko Sołowjow zaczyna krzyczeć o походzie na Kazachstan, natychmiast zatykają mu ust. Ponieważ Chiny nie pozwolą destabilizować "Jedwabnego Szlaku"" – wyjaśnił.

Dlatego, według Awakiana, Putinowi pozostaje tylko jeden wektor: "Pozostaje tylko jeden kierunek. Geograficznie dostępny, logistycznie zrozumiały i ideologicznie "smaczny" dla rosyjskiego filistera. To Bałtyk. To korytarz suwalski. To Narwa. To "ochrona rosyjskojęzycznych". Tam nie ma gór, tam nie ma skomplikowanego terenu, tam jest bezpośrednia granica. I najważniejsze – to NATO. To ten "główny wróg"".

Komentując wątpliwości zachodnich analityków (w szczególności George'a Friedmana) dotyczące niemożności rozpoczęcia przez Rosję nowej wojny z powodu wyczerpania, Awakian zauważył, że Kreml kieruje się inną logiką.

"Friedman myśli kategoriami "zwycięstwa" i "efektywności". A ja mówię ci o kategorii "przetrwania reżimu" i "utylizacji". Nie potrzebują zwycięstwa nad NATO w 3 dni. Potrzebują procesu. Potrzebują, żeby ta horda nie wróciła do Riazania i Woroneża. Muszą ich wysłać, żeby zginęli gdzieś indziej".

Ekspert wyraził również sceptycyzm wobec automatycznej ochrony Sojuszu. Dopuszcza hybrydowy scenariusz, gdy rosyjskie czołgi okażą się w Tallinnie szybciej, niż Bruksela podejmie decyzję.

"A jesteś pewien, że artykuł 5 zadziała tak, jak jest napisane na papierze? Popatrz, co dzieje się w Europie. Niemcy w kryzysie, Francja w politycznym chaosie. Kalkulacja Kremla może być bardzo prosta: hybrydowy uderzenie. "Nas tam nie ma", "to lokalni powstańcy w Narwie", "ochrona praw". I podczas gdy Bruksela będzie zbierać narady i wyrażać zaniepokojenie, rosyjskie czołgi już będą stały w Tallinnie. I co wtedy zrobi Scholz? Wypowie wojnę mocarstwa nuklearnemu? Czy powie: "No dobrze, negocjujmy nową linię rozgraniczenia"? To test dla NATO. I Putin może chcieć przeprowadzić ten test, aby pokazać światu, że NATO to papierowy tygrys" – zauważył Awakian.

W tej sytuacji rola Ukrainy radykalnie się zmienia. Europa, uświadamiając sobie własną słabość, będzie zmuszona zwrócić się do Kijowa o pomoc: "W tej konfiguracji Ukraina staje się nie tylko "buforem", ale jedyną realną siłą, która ma doświadczenie w wojnie z tą hordą. I paradoks polega na tym, że Europa być może będzie musiała prosić ukraińską armię, aby stanęła w obronie wschodniej flanki NATO".

Nie wyklucza, że ukraińscy wojskowi mogą zostać rozmieszczeni na Litwie lub w Polsce w ramach nowej architektury bezpieczeństwa: "Co więcej, może to być częścią gwarancji bezpieczeństwa dla nas. "Dajemy wam broń i pieniądze, a wy dajecie nam bezpieczeństwo". Ponieważ Niemcy nie mają armii, Francuzi mają małą ekspedycyjną. Jedyną zdolną do walki armią w Europie za 2 lata będzie armia ukraińska (i polska, która jest teraz budowana)".