Wizyta wiceprezydenta USA JD Vance'a w Armenii i Azerbejdżanie oznaczyła całkowitą przebudowę architektury bezpieczeństwa na Południowym Kaukazie, gdzie nie ma już miejsca dla Rosji i Chin.
O tym na antenie z redaktorem naczelnym "Chwyli" Jurijem Romanenką oświadczył ekspert Tigran Awakian, analizując konsekwencje amerykańskiej dyplomacji w regionie.
Według eksperta Erewan otrzymał od Waszyngtonu nie tylko wsparcie polityczne, ale także kolosalne gwarancje ekonomiczne. Kluczowym momentem stała się legitymizacja Armenii jako "pierwszego narodu chrześcijańskiego" dla konserwatywnego elektoratu USA oraz uzgodnienie rozwoju energetyki jądrowej.
"Suma, która się pojawia — to 9 miliardów dolarów. To nie tylko pieniądze, które "weszły i wyszły". Energetyka jądrowa to cykl na 50-60 lat. Oznacza to, że USA wchodzą do regionu technologicznie, fizycznie i finansowo na dziesięciolecia. Jeśli budujesz tam reaktory, obsługujesz je, dostarczasz paliwo, kontrolujesz bezpieczeństwo. Oznacza to, że Stany Zjednoczone powiedziały: "Jesteśmy tu na długo, jeśli nie na zawsze"" – podkreślił Awakian.
Jeśli chodzi o postać polityczną Nikola Pasziniana, dla administracji Trumpa pozostaje on "zrozumiałym narzędziem". Chociaż ideologicznie nie jest bliski republikanom, jego gotowość do zerwania z Moskwą odpowiada Waszyngtonowi.
"Jest idealnym partnerem do miękkiej transformacji. Nie stawia oporu. Gotów jest oddawać rosyjskie pozycje, gotów wyjść z ODKB (de facto już wyszedł), gotów przyjąć zachodnie reguły gry. Dlatego go wykorzystują. Jest dla nich zrozumiałym narzędziem. Nie ulubionym, ale wygodnym" – zauważył ekspert.
W Baku amerykańska strategia wygląda inaczej: pełen pragmatyzm i brak presji w kwestiach praw człowieka. Jak zauważył Tigran Awakian, Alijew otrzymał potwierdzenie swojego statusu w zamian za wykonywanie konkretnych zadań geopolitycznych: powstrzymywanie Iranu, tranzyt energetyczny i logistykę.
"Dla Waszyngtonu Alijew to obecnie klasyczny "kontraktor"... Waszyngton patrzy na Alijewa i mówi: "Okej, jesteś autorytarny? Mamy to gdzieś. Rozwiązujesz nasze zadania? Tak. Tworzysz nam problemy? Nie. Działamy"" – wyjaśnił analityk.
Awakian podkreślił, że USA faktycznie dały Alijewowi carte blanche na politykę wewnętrzną, ponieważ republikanom zależy na "funkcjonale", a nie na wykładach o demokracji.
"Co więcej, Alijew zrozumiał, że z republikanami jest mu łatwiej. Nie wymagają od niego, aby stał się Europejczykiem. Potrzebują funkcjonału. Jeśli Azerbejdżan zapewnia tranzyt i trzyma na muszce Iran — jest "dobrym facetem". I tutaj ważne jest dodanie o Izraelu. Azerbejdżan to najbliższy partner Izraela w świecie muzułmańskim. I dla USA to także argument. Broń, wywiad, wspólne działania przeciwko Iranowi — to wszystko działa w jednej wiązce" – wyjaśnił analityk.
Nowa konfiguracja w regionie, gdzie Armenia staje się hubem humanitarnym i energetycznym, a Azerbejdżan — siłowym i logistycznym, nie pozostawia przestrzeni dla wpływów Moskwy. Kreml, ugrzęznąwszy w wojnie na Ukrainie, stracił dźwignię wpływów na Kaukaz.
"Ona (Rosja – red.) nie ma zasobów, aby przebić ofertę 9 miliardów. Nie ma siłowych zasobów, aby zastraszyć Alijewa, który ma za plecami Turcję. Rosja teraz tak ugrzęzła na Ukrainie, że Kaukaz staje się dla niej "walizką bez rączki". Chciałaby coś zrobić, ale pociąg już odjechał" – podsumował Tigran Awakian.
Eksperci zgadzają się, że USA nie tylko wyparły konkurentów, ale stworzyły system, w którym Erewan i Baku nie konkurują o uwagę Waszyngtonu, lecz uzupełniają się nawzajem w globalnej strategii powstrzymywania Iranu i Chin.
